Rosjanin jest jedną z ciekawszych postaci tej kategorii, jedynym dziś mistrzem świata zawodowego boksu, który ma na swoim koncie sto procent nokautów. Niepokonany, 34 letni Beterbijew (13-0, 13 KO) nokautuje jednego rywala za drugim. Ostatnim, który ugiął się pod siłą jego pięści był Callum Johnson. Inna sprawa, że Anglik bił się dzielnie, miał Rosjanina na deskach i w pewnym momencie zwycięstwo mistrza IBF wcale nie było takie pewne. Ale to był tylko moment. 

 

Teraz czas na kolejną ofiarę olimpijczyka z Londynu, dwukrotnego mistrza Europy, mistrza i wicemistrza świata amatorów. Czy będzie nią Radivoje „Hot Rod” Kalajdzić (24-1, 17 KO)? Pochodzący z Bośni i Hercegowiny, siedem lat młodszy Kalajdzić mieszka teraz na Florydzie, w miejscowości Saint Petersburg. Ostatni pojedynek z Alexem Theranem wygrał błyskawicznie, ale wciąż nie może zapomnieć o kontrowersyjnej porażce z Marcusem Brownem w kwietniu 2016 roku. Sędziowie punktowali wtedy 2:1 dla Amerykanina, lecz wielu obserwatorów tego pojedynku twierdzi, że lepszym pięściarzem był mierzący 188 cm Bośniak.


- Tym bardziej niecierpliwie czekam na starcie z Beterbijewem, dla mnie najlepszym z mistrzów w wadze półciężkiej. Obaj bijemy mocno, potrafimy też przyjąć potężne uderzenie. Będę zmotywowany jak nigdy, bo wygrana otworzy mi wiele nowych drzwi w tym biznesie. Jednego możecie być pewni, 4 maja w Stockton fajerwerki macie zapewnione. I nowego mistrza IBF też - mówi dziennikarzom pewny siebie Kalajdzić.


Ale faworytem i to zdecydowanym jest Beterbijew. Nie wiem, czy jest najlepszym z mistrzów wagi półciężkiej, bo takiego mógłby wyłonić tylko turniej WBSS (World Boxing Super Series), ale niewątpliwie bokserem jest znakomitym.


Coś może o tym powiedzieć chociażby Siergiej Kowaliow, mistrz WBO, który przegrywał z nim jeszcze na amatorskich ringach i teraz marzy o rewanżu.


Cała czwórka mistrzów wagi półciężkiej (Beterbijew - IBF, Kowaliow- WBO, Ołeksandr Gwozdyk - WBC i Dmitrij Biwoł - WBA) mówi po rosyjsku. To pierwszy taki przypadek w historii tej dyscypliny. Trzech z nich to Rosjanie, jedynie Gwozdyk jest Ukraińcem, ale z tej rosyjskojęzycznej części Ukrainy i sam przyznaje, że w jego kalifornijskim domu mówi się po rosyjsku.


Ale wróćmy do Beterbijewa, który od lat mieszka w Montrealu i ma już kanadyjski paszport. Nie wszyscy zapewne pamiętają, że na igrzyskach w Londynie (2012) reprezentował Rosję w wadze junior ciężkiej (91 kg). W pierwszej rundzie, przy remisie, małymi punktami wyeliminował Amerykanina Michaela Huntera, który być może 1 czerwca zmierzy się w Nowym Jorku z Anthonym Joshuą, a w ćwierćfinale przegrał z Usykiem, który też przeniósł się już do królewskiej kategorii.


Z Usykiem walczył kilka razy, z różnym powodzeniem, tocząc jednak za każdym razem wyrównane pojedynku. Jak na kategorię półciężką jest pięściarzem bardzo silnym, świetnie wyszkolonym, z dobrą defensywą i miażdżącym atakiem.


Z Kalajdzicem prawdopodobnie wygra przed czasem, ale wojna może być interesująca.


Ciekawie zapowiada jest też inny mistrzowski pojedynek w Stockton, pomiędzy leworęcznym, 27 letnim Jerwinem Ancajasem (30-1-2, 20 KO) i sześć lat starszym Japończykiem Ruichim Funai (31-7, 22 KO).


Filipińczyk broni tytułu IBF w wadze junior koguciej po raz szósty. Funai, który stoczy swoją pierwszą walkę poza Japonią ma na koncie 7 zwycięstw z rzędu. I wielki apetyt na mistrzowski pas, ale chyba będzie musiał obejść się smakiem.


Najbardziej zadowoleni, bez względu na wyniki, będą jednak wszyscy ci, którzy kochają boks. Dwie takie gale, jak ta w Las Vegas i Stockton, tej samej nocy, to prawdziwy kolorowy zawrót głowy.

 

Transmisja gali Beterbiev - Kalajdzic w nocy z 4 na 5 maja od 4.00 w Polsacie Sport News.