Pindera: Czy „Skorpion” zagrozi kiedyś Łomaczence?

Sporty walki
Pindera: Czy „Skorpion” zagrozi kiedyś Łomaczence?
fot. PAP

Meksykańska wojna, w której Miguel Berchelt znów pokonał Francisco Vargasa w rewanżowej walce o pas WBC w wadze superpiórkowej, tym razem była krótsza i nie tak krwawa, ale faworyt nie zawiódł. Zrobił w Tuscon to co obiecywał.

Po szóstej rundzie słuszną decyzję podjął trener Vargasa, Joel Diaz, poddając „El Bandido”. Wcześniej podobnie postąpił Paul Dogboe, ojciec i trener byłego mistrza świata wagi superkoguciej, Isaaca Dogboe, zatrzymując w 12 starciu jego rewanżową walkę z Meksykaninem Emanuelem Navarette.

 

Podczas piątkowej gali w Nottingham, którą miałem przyjemność komentować poddany przez Dave’a Coldwella został niepokonany, 24-letni Anglik Jordan Gill, który wcześniej trzykrotnie lądował na deskach po ciosach na korpus zafundowanych mu przez Enrique Tinoco z Meksyku. Wszystkie te przypadki są znakomitym przykładem, jak mądra może być decyzja tego, który jest najbliżej swojego zawodnika i zna go najlepiej.


34-letni Vargas, były mistrz świata kategorii superpiórkowej dał z siebie w tym rewanżowym pojedynku z Bercheltem wszystko co mógł, ale gdyby Diaz go nie poddał zostałby brutalnie znokautowany. „El Bandido” ma za sobą wiele ciężkich, wygranych wojen, lecz nawet skała też się kiedyś kruszy. Miguel „El Alacran – Skorpion” Berchelt jest od niego siedem lat młodszy, silniejszy i po prostu lepszy. W rewanżu nie pozostawił już co do tego najmniejszych wątpliwości.


Wystarczy spojrzeć na statystyki, które są dla Vargasa bezlitosne. Rozbita twarz starszego z Meksykanów też wiele mówi o przebiegu tego pojedynku.


Wcześniej, w innej mistrzowskiej walce, mierzący zaledwie 157 cm Isaac Dogboe padł ciężko na matę ringu w starciu z wyższym o kilkanaście centymetrów Emanuelem Navarette dopiero w ostatniej, 12. rundzie, ale to nie była jego pierwsza randka z deskami. Miał oczywiście dobre momenty, chociażby w piątym starciu, kiedy wydawało się, że być może przełamie mającego zdecydowanie lepsze warunki fizyczne Meksykanina, ale to było za mało, by myśleć o zwycięstwie.


W grudniu ubiegłego roku, w ich pierwszym pojedynku Navarette wygrał pewnie na punkty, Dogboe narzekał wtedy na wszystko i obiecywał, że w rewanżu odzyska utracony tytuł. Przed pierwszą walką bokser z Ghany miał wielkie problemy z wagą, należy bowiem do tych, którzy muszą zbijać wiele kilogramów i teraz też z trudem uzyskał limit kategorii superkoguciej.


Navarette pokazał w rewanżu nieco inną twarz, był jeszcze twardszy niż w grudniu, bardziej zdecydowany, silniejszy również w półdystansie, którego nie unikał.


Dogboe po kolejnej porażce mówi, że przejdzie do wyższej kategorii, ponoć zmieni też sztab szkoleniowy, ale myślę że mistrzem świata już nie będzie. A Navarette może być jeszcze lepszy niż jest.


Największe możliwości ma jednak Berchelt, nie bez racji uważany za najlepszego dziś z mistrzów wagi superpiórkowej. W najbliższym czasie zapewne dojdzie do jego walki ze zwycięzcą pojedynku pomiędzy czempionem WBO, Japończykiem Masayuki Ito i Jamelem Herringiem z Ohio, ale naturalne wydają się również unifikacyjne starcia „Skorpiona” z innymi Amerykanami, Gervontą Davisem, mistrzem WBA czy Tevinem Farmerem (IBF). Szczególnie z tym pierwszym, podopiecznym Floyda Mayweathera Jr, wojna byłaby niesamowita.


Bardziej jednak prawdopodobne, że promotor Bob Arum, wcześniej czy później skonfrontuje go z Ukraińcem Wasylem Łomaczenką, królem wagi lekkiej i najlepszym pięściarzem bez podziału na kategorie. I to dopiero byłaby wojna dwóch różnych, bokserskich światów. Czekamy.

Janusz Pindera, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze

Przeczytaj koniecznie