25-letni skrzydłowy w meczu numer dwa ustanowił rekord kariery - 32 punkty, a w zwycięskich spotkaniach w Warszawie - wtorkowym (97:91) i czwartkowym (100:94) uzyskał, odpowiednio, 26 i 31.

 

Legia przeciwstawiła Arce twardą, zmienną defensywę, wysoką skuteczność oraz... Karolaka. Syna Piotra, byłego reprezentanta Polski, nie byli w stanie zatrzymać obrońcy najlepszej drużyny sezonu zasadniczego. W czwartek miał 72 procent skuteczności z gry - trafił 10 z 12 rzutów za dwa punkty i trzy z sześciu zza linii 6,75 m oraz obydwa wolne. Był lepszy od swojego vis a vis, lidera Arki i gwiazdy ligi Amerykanina Josha Bostica (29 pkt, ale tylko 50 proc. z gry).

 

 - Cieszę się, że w końcówce sezonu złapałem wysoką dyspozycję i mam nadzieję, że będzie się ona utrzymywać. Nie odbieram tego, co się stało na naszym parkiecie jako niespodzianki. Wierzyliśmy w sukces i wiedziałem po pierwszym zwycięstwie, że będziemy w stanie w kolejnym spotkaniu znowu sprawić kibicom frajdę - wspomniał.

 

Legia rozgrywa najlepsze mecze w sezonie, mimo że w jej składzie brakuje czwartego strzelca ligi Amerykanina Omara Prewitta oraz kluczowego obrońcy Brytyjczyka Mo Soludae, którzy są kontuzjowani.

 

 - Pod względem fizycznym na pewno nie jest nam łatwo, bo brakuje na obwodzie dwóch zawodników i trener musi łatać dziury koszykarzami, którzy na tych pozycjach nie występowali w sezonie zasadniczym. My, obwodowi, gramy teraz ponad 30 minut w każdym meczu. Zmęczenie się nawarstwia i na pewno się je odczuwa. Nie mamy jednak wpływu na sytuację zdrowotną, więc nie ma co zastanawiać się co byłoby, gdybyśmy grali w pełnym składzie. Po prostu warto i trzeba się cieszyć tym, że dobrze gramy jako zespół - ocenił koszykarz, który zimą przez ponad miesiąc był wyłączony z gry z powodu urazu pachwiny.

 

Formę Karolaka w play off chwalił na konferencji prasowej trener Arki Przemysław Frasunkiewicz. W minionym sezonie - jako koszykarz Trefla Sopot - miał średnio 10,5 pkt oraz 2,3 zbiórki, zaś w obecnym 14,9 pkt i 4,1 zb.

 

 - Grał świetnie. Na pełnej szybkości wykonywał rzuty po zasłonie, z ręką obrońcy niemal na twarzy i trafiał. Pamiętam takich zawodników ze swoich epizodycznych występów w Eurolidze. To jest najwyższy poziom. Lepiej już grać nie można - ocenił urodzonego w Lublinie koszykarza Legii Przemysław Frasunkiewicz.

 

Karolak uważa, że w piątym spotkaniu ćwierćfinałowym, choć odbędzie się ono w Gdyni, obydwie drużyny mają takie same szanse i nie ma znaczenia, że Arka przystąpiła do play off najwyżej rozstawiona, a stołeczna ekipa z ósmej pozycji.

 

 - Na pewno nie jesteśmy faworytem, ale dla nas to może i lepiej, że na Arce Gdynia ciąży większa presja w tym momencie. Osiągnęliśmy naprawdę dużo w tym sezonie, a co się wydarzy w niedzielę, to się okaże. Wszystko w naszych rękach i nogach - podkreślił.

 

Jego zdaniem piąty mecz będzie nie tylko trudny psychologicznie, ale i fizycznie.

 

 - Myślę, że to będzie taki "brudny" pojedynek, z dużą liczba fauli. Nie może być inaczej, bo to będzie rywalizacja, która wyśle jedną z drużyn na wakacje. Mam nadzieję, że nie będziemy to my - podsumował.

 

WYNIKI I TERMINARZ ENERGA BASKET LIGI