Jacek Winnicki zwany jest w środowisku koszykarskim Ślimakiem i choć w ostatnich latach po raz pierwszy w pięknej karierze trenerskiej zdarzyło mu się kończyć sezony bez medali, to znów pokazuje rogi. Od początku sezonu MKS Dąbrowa Górnicza walczy raczej o przetrwanie kryzysu, nazwijmy to budżetowego, niż o jak najlepszy wynik sportowy. Odeszli trzej podstawowi zawodnicy, za nich przyszło dwóch, z czego jeden podobno gra za zwrot kosztów podróży i utrzymanie w Polsce. Mimo to MKS w każdym meczu chce wygrywać, gra efektownie i ograło wszystkie pięć zespołów wyżej notowane w tabeli Energa Basket Ligi po sezonie zasadniczym. Tę „koronę EBL” zdobył właśnie w niedzielę, pokonując Stelmet w Zielonej Górze 97:89 i wyrównując stan rywalizacji na 1:1.
 
W czym tkwi jeden z sekretów długobrodego, najstarszego w lidze, choć tylko 53-letniego, trenera? Po meczu pod szatnią MKS spotkałem zadowolonego, ale także stonowanego Michała Gabińskiego, środkowego zespołu z Dąbrowy. - To nie pierwszy mój play-off z trenerem Ślimakiem i muszę podkreślić, że on jest świetny w play-off zwłaszcza w tych „adjustments” - podkreślił Gabiński, używając angielskiego terminu, którego do końca nie da się chyba idealnie przetłumaczyć, choć słowniki podpowiadają „korekta”.
 
Ale może lepiej powiedzieć - „podrasowanie”. Winnicki w meczu 2 zmienił sposób bronienia przeciwko grze pod kosz Stelmetu i dwaj znakomici środkowi zielonogórzan Darko Planinić (reprezentant Chorwacji) i Adam Hrycaniuk (za chwilę jedzie na mistrzostwa świata z reprezentacją Polski) zdobyli w sumie cztery punkty i zdołali oddać w całym meczu dwa rzuty z gry. Dwa dni wcześniej Planinić miał 11 rzutów i 21 punktów, ale szybkie podwojenia spowodowały, że on, ale i cały zespół z Zielonej Góry, nie wiedzieli jak grać. Z drugiej strony boiska ci ciężcy środkowi musieli próbować bronić na obwodzie hasających jak sarenki skrzydłowych MKS, co też przyniosło Ludziom Ślimaka wiele punktów. Reakcji faworyta nie było.
 
Dzisiaj w telefonach, tabletach, komputerach właśnie każdy obrazek można podrasować. Teraz palcem po suwakach musi pojeździć trochę trener Stelmetu Enei BC Zielona Góra Igor Jovović. Mówił o tym po meczu w wywiadzie Tomka Jankowskiego skrzydłowy zielonogórzan Quinton Hosley. Podkreślał, że on nie powie, co trzeba zmienić. Czeka na to, co zaproponuje trener.
 
No to i my poczekamy. Co wypracuje Igor Jovović ze swoimi trzema asystentami zobaczymy już w środę w Dąbrowie.
 
Obrazek dnia: Deng Deng Deng
 
Świetnych akcji kończonych efektownie przez MKS Dąbrowa Górnicza w niedzielnym meczu nie brakowało. Wynik był już przesądzony na dwie minuty przed końcem czwartej kwarty, kiedy długą akcję MKS zakończył rzutem za trzy punkty z okolic ławki rezerwowych Stelmetu Australijczyk Deng Deng. Było w tym momencie 86:72 dla gości, a Deng, który po każdej udanej akcji próbował zaimprowizować jakąś cieszynkę (wcześniej m.in. pokazywał wszystkim dookoła język), tym razem robiąc jakieś obroty wokół własnej osi znalazł się pierś w pierś z trenerem Igorem Jovoviciem. W krępującej sytuacji skończyło się tylko na dyskretnym uśmiechu.
 
Pochodzący z Sudanu zawodnik z unikalnym imieniem i nazwiskiem zagrał w tym meczu świetnie, a po tej trójce ekspert Polsatu Sport Tomasz Jankowski słusznie zauważył, że powinien się chyba nazywać Deng Deng Deng.
 
Niedziela w ćwierćfinale play-off Energa Basket Ligi:
 
Stelmet Enea BC Zielona Góra - MKS Dąbrowa Górnicza 89:97, stan rywalizacji 1:1, kolejny mecz w środę w Dąbrowie Górniczej
 
Polski Cukier Toruń - King Szczecin 91:85, stan rywalizacji 2:0, trzeci mecz w środę w Szczecinie
 
W poniedziałek dzień przerwy
 
We wtorek 7 maja grają:
 
Arged BMSlam Stal Ostrów Wlkp. - Anwil Włocławek, stan rywalizacji 0:2, transmisja w Polsacie Sport o godz. 17.30
 
Legia Warszawa - Arka Gdynia, stan rywalizacji 0:2.