Mówiono, że zagra w All England miesiąc temu, był zgłoszony do turnieju, ale w nim nie wystąpił. Wydawało się, że tylko przesunął spektakularny powrót i zobaczymy go w Malezja Open, ale pokazał się tylko na ceremonii dekorowania medalami najlepszych singlistów, by później stanąć z nimi jeszcze do pamiątkowego, wiele mówiącego zdjęcia. W chińskim finale pięciokrotny mistrz świata i dwukrotny złoty medalista olimpijski, Lin Dan pokonał swego rodaka Chen Longa, mistrza olimpijskiego z Rio de Janeiro i dwukrotnego mistrza świata. Lin Dan zaskoczył w Kuala Lumpur wielką formę, pokazał, że poważnie myśli o kolejnych igrzyskach.

 

Zdjęcie z Malezyjczykiem było symboliczne, bo to przecież ci dwaj Chińczycy stawali mu na drodze do największych sukcesów. Lin Dan wygrywał z nim finały na igrzyskach w Pekinie i Londynie, a Chen Long w Rio de Janeiro. Podobnie było podczas mistrzostw świata. Lee Chong Wei może się pochwalić imponującą listą sukcesów, ale brak na niej, za sprawą tych właśnie Chińczyków, złotych medali igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata.

 

Lee Chong Wei miał nadzieję, że kolejne, piąte już igrzyska z jego udziałem zmienią bieg rzeczy i w Tokio to on stanie na najwyższym stopniu podium, ale w połowie ubiegłego roku dowiedział się, że ma raka nosa. Badminton zszedł na dalszy plan, najważniejsza była walka o życie.

 

Dwumiesięczna chemioterapia i fototerapia na Tajwanie przyniosła na szczęście oczekiwany skutek. Rak został pokonany, a Lee Chong Wei znów mógł zacząć myśleć o powrocie na boisko. Zielonego światła od lekarzy jednak jeszcze nie dostał, wciąż na nie czeka.

 

Ale wierzy, że je zobaczy i wróci w wielkim stylu. Tak jak niemiecki sztangista Mathias Steiner, który kilka miesięcy po wypadku samochodowym w którym zginęła jego żona wrócił na pomost i wygrał igrzyska w Pekinie, tak jak Paula Radcliff, Derek Redmond czy Vanderlei Lima, którzy pokonali raka. Tak wreszcie jak węgierski sztangista Imre Polak, który po trzech srebrnych medalach, w czwartym starcie olimpijskim, na igrzyskach w Tokio w 1964 roku, zdobył wreszcie upragniony złoty medal.

 

Czy 56 lat po tym wydarzeniu podobnej sztuki dokona w Japonii Lee Chong Wei, genialny badmintonista, który wygrał w swojej trwającej 17 lat karierze 705 meczów, 69 wielkich turniejów i przez 199 kolejnych tygodni, od 21 sierpnia 2008 roku do 14 czerwca 2012 roku był nr 1 rankingu BWF?

 

Teraz jest na miejscu 77., ale za chwilę wypadnie z pierwszej setki. Z powodu choroby ma zamrożony ranking, ale musi wrócić do 15 września. Czyli jeśli zagra w Taipei Open, który rozgrywany będzie w dniach 3-8 września tego roku jego ranking będzie chroniony kolejne sześć miesięcy, do marca przyszłego roku.

 

Cała Malezja, cała Azja zakochana w badmintonie czeka na ten powrót. Czy się doczeka, i czy nie nastąpi on zbyt późno?