27-letni napastnik do Trzyńca trafił w 2014 roku, po udanych sezonach w barwach Comarch Cracovii, ale dopiero w minionych rozgrywkach stał się naprawdę ważną postacią w zespole i był ustawiany w pierwszym ataku.

 

- Po raz pierwszy od kiedy tu jestem zagrałem we wszystkich meczach, nie opuściłem żadnego. Czeska liga jest bardzo wymagająca, stoi na wysokim poziomie, więc mistrzostwo bardzo cieszy. Ten tytuł to moje największe osiągnięcie w karierze hokejowej – ocenił Chmielewski.

 

W finałowej rywalizacji drużyna z Trzyńca wygrała serię 4-2 z Białymi Tygrysami z Liberca.

 

- Nie byliśmy faworytami i to może nam pomogło, bo graliśmy z większą swobodą. Przegraliśmy jeden mecz we własnej hali, to nam trochę podcięło skrzydła, ale pojechaliśmy do Liberca i udało nam się tam wygrać, a potem było już decydujące zwycięstwo na naszym lodowisku. Radość była ogromna, a ja świętowałem podwójnie, bo tego samego dnia urodził mi się syn – powiedział.

 

Chmielewski w Czechach gra już pięć lat, ale dopiero teraz wywalczył mocną pozycję w zespole, a jego postawa została też doceniona w tamtejszych mediach.

 

- Trafiłem z Cracovii do klubu, gdzie zawsze gra się o najwyższe cele, w naszym zespole w każdym sezonie był mocny skład i wielu bardzo dobrych hokeistów. Ciężko się było przebić nawet do czwartej piątki. Konkurencja jest ogromna, wystarczą dwa, trzy słabsze występy i można wypaść z rotacji. W tym sezonie rzeczywiście było o mnie głośniej w czeskich mediach. Udało mi się ciężką pracą przebić i pokazać, że mogę grać z najlepszymi jak równy z równym. Mam nadzieje, że dalej będzie mi to dane – powiedział Chmielewski, który z klubem z Trzyńca ma kontrakt ważny na kolejny sezon.

 

Walka o mistrzostwo Czech w części pokrywała się ze startem reprezentacji na mistrzostwach świata Dywizji 1B w Tallinnie, gdzie biało-czerwonym nie udało się wywalczyć awansu. Chmielewski mógł przyjechać do stolicy Estonii na trzy ostatnie mecze, ale po rozmowie z trenerem Tomaszem Valtonenem ustalono, że na tych mistrzostwach nie wspomoże reprezentacji.

 

- Oglądałem wszystkie mecze kadry. Ta porażka z Rumunią bardzo zabolała. Mogłem przyjechać na te trzy spotkania, ale po rozmowie z trenerem uznaliśmy, że ze względu na narodziny syna nie mógłbym na sto procent skupić się na grze. Bardzo żałuję, że nie udało się wywalczyć awansu, bo znowu mamy "rok w plecy". Szkoda, że IIHF nie potrafi ustalić terminów mistrzostw świta, żeby nie pokrywały się z finałami play off w wielu ligach europejskich, gdyby odbywała się choćby kilka dni później, to nie byłoby problemu z przyjazdem wielu hokeistów – zauważył.

 

Chmielewski odpoczywa po sezonie w swoim domu w Trzyńcu.

 

- Z niemowlakiem trudno przecież gdzieś podróżować. 3 czerwca zaczynamy treningi, ale potem lipcu będzie kolejny urlop, więc mały będzie miał prawie trzy miesiące i będzie można gdzieś polecieć na wakacje. A potem już przygotowania do kolejnego sezonu, który zapowiada się intensywnie. Będziemy bronić tytułu, poza tym mecze w Pucharze Spenglera i mam nadzieję, że zagram też na przyszłorocznych mistrzostwach świata. To są cztery cele na nowy sezon – zadeklarował Chmielewski.