Po meczu zawodnicy Legii, niejako oszołomieni sukcesem, wygraną, szansą na półfinał, długo krążyli po boisku, nagabywani przez szczęśliwych fanów z Warszawy. Filip Matczak chyba sam nie wiedział, czy jest bardziej szczęśliwy, czy zmęczony. - Odcięło mi prąd gdzieś w trzeciej kwarcie, nie miałem siły biegać. Ale jakoś się udało. Oni tu jednak niesamowicie pracują nad przygotowaniem fizycznym i jak w Legii bym był od początku sezonu też bym śmigał tak jak koledzy - mówił zawodnik, który w tym meczu miał 20 punktów, 8 asyst i 8 zbiórek.

 

Matczak znany jest z tego, że fizycznością imponuje, ale jednak coś zauważył. Skąd taka moc zawodników, którzy pozbawieni zostali w tych meczach wsparcia dwóch najlepszych obcokrajowców Legii, kontuzjowanych Omara Prewitta (najlepszego w ataku w zespole) i Mo Soluade (najlepszego w obronie)? Może to unikalny ruch trenera Tane Spaseva, który zespół przed sezonem zabrał na obóz górski w Zakopanem, i pracował z koszykarzami nad wytrzymałością jak to w dawnych czasach się robiło. Teraz w Energa Basket Lidze tego nikt już nie robi. Wszyscy inni bazują na indywidualnej pracy koszykarzy poza sezonem. Tylko Legia zrobiła obóz.

 

Byłoby jednak wielkim uproszczeniem twierdzić, że Legia wygrała te dwa mecze na Bemowie tylko przygotowaniem fizycznym. Legia gra po prostu dobrą koszykówkę, broni z pomysłem, ale przede wszystkim mądrze atakuje. Luki w obronie Arki, które powstają przy grze bardzo wysokich środkowych z Gdyni, znakomicie wykorzystywał głównie Sebastian Kowalczyk. Każdy pomysł trenera z Macedonii Tane Spaseva dał jakiś plus. Były nim nawet trafienia z dystansu środkowych Legii, Keanu Pindera i Rusłana Patiejewa, którzy w sezonie trafili w sumie dwa razy, a w tej serii już osiem. I to nie przypadek. To także było przygotowane, to także element rozwoju zawodników, wpasowany fajnie w grę w play-off.

 

Czy nauczyciel Spasev, który był ostatnim trenerem w karierze zawodniczej trenera Arki (i trenera sezonu w Energa Basket Lidze) Przemysława Frasunkiewicza, w niedzielę osiągnie wielki triumf i wyeliminuje faworyta do mistrzostwa z play-off? W czwartkowy wieczór wydaje się to możliwe. Czas na odpowiedź gdynian, albo marzenia o powrocie Wielkiej Arki odpłyną w dal.

 

Obrazek dnia: Swobodny Karolak, zaskakujący Nowerski

 

Jakub Karolak z Legii w dwóch meczach na Bemowie zdobył 57 punktów, trafiając 21 na 33 rzuty z gry, w czwartek rzucił 31 punktów, ale wcale nie były to głównie jego firmowe trójki. Właśnie lekkim i swobodnym wjazdem pod kosz w wykonaniu Karolaka, po świetnym podaniu za plecy rywali centra Patryka Nowerskiego, Legia przełamała wynik w tym meczu w 33. minucie. Kiedy w kolejnej akcji Nowerski, znany z wielkiej siły i walki pod koszami, trafił niespodziewanie z pięciu metrów, było już pewne, że Arka tego nie wygra.

 

Czwartek w ćwierćfinale play-off Energa Basket Ligi:

 

Legia Warszawa - Arka Gdynia 100:94, stan rywalizacji 2:2, decydujący mecz w niedzielę w Gdyni

 

W piątek 10 maja grają:

 

MKS Dąbrowa Górnicza - Stelmet Enea BC Zielona Góra, stan rywalizacji 1:2, transmisja w Polsacie Sport o 17.30

 

Rywalizacje zakończone wcześniej:

 

Arged BMSlam Stal Ostrów Wlkp. - Anwil Włocławek 0:3, awans Anwilu

King Szczecin - Polski Cukier Toruń 0:3, awans Polskiego Cukru