Zespół z Zawiercia to rewelacja kończącego się sezonu PlusLigi. Przebojem wdarł się do czołówki, zajmując po sezonie zasadniczym czwarte miejsce, a w pierwszej fazie play-off poradził sobie z Cerradem Czarnymi Radom. W rywalizacji o finał ZAKSA Kedzierzyn-Koźle musiał zagrać na najwyższym poziomie, by pokonać graczy trenera Marka Lebedewa.

 

- Jestem dumny ze swojej drużyny, z tego jak walczyliśmy o każdy punkt. Trzy mecze z ZAKSĄ to dla nas świetne przygotowanie do walki o brązowy medal - mówi szkoleniowiec Aluronu Virtu.

 

Na razie ta walka nie idzie jednak po myśli "Jurajskich Rycerzy", choć Jastrzębskiemu Węglowi stawiają bardzo trudne warunki. Wyjazdowy mecz zawiercianie przegrali 2:3, co już zwiastowało zacięte starcie numer dwa. Gra często toczyła się pod dyktando gości, którzy nie potrafili jednak przechylić szali zwycięstwa w końcówkach przegranych setów.  

 

zawierciańskiej hali przy ul. Blanowskiej poprzeczka miała zostać zawieszona jeszcze wyżej.  

– Wiemy, że to może być walka na noże, na pewno nie będzie to łatwe spotkanie. Zawiercie u siebie jest bardzo groźne, ich hala to taki specyficzny „kociołek”. Emocje pewnie sięgną zenitu, ale jesteśmy dobrej myśli. Na pewno będą nas bombardować, w każdym meczu u siebie doskonale zagrywają. Priorytetem jest więc dobre przyjęcie, jeżeli w tym elemencie będziemy skuteczni, to powinno być dobrze – mówił przed drugim meczem libero Jastrzębskiego Węgla Paweł Rusek.

Halę Aluronu nazywa się "twierdzą Jurajskich Rycerzy”. Do drugiego starcia o brązowy medal gospodarze przegrali tam zaledwie cztery mecze kończącego się sezonu. Jeden z Jastrzębskim Węglem, który zamierzał powtórzyć ten wyczyn w środę 1 maja.

 

- W pierwszym meczu przyjęcie rywali było na bardzo wysokim poziomie, nie mogliśmy ich naruszyć zagrywką. Wierzę, że w naszej hali serwisy sprawią im więcej kłopotów, dzięki temu nam będzie się grało łatwiej i wygramy to spotkanie - zapewniał przed spotkaniem atakujący Aluronu Virtu Mateusz Malinowski.

 

Gospodarze lepiej zaczęli mecz numer 2, ale wypracowaną przez nich przewagę jastrzębianie zdołali szybko odrobić. Duża w tym zasługa doskonale serwującego Juliena Lyneela. Pierwszy set padł łupem gości. Zawiercianie szybko się otrząsnęli, świetnie zagrywali, przyjmowali, byli skuteczni w ataku i doprowadzili do remisu. Ten utrzymał się po dwóch kolejnych setach, co oznaczało, że kibice znów obejrzeli tie-break. Decydująca partia była niezwykle wyrównana, zacięta i długa. Aluron miał cztery piłki meczowe, ale po rywalizacji na przewagi uległ 21:23.

 

- Możemy powiedzieć, że praca na treningach opłaciła się, ale... co z tego? - pytał rozgoryczony Krzysztof Rejno w pomeczowej rozmowie z oficjalnym portalem klubu. Środkowemu bloku wtórował przyjmujący Marcin Waliński.

 

- Zwyczajnie szkoda tego meczu, bo mieliśmy wszystko w swoich rękach, a to wypuściliśmy - mówił siatkarz z Zawiercia.

 

W rywalizacji do trzech zwycięstw Jastrzębski Węgiel prowadzi więc z Aluronem Virtu Wartą Zawiercie 2:0. Przed sobotnim meczem wyjątkowo ważna zdaje się psychika, z jednej strony zawodników, którzy mają "nóż na gardle", z drugiej tych, którzy sukces mają na wyciągnięcie ręki. I są faworytami spotkania, bo od dnia awansu Aluronu do PlusLigi, Jastrzębski Węgiel za każdym razem zwyciężał tę ekipę. A w ciągu dwóch sezonów takich spotkań było już sześć.

 

– Jesteśmy blisko, bardzo blisko. Zawiercie to jednak super drużyna, która nigdy się nie poddaje. Grają wyśmienicie, walczy się z nimi strasznie ciężko, a najlepiej świadczy o tym środowa trzygodzinna batalia. W sobotę musimy szykować się na kolejną długą bitwę – mówił po środowym meczu trener jastrzębian Roberto Santilli. 

 

WYNIKI I TERMINARZ PLUSLIGI

 

Relacja i wynik na żywo Jastrzębski Węgiel - Aluron Virtu Warta Zawiercie od godz. 14:45 na Polsatsport.pl.