Gardini prowadził drużynę dwa lata. W pierwszym sezonie zdobył wicemistrzostwo Polski, w kolejnym zgarnął pełną pulę, czyli mistrzostwo oraz Puchar Polski. Mimo tego, zdecydował się odejść. W kolejnym sezonie poprowadzi beniaminka ligi włoskiej Gas Sales Volley Piacenza.

 

- Sytuacja wyglądała tak, że pierwszą ofertę przedłużenia umowy dostałem po Pucharze Polski. Wtedy nie doszliśmy do ostatecznego porozumienia, więc mieliśmy wrócić do rozmów po zakończeniu sezonu. (...) Zostałem poproszony o to, bym wstrzymał się z decyzją do końca maja. A ja nie mogłem dłużej czekać - wyjaśnił w rozmowie z "Przeglądem Sportowym".

 

- Zresztą po sezonie dostałem propozycję taką samą jak zimą. A uważam, że skoro zdobyliśmy mistrzostwo Polski i podwójną koronę, to powinny pojawić się nowe warunki, tak jak my mówilibyśmy o nowym projekcie. Nie jest tak, że odchodzę z ZAKS-y w negatywnej atmosferze - dodał.

 

Kibice mają prawo być zaskoczeni, że 53-latek zamienił mistrza Polski na beniaminka Serie A1.

 

- Gdybym nie przyjął ich oferty, trudno byłoby mi znaleźć pracę. Rynek trenerski jest bardzo dynamiczny i we Włoszech trwa już w najlepsze - tłumaczył.

 

Gardini pracował w Polsce osiem lat - początkowo jako asystent Andrei Anastasiego w kadrze (2011-2013), później w Indykpolu AZS Olsztyn (2014-2017) i ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle (2017-2019).