Radosław Strzelczyk, prezes klubu słynącego z niesłabnącej miłości do ekstremalnych rozwiązań, z dystansem podchodził do prognoz przed sezonem 2019. Miał świadomość, że trener Mariusz Staszewski, ongiś solidny żużlowiec, staje przed trudnym zadaniem. Nad Ołobokiem kibice wciąż marzą o wielkiej Ostrovii przywołując czasy Franciszka Jaziewicza i Jacka Brucheisera. Obmywają grzechy wynikające z dzikiej namiętności i opłakują śmierć Tomasza Jędrzejaka, a z drugiej strony walczą o splendor i wypinają piersi do medali. Skomplikowany i poplątany konglomerat słowiańskich emocji…


Starannie zbudowany zespół pozytywnie zaskakuje na pierwszoligowym froncie. W sobotę 13 kwietnia Arged Malesa TŻ Ostrovia dokonała niebywałej sztuki pokonując na wyjeździe Unię Tarnów. Oczywiście, że spory wpływ na porażkę tarnowskich „jaskółek” miała absencja Artura Mroczki, który leczy złamaną kość łódeczkowatą. Niemniej jednak brak Mroczki nie umniejsza sukcesu ostrowian. Padł tarnowski bastion. Tomasz Proszowski, przed laty uznanej klasy sędzia, a dziś menedżer Unii Tarnów, powtarza niczym mantrę, że żużel jest nieprzewidywalnym sportem. Na inaugurację tarnowianie cudem pokonali u siebie Lokomotiv Daugavpils 46-44. W drugiej kolejce wprawili w zachwyt swoich fanów pokonując na wyjeździe ekipę Zdunek Wybrzeże Gdańsk 50-40, aby w trzeciej rundzie ulec w Tarnowie ostrowianom 43-47. I bądź tu mądry i pisz wiersze…


Wiktor Kułakow otrzymał bardzo poważną rolę prowadzącego parę z juniorem. Rosjanin zdobył 8 oczek i bonus. Peter Ljung robił co mógł przywożąc 10 punktów. Odrodził się „Józek”, czyli Artur Czaja (12 punktów w sześciu startach), ale Arged Malesa TŻ Ostrovia miała prawdziwe działa. Ogniem z kolubryny zionął miłośnik twórczości Ryszarda Riedla i formacji „Dżem” – Grzegorz Walasek (10 punktów). Bezcenne oczka dorzucili: Aleksandr Łoktajew, Tomasz Gapiński, Nicolai Klindt i Renat Gafurow. Prezes Strzelczyk zaciera ręce, bo 5 lat temu nikt nie dawał mu szans na odbudowę ligowego żużla w Ostrowie Wielkopolskim, a tymczasem dziś prowadzony przez niego klub jest liderem Nice I ligi. Warto marzyć…


O ile w Ostrowie Wielkopolskim daje się wyczuć nieskrywaną euforię, o tyle nad morzem już nie jest tak różowo… Zdunek Wybrzeże Gdańsk dokonał mądrej zmiany personalnej angażując wojownika trzymającego gaz – Nowozelandczyka Bradley Wilsona-Deana. Niespełna 25-letni jegomość z Hastings pokazuje, że nie tylko umie wspinać się po klifach, ale gryzie tor i angażuje się na 200% w każdy wyścig. „Będą z niego ludzie” – mawia indywidualny mistrz świata na żużlu z 2017 roku Jason Kevin Doyle. To prawda. Bradley latał rewelacyjnie w barwach Rudzików ze Swindon w mistrzowskim sezonie’2017 kiedy Doyley, Tobiasz Musielak i Bradley Wilson-Dean sięgnęli po złoto w brytyjskiej Premiership. W niedzielę 14 kwietnia Bradley zastąpił bezbarwnego Szweda Joela Klinga i zainkasował 4 punkty + bonus w 4 startach. To był bardzo przyzwoity debiut Nowozelandczyka w rozgrywkach ligowych w Polsce. Warto nadmienić, że Bradley jest technikiem, a chrzest bojowy przeszedł na łotewskim torze dla kłusaków, gdzie ważniejsza od wyszkolenia technicznego jest szybka jednostka napędowa…


O ile Nowozelandczyk opuszczał Daugavpils z podniesionym czołem, o tyle gdańszczanie nie mają wesołych min. 38-51 to wysokie rozmiary porażki, ale trudno o inny rezultat, skoro trener Mirosław Berliński miał jeno dwie armaty: Krystiana Pieszczka i Mikkela Becha… Łotysze w każdym meczu mogą liczyć na prawdziwego frontmana. W wyjazdowym meczu w Tarnowie bezbłędny był Timo Lahti. Tym razem w rolę Davida Gilmoura z Pink Floyd wcielił się Łotysz Andrzej Lebiediews. 15 punktów – komplet bez podpórek. Rewelacyjnie ścigali się juniorzy Lokomotiv: Artiom Trofimovs i Oleg Michaiłovs. Drużyna Nikołaja Kokinsa to sportowcy z krwi i kości. Wyraźnym zwycięstwem nad gdańszczanami potwierdzają rosnące aspiracje i wzmagają apetyt na awans do fazy play-off.


Cóż mają rzec rybniczanie, którzy 6 kwietnia zmagali się z deficytem myślenia u komisarza toru, trenerów przeciwnej drużyny i bezduszną literą prawa stosowaną przez działaczy… Troy Matthew Batchelor z niejedna pieca chlebek jadł, pobił rekord toru i wie, że na bardzo przyczepnym torze też można jechać na ¾ manetki gazu. Młodzież się tego jeszcze nie nauczyła i spotkanie z Orłem Łódź przełożono na wielkanocną niedzielę. Spragnieni ligowego ścigania podopieczni Piotra Żyto, brązowego medalisty Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostw Polski z 1982 roku, przybyli do Gniezna. Jurica Pavlic ze stoickim spokojem podszedł do meczu, który dla gnieźnian był walką o odzyskanie zaufania kibiców. Nóż na gardle, szafot, strach przed zgilotynowaniem: na Chorwata z Gorican presja nie miała wpływu.

Kapitan Car Gwarant Start Gniezno dał pokaz odporności nerwowej. Wspaniale ścigał się Mirosław Jabłoński, który ma serce niczym kontynent azjatycki. Piotr Żyto żonglował roszadami taktycznymi, stawał na rzęsach, ale miał jeno trzech rycerzy: Batchelora, Szczepaniaka i Worynę. Rybnickie rekiny mogą żałować wyścigu juniorskiego, w którym Przemysław Giera i Robert Chmiel roztrwonili podwójne prowadzenie. Ze stanu 5-1 dla rybniczan zrobiło się 3-3 na skutek rozważnego pościgu Damiana Stalkowskiego… Losy pojedynku rozstrzygnęły się w 13 wyścigu, który po trosze przypominał bój Kenny’ego Cartera z Brucem Penhallem w finale światowym w Los Angeles w 1982 roku. Oskar Fajfer jest twardzielem co się zowie, ale czasami przesadza kładąc nogę na udzie Kacpra Woryny. Kapitan PGG ROW Rybnik nie należy do ułomków, walczył bark w bark, ale nie był przygotowany na lekcję taekwondo… „Mam się przewrócić i złamać łopatkę jak Jarek Hampel w eliminacjach Złotego Kasku, żeby przekonać sędziego, że należy wykluczyć Oskara za ewidentny faul?” – mówił po meczu rozgoryczony Kacper. Rok temu za podobne wykroczenie czerwoną kartkę ujrzał Adrian Gała. Tym razem sędzia z Winnego Grodu, Ryszard Bryła, postanowił potraktować ulgowo innego żużlowca Car Gwarant Start Gniezno. Tak czy owak, gnieźnianie zasłużenie wygrali 50-40. Byli bardzo zmotywowani, aby odnieść pierwsze ligowe zwycięstwo w tym sezonie i dopięli swego. Rafael Wojciechowski, menedżer gnieźnian zrozumiał, że eksperymenty z Kudriaszowem i Jakobsenem były intrygujące, ale optymalne zestawienie opiera się na Juricy i Oliverze. 

 

Rybniczanie muszą poczekać na premierową wiktorię do wielkanocnej niedzieli kiedy przy Gliwickiej 72 zjawią się podopieczni Lecha Kędziory. Oby tym razem łodzianie zamiast kalesonów zabrali ze sobą mężne serca…