Przemysław Nowak: Po bardzo dobrym i solidnym spotkaniu reprezentantek Polski w siatkówce, które wygrały z Japonkami, przyszła porażka z Chinkami. Czego zabrakło Biało-Czerwonym do zwycięstwa?


Ireneusz Mazur: Mistrzynie olimpijskie wystąpiły w tym meczu w niepełnym składzie. Można rzec, że w mocno rezerwowym. Z tym wiązaliśmy nadzieję na dobrą grę i zwycięstwo Polek z klasową drużyną. Podopieczne Jacka Nawrockiego nie grały w tym meczu tak skutecznie w elementach, które przynosiły im punkty w konfrontacji z Japonkami. Mowa tu o bloku i zagrywce. Szwankowała też gra w ataku. Biało-Czerwone szczególnie miały kłopoty z pierwszą akcją. Po przyjęciu zagrywki, rozegraniu piłki i skończeniu jej punktem. To już nie był zespół tak radosny. Drużyna nie przewidywała reakcji rywalek. Polki grały za wolno, statycznie - co wynikało ze skutecznej gry reprezentantek Japonii.


Czy Polki zjadła trema w meczu z Chinkami? Przed spotkaniem wydawało się, że to Biało-Czerwone są minimalnymi faworytkami.


Pozornie jeśli jest się drużyną, która nie kwalifikuje się do imprezy czterolecia, a ma się za rywalki mistrzynie olimpijskie, to trudno być faworytem. Natomiast biorąc pod uwagę, że Chinki nie grały z Polkami w pełnym składzie - można było wiązać nadzieję nawet na zwycięstwo. Kluczową rzeczą nie była trema. Mogła ona dotyczyć co najwyżej jednej lub dwóch zawodniczek. Trener Nawrocki od początku spotkania wprowadził Emilię Muchę i ona trochę była niepewna w grze. Szkoleniowiec jednak zareagował. W jej miejsce wprowadził Natalię Mędrzyk i wydawało się, że to przyniesie efekt - podobnie jak w pierwszym meczu. Niestety, w polskiej drużynie brakowało podstawowych elementów, które w poprzednim spotkaniu przynosiły punkty. W konfrontacji z Japonkami Agnieszka Kąkolewska i Malwina Smarzek zdobyły po 20 "oczek". W środę selekcjoner nie miał już takich liderek. Dwukrotne mistrzynie Europy nie były już tak skuteczne w takich elementach jak blok i atak.


Czy te elementy zaważyły w drugim, trzecim i czwartym secie? W pierwszym Polski wygrały, ale pozostałe padły łupem Chinek.


W pierwszym secie Biało-Czerwone były jeszcze rozpędzone po wtorkowym zwycięstwie 3:1 nad Japonkami. Im dłużej trwał mecz, tym Chinki grały zdecydowanie lepiej, skuteczniej i pewniej. W składzie Azjatek grała leworęczna, niespełna 20-letnia atakująca mierząca 192 cm - Li Yingying. Z tą siatkarką Polki nie były w stanie sobie poradzić. Dobre zawody rozegrała również przyjmująca Duan Fang - to była oś drużyny. Chinki nie pozwalały nam grać tego co potrafimy i każdą słabość drużyny Nawrockiego obnażały.


Reprezentantki Polski mimo porażki z Chinkami nadal maja szansę na awans do półfinału w Montreux. Przed Biało-Czerwonymi spotkanie z Niemkami. Czy to trudny rywal?


Każdy zespół występujący na turnieju Montreux Volley Masters 2019 prezentuje wysoki poziom. Drużyny występujące w Szwajcarii powinny wykorzystywać własne atuty. Niemki to zespół, który jest w naszym zasięgu, jeśli Polki zaprezentują poziom jak w potyczce z Japonkami. Drużyna Nawrockiego musi grać regularnie, wygrywać pierwszą akcję. To bardzo istotny element. Wtedy siatkarki znad Wisły będą grały tak skutecznie, jak w pierwszym meczu. Z pewnością trudno będzie o zwycięstwo, jeśli reprezentantki Polski będą popełniać podobne błędy jak w meczu z mistrzyniami olimpijskimi.