Pindera: Skończył ciosem poniżej pasa

Sporty walki
Pindera: Skończył ciosem poniżej pasa
fot. Polsat Sport

Terence Crawford wygrał z Amirem Khanem przez techniczny nokaut w szóstej rundzie, choć uderzył go poniżej pasa.

Gareth A Davis w korespondencji z Nowego Jorku dla The Telegraph nazwał to zakończenie groteskowym i myślę, że to właściwe określenie. Broniący mistrzowskiego pasa WBO w wadze półśredniej Crawford faktycznie w szóstej rundzie uderzył lewym hakiem poniżej pasa, ale nie było w tym złych intencji. Faul był przypadkowy. 
 
Sędzia ringowy David Fields gotów był dać Khanowi czas, by ten doszedł do siebie, ale Virgil Hunter, trener Anglika powiedział żeby przerwać walkę. Wcześniej miał ponoć zapytać Khana, czy ten może walczyć, a ten skinął głową, że nie.
 
I trener, i zawodnik wiedzieli, że sprawy idą w złym kierunku, i Crawford prawdopodobnie znokautuje byłego czempiona wagi superlekkiej. Tym bardziej, że Khan w jednej z poprzednich rund uszkodził sobie prawą rękę i chyba zrozumiał, że Amerykanin jest poza jego zasięgiem.
 
Przed walką wierzył, że wygrana z niepokonanym „Czarodziejem z Omaha” jest możliwa, ale mówił też, że jeśli popełni błąd, to będzie miał kłopoty, bo Crawford je skutecznie wykorzystuje.
 
I tak właśnie było w pierwszym starciu. Crawford skarcił Khana lewym sierpowym, ten padł na deski, i choć szybko wstał, to niewiele brakowało, by urzędujący czempion dokończył dzieła zanim walka na dobre się rozpoczęła.
 
Mistrz WBO był zdecydowanym faworytem pojedynku rozegranego w nowojorskiej Madison Square Garden. Bukmacherzy znają się na rzeczy i jeśli ich zdaniem Khan już przed pierwszym gongiem miał znikome szanse na zwycięstwo należało brać to pod uwagę. Srebrny medalista igrzysk olimpijskich w Atenach (2004) w wadze lekkiej robił co mógł, ale Crawford od początku był pięściarzem lepszym. Zaczął z normalnej pozycji, w trzecim starciu po raz pierwszy zmienił ją na odwrotną, co od dawna jest jego znakiem firmowym, i dominował nad wydawało się szybkim Khanem. 
 
Mogę powiedzieć, że go złamałem. To była kwestia czasu, nie śpieszyłem się – powie po walce 31-letni, niepokonany Crawford, nieco zawiedziony tym, że walka została przerwana w takich okolicznościach. Wzburzony był też 87-letni promotor Bob Arum.
 
Sam Khan tłumaczył, że coś dziwnego stało się z jego nogami. Ale przyznał, że Amerykanin jest znakomitym pięściarzem i rozumie dlaczego jest mistrzem.
 
Co ciekawe sędzia ringowy nawet nie ukarał Crawforda odebraniem punktu, uznał (i słusznie) że cios poniżej pasa był przypadkowy. 
 
Khan miał zagwarantowane 5 mln dolarów plus wpływy z pay per view , więc chyba nie będzie rozpaczał z powodu tej porażki. Ma 32 lata, lepszy już nie będzie, pora zastanowić się co dalej, może już czas na emeryturę.
 
A Crawford (zarobił jeszcze więcej od Anglika) chce Errola Spence’a Jr, mistrza IBF, uważanego za najlepszego w wadze półśredniej. Interesy Spence’a reprezentuje Al Haymon, więc Bob Arum jego też wezwał do organizacji takiego unifikacyjnego megahitu.
 
Jego zdaniem Haymon bojąc się porażki Spence’a nie pozwoli na taką walkę. Myślę że to tylko prowokacja, biznesowy chwyt legendarnego promotora, zawodowego prawnika. Arum wie co mówić, by słowa były skuteczne. A że Haymon też wie na czym polega ten biznes, to starcie Crawforda ze Spence’em wcześniej czy później  dojdzie do skutku. Trzeba tylko cierpliwie czekać, tak jak mistrz z Omaha czekał na błędy Khana w nowojorskiej Madison Square Garden.
Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze