Na początku sezonu piłkarze Warty przez kilka miesięcy nie dostawali wypłat. Klub miał problemy z wypełnieniem wymogów licencyjnych, nie było zadaszonych trybun, podgrzewanej murawy i przede wszystkim kosztownego oświetlenie stadionu na Wildzie. Braki w infrastrukturze spowodowały, że w roli gospodarza Warta musiała grać w Grodzisku Wielkopolskim. Wynajem tamtego stadionu generował kolejne koszty.

  

W pewnym momencie klub, który istnieje od ponad 100 lat, stanął nad przepaścią, a właściciele postanowili się go pozbyć. 

 

- Jesienią, kiedy nastąpiła zmiana właściciela klubu, byliśmy już na krawędzi. Zagadką było, czy zostanie rozegrany każdy kolejny mecz. Udało się jednak te wszystkie przeciwności pokonać i dzisiaj Warta może cieszyć się z tego, że utrzymała się w Fortuna 1 Lidze i w kolejnym sezonie zwów będzie w niej reprezentować Poznań - mówił Artur Marciniak, jeden z najbardziej doświadczonych zawodników Warty.

 

Sytuacja zawodników był nie do pozazdroszczenia. W końcu nie wytrzymali i kilkakrotnie odmówili wyjścia na trening, a nawet wyjazdu na mecz. Odniósł się do tego także Tomasz Łapiński, ekspert Polsatu Sport, stały uczestnik magazynu Fortuna 1 Ligi.

 

- Sytuacja była krytyczna, sami zawodnicy też się w nią zaangażowali, przecież nie wychodzili na treningi. A to już jest sytuacja podbramkowa, bo jeżeli już nawet szatnia angażuje się w spory na górze, by klub w ogóle mógł funkcjonować, to jest katastrofa. Zważywszy na to, ten końcowy wynik i spokojne utrzymanie się w lidze kilka kolejek przed końcem jeszcze podnosi wartość wykonanej pracy - powiedział.

 

- Tym bardziej interesuje mnie, jak się wtedy współpracuje, przygotowuje do meczu, gdy myśli piłkarzy krążą wokół zupełnie czegoś innego - pytał prowadzący program Szymon Rojek.

 

- Na pewno nie jest łatwo, zawodnicy mają swoje racje i widzą co się dzieje. Pamiętam sytuację, gdy mieliśmy jechać na mecz w Tychach. Wyjazd miał być w piątek, wszystko było już załatwione, przejazd, hotel, a zawodnicy powiedzieli, że jeśli sytuacja się nie zmieni, to oni nie wyjeżdżają. Do wieczora trochę się uspokoiło i w końcu wyjechaliśmy, ale w sobotę rano. W dniu meczu, prosto na stadion. I przegraliśmy pechowo w ostatnich sekundach. Wszystko miało na to wpływ. Teraz się cieszę, że przez zimę udało się dobrze popracować i osiągnęliśmy cel - wspominał trener Nemec.

 

Jak przyznał Marciniak, piłkarzom puściły nerwy, bo problemy Warty ciągną się już bardzo długo.  

 

- Podobne kłopoty mieliśmy w poprzednim sezonie, w którym awansowaliśmy z drugiej ligi. Ten awans był wywalczony w równie trudnych warunkach, też przez kilka miesięcy nie otrzymywaliśmy wypłaty. Tylko nasz charakter, chęć i ambicja spowodowały, że udało się ten awans wywalczyć. Sądziliśmy, że ten sukces natchnie działaczy, ale było tylko gorzej. W pewnym momencie wszyscy jako drużyna powiedzieliśmy stop, powiedzieliśmy nie. Nie ma zgody na to, by klub działał w taki sposób. Byliśmy na krawędzi i niewiele brakowało, by Warta została wycofana z rozgrywek. To byłby wstyd na całą Polskę. Może nie nasz, nie piłkarzy. Jednak z drugiej strony, my też swoimi nazwiskami firmujemy Wartę Poznań. Dzisiaj cieszymy się, że ta sytuacja się unormowała, że mamy sukces, jakim jest utrzymanie i z duży optymizmem patrzymy w przyszłość. Liczymy, że to wszystko pójdzie do przodu i Warta znów będzie się liczyć na piłkarskiej mapie Polski - stwierdził.

 

WYNIKI I TABELA FORTUNA 1 LIGI