Maciej Turski: Patrząc kilka lat wstecz, wiele osób powiedziałoby, że to misja praktycznie nie do zrealizowania. Co się wydarzyło, że Damian Grabowski jest w organizacji KSW?

 

Damian Grabowski: Muszę sprostować. Nigdy nie wydawało się to misją nie do spełnienia. Miałem kilka propozycji z KSW, jednak kierowałem swoją karierę z myślą o galach zagranicznych. Takie miałem ambicje sportowe, walczyłem prawie na każdym kontynencie, oprócz Australii. Jestem zadowolony, że walczę teraz w największej organizacji w Europie. Pozostaje tylko dawać dobre walki.

 

Pierwsze zestawienie z Karolem Bedorfem to walka, która ma swój klimat, swoją otoczkę. To starcie weteranów polskiego MMA kategorii ciężkiej.

 

Wyobrażałem to sobie inaczej. Myślałem, że dostanę pierwszą walkę na przetarcie z kimś mniej znanym na polskiej scenie MMA. Jestem wojownikiem, więc nie odmawiam walk. Tutaj jest podobnie. Jesteśmy zawodnikami, którzy zawsze byli w pierwszej piątce polskiej kategorii ciężkiej. Szkoda, że tak późno.

 

Bedorf przegrał dwie z trzech ostatnich walk. Jak na niego patrzysz? Czy coś w nim zgasło?

 

Nie, nic nie zgasło. Nie postrzegam przegranych w MMA jako tragedii życiowych. Przez to, że młodzi zawodnicy nabijają sobie rekordy, to fani myślą, że my musimy wygrywać. Tak nie jest. Za Oceanem nie szanuję najbardziej tego, kto ma 15-0, tylko tego, kto ma 9-8, ale daje dobre walki. (...) Mam swoje lata i tak do tego podchodzę.

 

Transmisja gali KSW 49 w systemie PPV.