"Niedźwiadki" do tej pory sześciokrotnie zdobyły Puchar Stanleya, ostatni raz w 2011 roku po blisko 40-letniej przerwie. Jeśli nie wydarzy się żaden kataklizm, wystąpią w decydującej fazie obecnego sezonu, a rywalem będą San Jose Sharks lub St. Louis Blues. W rywalizacji play off do czterech wygranych na Zachodzie jest remis 1-1.

 

Zespół Bruins wykorzystał atut własnej hali i triumfował 5:2 oraz 6:2, świetnie poradził sobie także na lodowisku w Raleigh. Bramki strzelili Chris Wagner w 22. minucie i Brad Marchand w 27., a Hurricanes zdołali odpowiedzieć tylko golem Calvina De Haana w 34.

 

W trzeciej tercji na 3:1 trafił Torey Krug, ale bramka została nieuznana, bowiem w niedozwolony sposób zaatakowany został bramkarz gospodarzy Curtis McElhinney.

 

Bohaterem wtorkowego spotkania był fiński bramkarz ekipy z Bostonu Tuukka Rask, który obronił aż 35 strzałów. Dla porównania, jego koledzy mieli 31 uderzeń.

 

- Potrafimy przechylać szalę na swoją korzyść w bardzo trudnych i wyrównanych pojedynkach, to nas wyróżnia - stwierdził Rask.

 

Po raz pierwszy od 1978 roku "Niedźwiadki" zwyciężyły w sześciu kolejnych meczach play off i są bardzo blisko awansu do finału NHL. W rozgrywkach 2010/2011 sięgnęły po trofeum po pokonaniu Vancouver Canucks 4-3, z kolei dwa lata później uległy w wielkim finale Chicago Blackhawks 2-4.

 

Kibice Carolina Hurricanes mają nadzieję, że mimo fatalnej sytuacji ich ulubieńcy zdołają powtórzyć wyczyn Los Angeles Kings z 2014 roku. W pierwszej rundzie Konferencji Zachodniej "Królowie" przegrywali 0-3 z San Jose Sharks, by ostatecznie triumfować 4-3. Potem okazali się lepsi od Anaheim Ducks, Chicago Blackhawks i New York Rangers i sięgnęli po Stanley Cup.

 

W składzie Kings był wtedy Justin Williams, dziś występujący w Hurricanes. - Nie powiem nic nowego, po prostu musimy zagrać lepiej, aby zacząć zwyciężać - podkreślił.