Marta Ćwiertniewicz: Spędziłaś w studiu Ligi Mistrzów kilkanaście, a może kilkadziesiąt wieczorów. Jak odnalazłaś się w męskim gronie ekspertów?

 

Paulina Chylewska: Miałam ogromnego "stresa". Nigdy wcześniej nie miałam okazji pracować w studiu piłkarskim w tak dużym wymiarze. Miałam świadomość, że wszyscy panowie mają ogromną wiedzę na temat piłki nożnej. Oni wszyscy w nią grali, a ja nigdy. Mam tylko wiedzę teoretyczną, więc trochę się bałam czy nie zostanę potraktowana z lekceważeniem. Nic takiego się jednak nie wydarzyło. Ani przez chwilę nie poczułam się tak w studiu. To najfajniejsza rzecz, jaka mogła mi się przytrafić. Wszyscy eksperci, kiedy dopytywałam i próbowałam się czegoś dowiedzieć, z dużą dozą cierpliwości i spokoju wszystko mi tłumaczyli. Nie było poczucia, że jestem gorsza, czy moja wiedza jest mniejsza.

 

Twój mąż pasjonuje się piłką nożną, a jak było z Tobą? Czy przed rozpoczęciem pracy w studiu Ligi Mistrzów równie uważnie śledziłaś te rozgrywki?

 

Ligę Mistrzów śledziłam od dawna. Pracując w newsach musimy śledzić wszystko i wszystkim się interesować. To są rozgrywki na najwyższym poziomie. Na co dzień oglądam Premier League, więc chcę też oglądać Ligę Mistrzów, chcę widzieć piłkę nożną właśnie w takim wydaniu. Interesowałam się piłką, ale nie aż tak mocno, jak teraz, kiedy muszę przygotować się, wejść do studia i je poprowadzić.

 

Miałaś w studiu wielu ciekawych gości. Czy któryś z nich czymś Cię zaskoczył, zaciekawił lub rozbawił?

 

Odkryciem tegorocznej edycji Ligi Mistrzów jest Artur Wichniarek zarówno w roli eksperta, komentatora, jak i reportera. Na każdym polu odnalazł się znakomicie. Najciekawszym połączeniem jest dla mnie Wichniarek i Dariusz Dziekanowski. Kiedy siedzą obok siebie, to tak rzadko się ze sobą zgadzają, że prowadzący tylko zaciera ręce i czeka, kiedy zaczną mówić. Na 99,9 procent panowie się pokłócą.

 

Który z momentów tegorocznej edycji Ligi Mistrzów zapadnie Ci w pamięć najdłużej?

 

Chyba półfinały, chociaż było wiele meczów, które były dla nas wielkimi niespodziankami. W momentach, w których odpadały Real czy Juventus wszyscy mówiliśmy "nie, to jest niemożliwe". Pamiętam studio, kiedy Manchester United jechał do Paryża na rewanż z PSG w gigantycznie rezerwowym składzie. Oni jednak wygrali to spotkanie i awansowali dalej. Eksperci w studiu mówili wtedy, że to niemożliwe, że cuda się nie zdarzają. Mecz ćwierćfinałowy Tottenhamu z Manchesterem City to jest spotkanie, które będę pamiętać bardzo długo. W pamięć zapadła mi mina Pepa Guardioli, który był przekonany, że City awansuje po bramce w końcówce. Po analizie VAR nie została ona jednak uznana.

 

W studiu jesteś bardzo obiektywna. Czy prywatnie sympatyzujesz z jakimś klubem?

 

Nigdy nie kibicowałam jednemu klubowi, nie jestem fanatykiem. Bardzo lubię patrzeć na dobrą piłkę. Kibicowałam drużynom z Barcelony, Liverpoolu i Amsterdamu. Myślę, że wszyscy zakochaliśmy się w Ajaksie. Podobnie jak podczas mistrzostw świata pół Polski kibicowało Chorwacji, tak samo podczas Ligi Mistrzów pół Polski kibicowało Ajaksowi. To była piłka, która się podobała. Fajnie patrzeć na młodych chłopaków, którzy dają z siebie wszystko, by osiągnąć najwyższy cel. Oczywiście zawsze kibicuję też drużynom, w których są Polacy. Jak odpadał Juventus z Wojciechem Szczęsnym to było mi smutno. Podobnie było w przypadku Monaco, Napoli czy Bayern z Robertem Lewandowskim. Zawsze Polakom kibicuje się z większym sercem.

 

Jesteś przy Lidze Mistrzów od początku. Czy już wtedy miałaś w głowie wymarzony finał?

 

Jedyne, co powiedziałam, to że nie chciałabym, aby ponownie wygrał Real, bo to nudne. Ile można? Potrzeba nam świeżej krwi i nowego otwarcia. Pojawiło się w Lidze Mistrzów kilka zespołów, jak Ajax czy Manchester United, który ostatecznie nie awansował do półfinału. Pokazał nam jednak, że mimo problemów, zmiany trenera, kryzysu można powalczyć. Wydarzyło się wiele niespodziewanych rzeczy, dlatego Liga Mistrzów była bardzo ciekawa. Nie wiem czy ktoś obstawił taki skład finału.

 

Czy jest jakiś piłkarz, którego bez wahania mogłabyś określić odkryciem tegorocznych rozgrywek?

 

Będzie ich pewnie kilku. Nie będzie to niespodzianką, gdy powiem, że każdy z nich jest piłkarzem Ajaksu Amsterdam. Gracze tacy, jak Hakim Ziyech, Matthijs de Ligt czy Frenkie de Jong zaprezentowali się znakomicie i na 99,9 procenta nie zostaną w Ajaksie. Zawodnikiem, który zaskoczył mnie bardzo negatywnie był Neymar. Wszyscy na niego liczyli. Miał poprowadzić PSG do wielkiego wyniku, a był himeryczny.

 

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.