Marta Ćwiertniewicz: Kto jest największym zaskoczeniem w kadrze Heynena?

 

Jerzy Mielewski: Jest kilka nowych nazwisk. To siatkarze, którzy mają szansę na debiut. To Jan Firlej, Michał Szalacha, Paweł Halaba. Nazwiska te są nieznane kibicom, którzy śledzą tylko reprezentacyjne rozgrywki. Nie ma wielkiego zaskoczenia. Mamy czternastu mistrzów świata, bo oni muszą być. Pamiętajmy, że obowiązują limity światowej federacji. W każdym turnieju Ligi Narodów musi zagrać sześciu zawodników z mistrzostw świata. Przez to trener Heynen będzie musiał wszystko precyzyjnie ustawić, by zawsze sześciu mistrzów było w kadrze.

 

Których zawodników nie spodziewałbyś się wśród powołanych?

 

Jeśli dane nazwisko znalazło się na liście, to na pewno na to zasługuje. Na pewno niespodzianką jest atakujący z Bydgoszczy Bartosz Filipiak i wspomniani wcześniej Halaba i Firlej. Ten drugi jako rozgrywający ONICO Warszawa wyjechał do Belgii. Fajnie, że zawodnicy opuszczają strefę komfortu i wyjeżdżają do słabszych lig, a potem przebijają się do reprezentacji. To nowy trend. Firlej wraca do Polski na pierwszego rozgrywającego. Świetnie, że nie zdecydował się na bycie drugim rozgrywającym w polskim klubie, tylko poszukał gry.

 

Kogo najbardziej brakuje w kadrze Heynena?

 

Brakuje Mateusza Malinowskiego, który ma znakomitą końcówkę sezonu. Nie ma też Rafała Szymury z ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, który pod nieobecność Sama Deroo był najlepszym siatkarzem zespołu. Pojawia się też nazwisko Michała Kędzierskiego, który na co dzień gra we Włoszech. Sporo zmieniło się na pozycji libero. Oprócz Pawła Zatorskiego i Damiana Wojtaszka, czyli naszych mistrzów świata, nie ma Kacpra Piechockiego i Michała Żurka. W to miejsce jest wreszcie Jakub Popiwczak. Bardzo się cieszę, bo to wielki talent, który nie miał jeszcze okazji, by zagrać w kadrze. Dla wielu dużą niespodzianką może być obecność w kadrze Jędrzeja Gruszczyńskiego.

 

Cała rozmowa z Jerzym Mielewskim w załączonym materiale wideo.