Ciekawa jest historia samych pasów, o które walczyć będą obaj pięściarze. Wcześniej należały one bowiem do Giennadija Gołowkina. Dwa zgarnął Canelo, który dwukrotnie mierzył się z Kazachem. Ich pierwsza walka we wrześniu 2017 roku nie została rozstrzygnięta, a w rewanżu lepszy okazał się Meksykanin, dzięki czemu sięgnął po tytuły organizacji IBO, WBA i WBC.

 

Pas IBF padł z kolei łupem Jacobsa po trudnym boju na dystansie dwunastu rund z Serhijem Derewianczenką. Ostatni, czwarty pas (WBO) znajduje się obecnie "na półce" Demetriusa Andrade.


Wiadomo, że celem Canelo jest zunifikowanie wszystkich czterech tytułów, jednak by tego dokonać, musi on pokonać najpierw Jacobsa. Zadanie będzie tym trudniejsze, że Amerykanin dysponuje lepszymi od Meksykanina warunkami fizycznymi i w dniu walki będzie raczej w limicie wagi półciężkiej, a nie średniej. Po stronie Alvareza będzie z kolei przewaga "własnego terenu" - to on jest bowiem zawodnikiem napędzającym Golden Boy Promotions i to dla niego kibice kupują pay per view, więc można się spodziewać, że sędziowie mogą nieco go chronić.

 

Jeżeli Jacobs myśli o zwycięstwie, to będzie musiał odnieść je w sposób pewny, bez zdawania się na oscylującą na granicy punktację. Nie będzie to jednak łatwe, gdyż Canelo dysponuje mocnym uderzeniem, nie popełnia wielu błędów w obronie, jest szybki i do tego bardzo inteligentny, jeśli chodzi o przewidywanie wydarzeń w ringu. Jacobs dysponuje z kolei lepszą pracą nóg, ale nie jest tak doświadczony, jak Meksykanin.

 

Kto wyjdzie obronną ręką z tej konfrontacji? Przekonamy się już wieczorem!

 

Transmisja z gali Saul "Canelo" Alvarez - Daniel Jacobs w nocy z soboty na niedzielę w Polsacie Sport od godz. 3.00