Casillas zaprzecza medialnym sensacjom. To jeszcze nie koniec kariery

Piłka nożna
Casillas zaprzecza medialnym sensacjom. To jeszcze nie koniec kariery
fot. Cyfrasport

Iker Casillas zaprzeczył doniesieniom portugalskiego dziennika "O Jogo", który poinformował, że słynny hiszpański bramkarz zakończył karierę. 1 maja podczas treningu 37-letni piłkarz FC Porto doznał ataku serca i spędził pięć dni w szpitalu. Później informował, że czuje się bardzo dobrze, jednak w mediach wciąż pojawiały się spekulacje, iż wkrótce ogłosi zakończenie kariery. W piątek Hiszpan zaprzeczył doniesieniom prasy.

Pierwszego dnia maja podczas treningu Casillas poczuł się źle i prosto z boiska trafił do szpitala. Opuścił go 6 maja i podczas spotkania z dziennikarzami mówił, że nie podjął jeszcze decyzji o swojej przyszłości. Wiadomo jednak było, że czeka go "kilkutygodniowa, może kilkumiesięczna przerwa". 

 

W piątek portugalski dziennik "O Jogo" napisał, że Hiszpan nie będzie już brał udziału w meczach, pozostanie jednak w FC Porto w innym charakterze, a w najbliższych dniach oficjalnie ogłosi zakończenie kariery. Jego kontrakt obowiązuje do końca przyszłego sezonu. Informację tę natychmiast powieliły najważniejsze sportowe serwisy na świecie, głos zabrał więc sam zainteresowany. Wszystkim rewelacjom zaprzeczył, zamieszczając m.in. wpis na Twitterze.

Wiem, że nadejdzie dzień, w którym będę musiał przejść na emeryturę. Pozwólcie mi jednak samemu ogłosić tę wiadomość. Na razie jest spokój. Wczoraj dostałem opinie doktora Felipe Macedo. Wszystko jest bardzo dobrze. To wspaniała wiadomość, którą chciałem podzielić się ze wszystkimi! - napisał wychowanek Realu Madryt, z którym pięć razy był mistrzem Hiszpanii i trzy razy wygrał Ligę Mistrzów. 

 

Casillas wielkie sukcesy odnosił też z reprezentacją Hiszpanii. Dwukrotnie zdobył z nią mistrzostwo Europy (2008 i 2010) i raz mistrzostwo świata (2012).

WŁ, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze