Pindera: Który będzie mistrzem, Stevenson czy Lopez?

Sporty walki
Pindera: Który będzie mistrzem, Stevenson czy Lopez?
fot. Polsat Sport

Teofimo Lopez już teraz chce walki z Wasylem Łomaczenką, a Shakur Stevenson twierdzi, że jest w stanie wygrać z każdym w wadze piórkowej. Będą mistrzami?

Obaj mają po 21 lat, wielki talent i charyzmę. Urodzony w Nowym Jorku „El Brooklyn” nokautuje jednego rywala za drugim i krzyczy głośno: dajcie mi Wasyla Łomaczenkę, najlepszego dziś pięściarza bez podziału na kategorie, mistrza wagi lekkiej.

 

Lopez nie odniósł spektakularnych sukcesów na ringach amatorskich, bił się na igrzyskach w Rio de Janeiro w barwach Hondurasu i przegrał pierwszą walkę z Francuzem Stephanem Oumiha. Ale zachwyty pod jego adresem nie są przesadzone. Lopez z ojcem w narożniku jest już gotów na wielkie rzeczy w zawodowym gronie. Z Łomaczenką jeszcze nie wygra, ale mistrzem świata wkrótce zostanie. Tacy jak ostatni rywal, Edis Tatli, były mistrz Europy, są już dla niego za słabi. W nowojorskiej Madison Square Garden znokautował urodzonego w Kosowie obywatela Finlandii prawym na korpus. On już potrzebuje lepszych rywali, ale w limicie wagi lekkiej nie ma ich wielu. Inna sprawa, że Lopez ma problemy z wagą, i to może być naprawdę groźny przeciwnik.


Jego rówieśnik, Shakur Stevenson, pochodzi z miasta po drugiej stronie rzeki Hudson, z Newark w stanie New Jersey. I bez wątpienia jest to bokserski diament, urodzony, by wygrywać. Był najlepszy na świecie jako junior, wygrał II Młodzieżowe Igrzyska Olimpijskie w Nankinie pięć lat temu, zdobył srebro w Rio de Janeiro (2016) przegrywając w olimpijskim finale wagi koguciej stosunkiem głosów 1:2 ze znakomitym Kubańczykiem Robeisy Ramirezem. Gdyby wtedy jego ogłoszono zwycięzcą, nikt nie mówiłby o skandalu.


Teraz ma na koncie 11 zwycięstw i jest już o krok od walk o mistrzowskie pasy. Ze swoim dziadkiem, Wali Mosesem w narożniku, wcześniej czy później po nie sięgnie. Mańkuta z tak chłodną głową, tak precyzyjnie trafiającego swych rywali, i mającego przy tym zaledwie 21 lat, ze świecą szukać. Cała jego ofensywna siła rażenia oparta jest na znakomitej obronie wspartej perfekcyjną pracą nóg i prawym prostym, którym trzyma na dystans tych, których później nokautuje. Nie szuka takiego rozstrzygnięcia na siłę świadom tego, że nokaut przychodzi sam.


O Stevensonie w samym superlatywach wypowiadają się wielcy mistrzowie z którymi sparował, Łomaczenko i Terence Crawford, chwali go jeden z trzech jego menedżerów, Andre Ward, który jak mało kto wie, co mówi, a teraz z pewnością nie będzie mu szczędził komplementów pokonany w Nowym Jorku Christopher „Pitufo” Diaz. Stevenson robił z nim co chciał. I myślę, że podobnie potraktuje większość pięściarzy boksujących w limicie kategorii piórkowej.


Jest tylko jeden problem, skłonność do bójek poza ringiem. Wróciła sprawa awantury na parkingu w Miami, latem zeszłego roku. Film z tego zajścia nie pozostawia wątpliwości co do winy Stevensona. W czerwcu czeka go przesłuchanie, zobaczymy jak to się skończy.


Jeszcze kilka lat temu pytany o przyszłych mistrzów wymieniłbym Portorykańczyka Felixa Verdejo, który na igrzyskach w Londynie (2012) stoczył kapitalny, wyrównany, ćwierćfinałowy pojedynek z późniejszym złotym medalistą kategorii lekkiej, Wasylem Łomaczenką. Verdejo, który w maju skończy 26 lat, właśnie wygrał kolejny pojedynek w niezłym stylu, choć mnie nie zachwycił. Jeszcze go nie skreślam, ale nie wiążę już z nim takich nadziei, jak kiedyś.


I na koniec kilka słów o Joshu Kellym, kreowanym na gwiazdę brytyjskiego boksu. 25-letni olimpijczyk z Rio de Janeiro w minioną sobotę wygrał w Londynie bardzo wyraźnie z Przemysławem Runowskim mając go trzy razy na deskach. Po Runowskim nic wielkiego nie oczekiwałem, choć przystępował do tej konfrontacji niepokonany, a Kelly jedynie potwierdził że ma wielki talent i głowę, która niekoniecznie pomoże sięgać mu po mistrzowskie pasy. Jego trener Adam Booth wspomniał coś o zbytnim samozadowoleniu Anglika, ja powiem więcej: Kelly to narcyz i wcześniej czy później za to zapłaci. Boks uczy pokory takich jak on. Ale znając siłę angielskich promotorów, w tym przypadku Eddiego Hearna, może zajść wysoko. Dostanie szansę jakiej nikt inny, by nie dostał.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze