Finałowe spotkanie Pucharu Polski nie przynosiło rozstrzygnięcia przez długie minuty, a na boisku brakowało stuprocentowych sytuacji. Wszystko zmierzało ku dogrywce, jednak w 85. minucie "swoje" zrobił Paixao.
 
Jeden z najlepszych strzelców Lechii znalazł się we właściwym miejscu o odpowiedniej porze i "zebrał" piłkę po niepewnej interwencji Kelemena. Mocnym strzałem lewą nogą umieścił piłkę w siatce i wydawało się, że trofeum pojedzie do Gdańska.
 
Na murawie rozpętało się jednak zamieszanie, bowiem sędziowie czekali na werdykt ze strony systemu VAR. Na słuchawce otrzymali informację, że Paixao był na minimalnym spalonym. Powtórki pokazały, że ludzkie oko nie byłoby w stanie go wyłapać...
 
Lechia Gdańsk ostatecznie wygrała po golu Artura Sobiecha z szóstej minuty doliczonego czasu gry.