Tomasz Lorek: Komu chciałbyś powiedzieć "dziękuję", a kogo żałujesz, że nie obejrzy w sobotę dobrego żużla?

 

Maciej Polny: Chciałbym przede wszystkim przeprosić kibiców, ponieważ ta sytuacja nie jest do końca zawiniona ze strony klubu Polonia Piła, która była organizatorem, a my byliśmy współorganizatorem tej imprezy. Cenię, że działacze z Piły podjęli wyzwanie, żeby te zawody zorganizować. Staramy się organizować imprezy w mniejszych ośrodkach, które są pozbawione startów najlepszych zawodników. Tym bardziej jestem zaskoczony, bo tak naprawdę cała burza rozpętała się przez dwóch chłopaków. Częściowo ich rozumiem, bo trzeba dbać o swoje zdrowie, sezon się dopiero zaczął. Ta wada tego toru spowodowana krawężnikiem na prostej nie nadawała się do tego, żeby wszyscy chłopcy podpisali pismo, odmawiając startu. Jeżdżą na wiele gorszych torach w Niemczech, Czechach, czy w Skandynawii i nie było z tego powodu żadnego problemu. To kolejna skaza na polskim żużlu, która nie pomoże marketingowo. Liczę się z tym, że takie sytuacje mogą się zdarzać częściej. Dziwię się niektórym chłopakom, bo oni tutaj trenowali, jeździli. Tu już się odbyły trzy imprezy. Jeździli tu zawodnicy o gorszych umiejętnościach. Przy odrobinie dobrej woli można było te zawody odjechać, tym bardziej, że przynajmniej na początku ponad połowa zawodników była za tym, żeby jechać.

 

Ci dwaj chłopcy to...

 

To tak naprawdę nie ma znaczenia kto zaczął. Postawą jednego chłopaka jestem na pewno zdziwiony, bo uważam że powinien zachować trochę więcej obiektywizmu i nie być taki aktywny. To jest decyzja zawodników, trzeba to uszanować. Szkoda, bo to jest duża strata dla całej dyscypliny.

 

Mam autorski pomysł, aby za rok finał Złotego Kasku odbył się w Argentynie. Bahia Blanca, dziurawy tor, bandy stalowe, można się ścigać nawet w sześciu.

 

Ścigają się w takich warunkach. Plusem byłoby, że gdyby tam polecieli, to nie mogliby odmówić, więc prędzej czy później zawody odbyłyby się.

 

Twoim zdaniem bezpieczeństwo nie zagrażało nikomu, że ktoś pojedzie do szpitala po drugim biegu?

 

Sam wiesz, że są różne przypadki. Nawet w mało prawdopodobnych sytuacjach dochodzi do groźnych kontuzji. To jest szczęście, pech, wszystko trzeba brać pod uwagę. Uważam że tę imprezę można byłoby spokojnie odjechać i nic by się nie wydarzyło.

 

Gdybyś teraz był sternikiem klubu, to powiedziałbyś zawodnikom "na motocrossie możecie jeździć, bo to jest zdrowe". Każdy musi mieć odskocznie od żużla, jakieś hobby.

 

Miałbym pewnie wątpliwości, bo trzeba się liczyć ze zdaniem zawodników, ale jeżeli połowa zawodników na początku mówi, że da się w takich warunkach jeździć i nie narzeka, a potem pod wpływem opinii kolegów zmienia zdanie, to coś jest nie tak.