Pewność siebie w polskim języku brzmi trochę negatywnie, ociera się o arogancję, a tej nikt przecież nie lubi. Kiedy mówimy w transmisjach z Tomkiem Jankowskim o zawodnikach, którzy idą po swoje, o ich bezczelności, musimy zawsze dodać „koszykarską” i „pozytywna. W koszykarskim języku operacyjnym, czyli po angielsku, termin „confidence” brzmi moim zdaniem nieco bardziej pozytywnie. I dobrze, bo to kluczowa cecha wielkich zespołów.
 
Gdzie byliby Golden State Warriors, gdyby nie pewność Stephena Currego czy Klaya Thompsona, że ich wariackie rzuty będą wpadały do kosza. Czy drużyny trenera Żeljko Obradovicia wygrywałyby Euroligę dziewięć razy, gdyby nie pewność koszykarzy, że za wrzeszczącym opętańczo szkoleniowcem z Serbii stoi wielka wiedza i warto się podporządkować. 
 
We wtorek tego rodzaju pewność widziałem w drugiej połowie meczu 3 ćwierćfinału play-off Energa Basket Ligi w oczach koszykarzy Anwilu Włocławek. Drużyna Igora Milicicia wyglądała na przygotowaną, pewną swego i wiedzącą co chce zrobić. Wobec stylu obrony Stali przy akcjach dwójkowych z zasłoną, wobec tego jakich zawodników mają w składzie, wiedzieli, że będą pozycje do rzutu, że można ładnie poukładać akcje dla wolnych kolegów na obwodzie. I rzucać, rzucać, rzucać. I trafiać, trafiać, trafiać.
 
W całym meczu Anwil trafił 19 razy za trzy punkty, oddając 37 rzutów. Wydaje mi się, że żaden z nich nie był nerwowy, nie był nieprzygotowany. Te trójki wynikały z pewności, ze stylu, a nie z tego co chciał dać rywal. Świetnie dyrygował atakiem rozgrywający Kamil Łączyński, a za trzy trafiło aż ośmiu z 10 grających tego dnia zawodników mistrzów Polski.
 
Po kontuzji swojego najlepszego (i jedynego w zasadzie) środkowego Josipa Sobina Anwil pozornie wyglądał na bezzębny, skazany na niepowodzenie pod koszami. Trener Milicić i jego zawodnicy przekuli to na atut. Dlatego w półfinale, gdzie trafią na najlepszy zespół rundy zasadniczej Arkę Gdynia, nie będą bez szans.
 
Obrazek dnia: Michalak zamyka trójką
 
Kiedy w trzeciej kwarcie cztery faule na koncie miał lider Anwilu Ivan Almeida, można było się zastanawiać, czy mistrzowie Polski będą mieli na kogo grać. Mieli. Serię dobrych meczów w czwartej części gry zaliczył niespodziewany bohater Michał Michalak. Zawodnik, który dwa miesiące pauzował z powodu urazu kości piszczelowej i nie było wiadomo, czy w ogóle wróci w tym sezonie do gry. Wrócił w wielkim stylu właśnie we wtorek. Ostatnie ze swoich 15 punktów zdobył w 36. minucie meczu trójką sprzed nosa jednego z najlepszych obrońców Energa Basket Ligi Shawna Kinga, wykonując po tym gest radości. Piłka precyzyjnie wpadła w obręcz. Było 94:82 dla Anwilu i Stal już nie miała szans.
 
Wtorek w ćwierćfinale play-off Energa Basket Ligi:
 
Arged BMSlam Stal Ostrów Wlkp. - Anwil Włocławek 98:105, stan rywalizacji 0:3, awans Anwilu
 
Legia Warszawa - Arka Gdynia, 97:91, stan rywalizacji 1:2
 
W środę 8 maja grają:
 
MKS Dąbrowa Górnicza - Stelmet Enea BC Zielona Góra, stan rywalizacji 1:1, transmisja w Polsacie Sport o godz. 17.30
 
King Szczecin - Polski Cukier Toruń, stan rywalizacji 0:2.