Polska Agencja Prasowa: Polscy siatkarze rywalizację w Lidze Narodów rozpoczną 31 maja. W 2018 roku kadra na te rozgrywki liczyła 21 zawodników. Czy wiadomo już, ilu graczy znajdzie się w niej w tym sezonie i do kiedy trzeba zgłosić szeroki skład?

 

Vital Heynen: Dotarły do nas pewne informacje, choć to nie tak, że ktoś nam już przedstawił, jak to powinno wyglądać. Staram się to przewidzieć, ale wciąż czekamy na oficjalne potwierdzenie. Może być tak, że tym razem będziemy mieć do dyspozycji większą liczbę zawodników. Nie jestem tego na 100 procent pewny, ale na ten moment wydaje się, że powinno to być 25 graczy. Co do terminu - zapewne gdzieś w maju, ale to nie jest żaden problem.

 

Czy podjął już pan decyzję kogo powoła, czy są jeszcze jakieś wątpliwości?

 

Kilka tygodni temu zacząłem już informować zawodników, którzy będą w kadrze. Muszę jeszcze porozmawiać z tymi, których zabraknie w tym gronie, ale póki co nie miałem na to czasu. Muszę to zrobić zanim lista zostanie opublikowana. Moi gracze muszą wiedzieć, jaka jest sytuacja. Docierają do nich plotki, wieści o zmianach, itp. Może nasz system nie zawsze jest idealny, ale nigdy do końca nie wiadomo, jakie rozwiązanie jest najlepsze.

 

Rok temu przed podjęciem decyzji personalnych poświęcił pan sporo czasu na rozmowy z ok. 30 siatkarzami. Teraz też tak było czy skupił się pan głównie na nowych postaciach w kadrze?

 

Tak, powtórzyłem to. Rozmawiam z chłopakami, ale nie aż tak dużo. Chodzi o to, bym wiedział, jak im się układa. Śledzę ich losy, pomocny jest w tym WhatsApp, korzystam z dostępnych technologii.

 

Mówił pan, że Karol Kłos był jedynym zawodnikiem, który w tamtym sezonie chciał odpocząć od występów w drużynie narodowej. Ktoś zgłaszał taką potrzebę tym razem?

 

Na ten moment nie ma nikogo, kto by tego chciał. Chłopaki w minionym roku zrobili dobrą reklamę reprezentacji, więc wszyscy siatkarze, których nazwiska chodziły mi po głowie, chcą w niej grać. Mamy też umowę ze starszymi zawodnikami dotyczącą bycia przez nich częścią drużyny w tym sezonie. Ogółem mówiąc, wszyscy zgłosili chęć gry w kadrze.

 

Podobno podczas niedawnych odwiedzin we Włoszech u Wilfredo Leona więcej rozmawialiście o życiu niż o siatkówce. Dowiedział się pan o nim czegoś ciekawego?

 

Odbyliśmy bardzo miłą dwuipółgodzinną rozmowę. Wciąż gadaliśmy, gdy już zamykano restaurację, w której siedzieliśmy. To była rozmowa o ogólnych, zwykłych sprawach - jak mu się wiedzie we Włoszech, co słychać u jego rodziny. Tego typu drobne rzeczy. Zawsze jestem ciekawy życia moich graczy. Nie mieliśmy absolutnie problemu z tym, żeby wypełnić te ponad dwie godziny, bo Wilfredo jest dobrym rozmówcą.

 

Powiedział pan ostatnio, że każdy siatkarz musi zasłużyć i zapracować na miejsce w zespole, nawet Leon. Z drugiej strony w innym wywiadzie wskazał pan, że Łukasz Kaczmarek, Bartosz Bednorz i Karol Kłos dostaliby powołanie w tym sezonie niezależnie od tego, jakby im szło w klubach. Czy te dwa stwierdzenia nie są trochę sprzeczne ze sobą?

 

Kwestia zasłużenia na miejsce dotyczy składu na turniej kwalifikacyjny do igrzysk, który jest naszym głównym celem w tym sezonie. O miejsce w drużynie na tę imprezę będzie się toczyć prawdziwa walka. Oczywiście, postaram się wybrać najlepszych 12 lub 14 - prawdopodobnie 14 - zawodników. Jasne zaś dla mnie było, że kilku chłopaków, których rok temu zabrakło w składzie na mistrzostwa świata, dostanie teraz kolejną szansę, by się pokazać. Nie widzę w tym sprzeczności. Zrobiłem to w zgodzie ze sobą.

 

Przygotowania do sezonu reprezentacyjnego mają ruszyć 17 maja w Spale. Czy latem kadra zawita - jak rok temu - do Zakopanego? A może chce pan odwiedzić nowe miejsca podczas zgrupowań?

 

Zakopane oczywiście jest w naszym planie. Muszę symbolicznie znowu wspiąć się na Rysy. Nie będziemy wygrywać, jeśli tego nie zrobię. Kto mnie zna, ten wie, że byłoby zaskakujące, gdybym nie dołożył też jakiejś nowej lokalizacji. Będą więc Spała i Zakopane, ale prowadzimy też rozmowy w sprawie nowości. Lubię podróżować do nowych dla mnie miejsc w Polsce.

 

Żartował pan jesienią na Twitterze, że wyprawa na Rysy były początkiem drogi po mistrzostwo świata i ma nadzieję, że wejście na Gehrenberg, najwyższe wzniesienie w pobliżu Friedrichshafen, wystarczy do zdobycia mistrzostwa Niemiec. Którą górę w takim razie powinien pan zdobyć, by biało-czerwoni zdobyli w sierpniu kwalifikację olimpijską?

 

Chciałbym wspiąć się na Fudżi w Japonii. Byłoby wspaniale stanąć na szczycie tego wulkanu, czytałem o tym trochę. To byłoby symboliczne i naprawdę fajne. Siedzi to w mojej głowie. Chciałbym zostać po Pucharze Świata kilka dni dłużej, by odwiedzić wszystkie dostępne miejsca w Tokio i wtedy może wspiąć się na tę górę. To byłoby naprawdę niesamowite doświadczenie. Nie wiem jeszcze, jak to wyjdzie. Myślę także o Mount Everest, ale to jest zdecydowanie zbyt wysoka poprzeczka dla mnie. Wolę zdobyć złoty medal igrzysk niż najwyższą górę globu.

 

Pod koniec lutego poinformowano, że po trzech latach pracy odejdzie pan z Friedrichshafen, by skupić się wyłącznie na pracy z reprezentacją Polski. To był pana wybór czy może Polski Związek Piłki Siatkowej nalegał na to?

 

To była całkowicie moja samodzielna decyzja. Lubię sam dokonywać wyborów dotyczących mojego życia i tak też było w tym przypadku. Dopiero kiedy to postanowiłem, poinformowałem PZPS.