Najpiękniejszy mecz w historii Ligi Mistrzów. Ligi Mistrzów, jakiej jeszcze nie było

Piłka nożna

Gdyby za europejskie puchary przyznawali Oscary, Liverpool po raz kolejny zgarnąłby większość statuetek w rozmaitych kategoriach: najlepsze widowisko, najlepszy trener, najlepsza postać pierwszo- i drugoplanowa, etc. Nie ma jednak w świecie filmu scenarzysty, który wymyśliłby opowieść godną meczów The Reds. Nie ma też reżysera, który zdołałby to dzieło zrealizować.

W chwilach uniesienia łatwo o pretensjonalność. Gdybyśmy wysnuli prognozę dwumeczu Barcelona – Liverpool, według której ci pierwsi wygrywają wysoko pierwsze spotkanie, a tym drugim wypada przed rewanżem dwóch fundamentalnych piłkarzy, a mimo to wygrywają, uznaliby nas za niespełna rozumu, bądź należytej wyobraźni. Ale było w tym wszystkim - musicie przyznać - coś nadzwyczajnego, ocierającego się o metafizykę. Że wspomnę tylko minuty, w których gole strzelał Georginio Wijnaldum. Tak, dokładnie te same (54 i 56), w których 14 lat temu inni The Reds (Steven Gerard i Vladimir Smicer) odwracali bieg historii w finale z Milanem w Stambule. Tam było od 0:3 po 45 minutach do 3:3 i udanego konkursu rzutów karnych, tutaj z 0:3 po pierwszym spotkaniu zrobiło się 4:3 w dwumeczu.
 
Nie da się porównać obu tych wydarzeń, oba były wyjątkowe, tak jak wyjątkowym jest, że zawsze dotyczą one tego samego klubu – Liverpoolu. Nie da się też wyróżnić, które z nich przyniosło więcej emocji. Jeśli ktoś ma wątpliwości, które spotkanie zasłużyło na miano wydarzenia wszech czasów w Lidze Mistrzów, niech uzna wczorajszy bój za najpiękniejsze spotkanie w historii tych rozgrywek.
 
Żeby zrozumieć, co wydarzyło się we wtorek na Anfield, trzeba to jeszcze raz zobaczyć, a najlepiej cofnąć się do dni poprzedzających rewanżowy bój. Liverpool właściwie pogodził się z tym, że tytuł w Premier League przechodzi mu koło nosa, więc tym bardziej przed rewanżem z Barceloną nie dawano mu żadnych szans. Wielu kibiców zdążyło już ukuć teorię, że pod Jurgena Kloppa wodzą mamy do czynienia z najpiękniej grającym Liverpoolem w historii, który nie sięgnął po żaden tytuł. W nagłówkach internetowych serwisów uskuteczniano wyliczankę: od 1990 r. bez mistrzostwa Anglii, od 2005 r. bez Ligi Mistrzów, od 2012 r. bez żadnego, choćby najmniejszego trofeum.
 
Zdarzyło się to, co nie miało i nie powinno się zdarzyć. Zdeterminowani The Reds pozbawili Leo Messiego wszystkich atutów. Znienawidzonego na Anfield Liusa Suareza prowokowali i meldowali mu się ostro przy każdej możliwej okazji. I można tak wymienić każdego z graczy Barcelony, którzy po raz kolejny w Lidze Mistrzów okazali się bezradni wobec wywalczone j przez siebie przewagi z pierwszego spotkania. Zupełnie jak przed rokiem z Romą (od 4:1 do 0:3)…
 
Wtorkowy cud na Anfield dowiódł, że Liga Mistrzów jeszcze nie umarła. Wydawało się, że z tej drogi nie ma już odwrotu, że po tytuły będą sięgać ci, u których forsa wylewa się oknami, że najpoważniejsze klubowe rozgrywki świata staną się zabawką w rękach rozkapryszonych krezusów do zaspokajania ambicji. Tymczasem jesteśmy świadkami przełomowego sezonu w Lidze Mistrzów. Rozgrywki te są powrotem do romantycznych czasów w futbolu, kiedy jeszcze kasa nie rządziła piłkarskim światem w takim stopniu.
 
Mamy historię, której nie wymyśliłby nawet największy piłkarski ekscentryk. Liverpool wyrzuca pewną swego Barcelonę, Tottenham, choć biedniejszy i zdecydowanie w cieniu, eliminuje w ćwierćfinale finansowego hegemona z niebieskiej części Manchesteru. Jeszcze wcześniej bliskowschodnia fortuna PSG nie załatwiła sprawy z Manchesterem United. A w tym wszystkim mamy młodziaków z Amsterdamu, którzy wyglądają jakby grali w piłkę, bo to lubią, a nie im za to płacą.
 
Jest jeszcze jedna sprawa, na którą warto zwrócić uwagę. Po raz pierwszy od 2013 r. nie wystąpi w finale żaden z futbolowych imperatorów naszych czasów – ani Leo Messi, ani Cristiano Ronaldo. Są tacy, którzy żałują, są tacy, którzy wieszczą z ulgą, że historia rodzi się na naszych oczach.

 

WYNIKI I TERMINARZ LIGI MISTRZÓW

 

Oglądaj na żywo największe europejskie gwiazdy piłki nożnej i ekscytujące zmagania najlepszych europejskich drużyn – fazy pucharowe Ligi Mistrzów UEFA i Ligi Europy UEFA 2018/2019 na kanałach Polsat Sport Premium 1 i Polsat Sport Premium 2, w Cyfrowym Polsacie, Plusie i IPLI. Prestiżowe rozgrywki dostępne są w telewizji, na komputerach, smartfonach i tabletach.

Przemysław Iwańczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze