Nie jest tajemnicą, że Gomólski swój pseudonim zawdzięcza kolorowi włosów, ale przede wszystkim jednej z największych legend w historii czarnego sportu.


- Historia mojej ksywki jest dosyć śmieszna. Kiedy miałem 17 lat pojechaliśmy na trening ze Startem Gniezno do Wrocławia. Oprócz nas na miejscu trenował jeszcze tylko Jason Crump. Akurat przechodziłem obok jego boksu i ktoś krzyknął - "Ginger"! - Odwróciłem się. Patrzę, a woła na mnie sam trzykrotny indywidualny mistrz świata. I tak zostało - powiedział wychowanek Startu Gniezno.


26-latek oprócz miłości do speedwaya pasjonuje się również projektowaniem hotelowych pokoi. Na jego koncie jest jeden bardzo szczególny projekt. 


- Podpisując kontrakt ze Zdunek Wybrzeżem Gdańsk w 2017 roku dogadaliśmy się z renomowanym hotelem. Okazało się, że pani Aleksandra Bąk, która tam pracuje - jest wielką fanką żużla i zrobiła taki miły oraz przytulny dla mnie pokój - cieszył się "Ginger".


- Identycznego pokoju żużlowego nie znajdzie się tak naprawdę na całym świecie. Jest to pomieszczenie jedyne w swoim rodzaju. Znajdują się w nim różne szaliki klubowe, poduszki w kolorach kasków, a nawet kask. Dostrzec można również oryginalne części od motocykli, a także wszystkie akcenty, które mogą być powiązane w jakiś sposób ze speedwayem - wtórowała zawodnikowi przedstawicielka właściciela hotelu Aleksandra Bąk.


Każdy sportowiec ma swoje przesądy. Nie inaczej jest z żużlowcami.


- Jedyne co robię przed meczami w szatni, to ściągam łańcuszek z żużlową łyżwą, na której widnieje moja ksywka. Później go całuję i odkładam, żeby po zakończonych zawodach znów go założyć - przyznał Gomólski. - Jedyną myśl, jaką mam przed startem to przede wszystkim dobre wybranie pola, z którego chcę rozpocząć ściganie. Później włącza się tylko zielone światło, oglądam się na zamek i chcę wygrać start. Jeśli to się uda, to potem jest łatwiej o zwycięstwo w biegu - dodał.


Co pochłania go poza czarnym sportem?


- Na początku interesowałem się piłką nożną i speedrowerem. Grałem również w hokeja na trawie. Tych sportów za dzieciaka było dużo. Dopiero w okolicach 10-11 lat powiedziałem tacie, że chciałbym spróbować swoich sił na żużlu - stwierdził. Po chwili dodając. - Z Dawidem Kownackim znamy się bardzo dobrze i nawet przyjaźnimy. Piłka nożna jest dla mnie takim relaksem i odskocznią od żużla. - podsumował.


Czy zawodnik Zdunek Wybrzeża Gdańsk chciałbym nawiązać do takich legend klubowych jak Marek Dera, Henryk Żyto czy Mirosław Berliński? Ich podobizny znalazły się na muralu, który zdobi tunel prowadzący na stadion Wybrzeża. Każdy kibic idący na żużlowy mecz mija "ich" po drodze. 


- Na pewno. Marzeniem każdego żużlowca jest znalezienie się na takim murze. Oni ciężką pracą na to zasłużyli. Być na takim muralu to jest wielki zaszczyt - zakończył.


Jakim człowiekiem jest "Ginger" z perspektywy ludzi, z którymi na co dzień przebywa? Czym interesuje się poza żużlem?


- Kacper słucha dużo muzyki, przede wszystkim rapu - stwierdził Adrian Cyfer, kolega z klubu. - Jest przebojowy i spokojny - dodał junior Wybrzeża Karol Żupiński. W podobnym tonie wypowiedział się mechanik "Gingera" Eryk Jóźwiak - Ma poczucie humoru, ale jak trzeba to jest do tańca i do różańca. - Dałabym sobie uciąć centymetr włosów, że jest żużlowcem, który na czas zawodów skupia się tylko na meczu. - przyznała Kinga Sylwestrzak, dziennikarka Wybrzeża TV.


Swoje zdanie na temat najstarszego zawodnika w zespole miał również trener Mirosław Berliński - Gomólski jest zawodnikiem wiedzącym co chce robić. Mówimy w tym przypadku o jeździe na żużlu. Naprawdę stara się i wychodzi mu to całkiem nieźle. Na każdym okrążeniu chce pokazać się z jak najlepszej strony - zakończył.