Powie ktoś, że to ekscytujące. Taka walka do ostatniej kolejki, mecze o taką stawkę, ależ temperatura! Wystarczyło jednak rzucić okiem na równolegle rozgrywane mecze środowej kolejki, aby przekonać się, że dla uczestniczących w tym przedstawieniu zespołów to była prawdziwa męka. Męczyły się one tak okrutnie, że długo nie były w stanie strzelić gola. Przerwał to dopiero Mateusz Wieteska, wbijając efektownego samobója w meczu Legii z Jagiellonią. Poznali się też na poziomie i randze tych dodatkowych spotkań kibice. Łącznie na czterech meczach grupy mistrzowskiej było 26 tysięcy widzów. Dla tzw. produktu jakim jest Ekstraklasa to wizerunkowa katastrofa.

 

Nie ma wątpliwości, że zespołem, który najbardziej irytuje jest Legia. To przecież mistrz Polski, zespół z największymi aspiracjami i możliwościami finansowymi, najlepiej opłacanymi zawodnikami, który z założenia ma być naszym towarem eksportowym. Sposób jego gry, drużyna bardziej przypominająca zbieraninę, kompletna bezradność w tak istotnych dla ostatecznych rozstrzygnięć spotkaniach są wręcz porażające. Przecież tu nie ma żadnej nadziei, że ta ekipa nie zblamuje się w europejskich pucharach, jak przed rokiem czy dwa lata wcześniej. Paliwo nowego trenera Alaksandara Vukovica, które polegało na niechęci do poprzednika, dawno się już wyczerpało. Pomysły taktyczne i personalne Serba, który przejął rozbity zespół, nie działają. 

 

Patrząc na to co dzieje się w Legii mniej emocjonalnie, a bardziej globalnie, trzeba przyznać, że poza ważnym aspektem finansowym (komisja licencyjna PZPN już objęła klub nadzorem finansowym) to fakt czy drużyna Vukovica obroni tytuł czy nie, nie ma większego znaczenia.

 

Bo co Legii z tych ciułanych tytułów, skoro kompletnie nie przekłada się to na jakość drużyny i jej postawę na arenie międzynarodowej? Prezes Dariusz Mioduski zawsze powtarza, że budowa drużyny, tworzenie jej tożsamości, czy też wierność legijnemu DNA (a co to tak naprawdę znaczy?) ma iść równolegle z kolejnymi wygranymi tytułami. Bo kibic innego rozwiązania by nie wybaczył... 

 

Niby brzmi dobrze. Tylko jaką wartość mają te kolejne mistrzostwa własnego podwórka zdobywane w taki sposób jak ostatnio? Co z tego zostaje oprócz coraz bardziej wypełnionej gabloty, jak bardzo rozwija się dzięki temu klub jako taki?

 

Może po okresie eksperymentów, szaleństw i różnych personalnych ekstrawagancji, właściciel Legii powinien jednak skupić się na tworzeniu sensownej drużyny? Może nawet w okresie kilkuletnim nie wymagać doraźnego wygrania ligi, ale położyć ciężar na przygotowaniu ekipy do prawdziwego ataku w europejskich pucharach i co się z tym wiąże autentycznego zdominowania Ekstraklasy, do czego klub ma warunki i predyspozycje?

 

Nie skupować zawodników tak jak teraz doraźnie, od sasa do lasa, nie wymieniać trenerów jak rękawiczki i nie zmieniać strategii w zależności od własnego widzimisię, ale przesunąć się na swoją właściwą pozycję i dać działać prawdziwym fachowcom. 

 

Jestem przekonany, że gdyby kiedyś właściciel klubu dotrzymał słowa danego kiedyś Jackowi Magierze (słynny trener na lata), nie bawił się w piłkarskiego wizjonera, nie zatrudniał trenerów od młodzieży, kobiet, czy robienia atmosfery, nie dał się podpuścić na te wszystkie bałkańsko-portugalskie zaciągi, to Legia nie wyglądałaby tak jak w niedzielę w Białymstoku. I pewnie kasa nie byłaby aż tak wydrenowana.

 

WYNIKI I TABELA LOTTO EKSTRAKLASY