Wilder grozi rywalowi śmiercią. Czy Breazeale sprawi sensację?

Sporty walki
Wilder grozi rywalowi śmiercią. Czy Breazeale sprawi sensację?
Fot. PAP

Deonaty Wilder (40-0-1, 39 KO) uważa, że jego sobotnia walka w Nowym Jorku z Dominickiem Breazeale’em (20-1, 18 KO) nie potrwa długo. – Będę zdziwiony jak wyjdzie poza trzy pierwsze rundy – mówi dziennikarzom. - Mogę nawet zabić Breazeale'a - dodaje, prowokując w swoim niezbyt wyszukanym stylu. A kiedy dojdzie do walk, na które świat boksu czeka naprawdę? Wielka trójka - Wilder, Joshua i Fury na razie się unikają, ale czas ich starć nadchodzi. To nieuchronne.

Dawno nie było walki, w której byłoby tyle złej krwi. – To nie jest sport dla dżentelmenów, to jest sport dla gladiatorów – twierdzi mistrz świata wagi ciężkiej. Do Wildera należy pas WBC, zdobył go w styczniu 2015 roku. Tytułu bronił wtedy Bermane Stiverne i przegrał na punkty. Pozostałe 39 walk Wilder wygrał przez nokaut.

 

Mistrz mówi wprost o swoich uczuciach do Breazeale’a. – Nie lubię tego faceta, nie będę miał w stosunku do niego dobrych intencji, życzę mu wszystkiego najgorszego! – takie teksty można wyczytać w amerykańskiej prasie.

 

Czy Wilder naprawdę jest prymitywem bezmyślnie sięgającym po tandetne środki wyrazu, by promować swoje walki?  Wielu tak uważa, ale ci, którzy mieli okazję porozmawiać z nim dłużej mają inne zdanie. Twierdzą, że to inteligentny, skromny facet, a reszta jest tylko grą. Nie najwyższych lotów, co do tego pełna zgoda, ale skuteczna, bo skierowana do masowego odbiorcy, który wyrafinowany nie jest.

 

Wilder ma na koncie 40 zwycięskich walk, 39 wygranych przed czasem, ale tylko kilka z nich zapamiętanych zostanie na dłużej. My oczywiście będziemy pamiętać jego starcie z Arturem Szpilką, w styczniu 2016 roku i nokaut jaki w Barclays Center zafundował „Szpili”, ale najważniejsze były  konfrontacje z Luisem Ortizem i Tysonem Furym. 

 

Z Kubańczykiem miał poważne problemy, ale wyszedł z nich obronną ręką i to on zakończył walkę przed czasem. Furego kładł na deski dwukrotnie, ale Anglik wstawał i był lepszy. Remis był dla Wildera szczęśliwy.

 

Rówieśnik Wildera, 33-letni Dominic Breazeale przegrał tylko raz, z Anthonym Joshuą, trzy lata temu w  Londynie. Walczył długo, twardo, był jednak  bez szans, sędzia zatrzymał pojedynek w siódmej rundzie. Ale na deski padał też w starciach z Amirem Mansourem oraz Izu Ugonohem. 

 

W sobotniej walce w Nowym Jorku faworytem będzie Wilder, ale były gracz futbolu amerykańskiego mówi, by go nie lekceważyć i zawczasu nie skazywać na porażkę. Obiecuje, że pokaże się z lepszej strony niż oczekują  jego kibice i zakończy panowanie Wildera. Obaj pięściarze szczerze się nie lubią i podkreślają to na każdym kroku.

 

- Nie wiem, czy to jest możliwe, ale nie przekreślam Breazeale’a, bo to wielki i silny facet. Coś o tym wiem. I jak trafi, to przewróci każdego, bo to przecież waga ciężka – twierdzi Izu Ugonoh, który walczył z nim w Birmingham (Alabama) dwa lata temu. Miał go na deskach, niewiele zabrakło, by wygrał przed czasem, ale ostatecznie to Breazeale był górą nokautując Polaka.

 

- Owszem, zgadzam się z opiniami, że będzie pasował stylowo Wilderowi, ale Deontay też nie jest mistrzem defensywy. Można go trafić i przycisnąć, a Dominic to potrafi. Ten facet ma niesamowite serce do walki, a to co wydarzyło się wtedy w hotelu Westin w Birmingham, już po gali, gdzie został na oczach swojej rodziny zaatakowany przez Wildera i jego ludzi, tylko mocniej go zmotywuje – ocenia Izu.

 

Ta walka faktycznie może skończyć się szybko, jeśli Wilder czysto trafi prawym, ale nie można wykluczyć innych scenariuszy. Najmniej prawdopodobny, to zwycięstwo Breazeale’a przez nokaut, choć ludzie z fantazją i wyobraźnią są w stanie przyjąć i taką wersję wydarzeń. Ja jednak takiego scenariusza nie zakładam.

 

Deontay Wilder zapewne też nie. Jest przekonany, że zdemoluje, że zniszczy swojego rywala, ostrzega nawet, że go zabije. A później pokona w rewanżu Luisa Ortiza i Tysona Fury. Wygląda na to, że z Joshuą zmierzy się nie wcześniej niż pod koniec 2020 roku.

 

Cała wielka trójka wagi ciężkiej (Joshua, Wilder, Fury) jest niepokonana, ma łącznie 89 zwycięstw na koncie, w tym 79 przez nokaut. Nic dziwnego, że wszyscy niecierpliwie czekają by walczyli między sobą. Wtedy jest szansa, że powrócą lata siedemdziesiąte, czasy gdy rywalizowali Muhammad Ali, Joe Frazier, George Foreman, a Ken Norton próbował pokrzyżować im szyki.

 

- Wszyscy muszą być cierpliwi, wielkie walki nadchodzą. Wcześniej, czy później do nich dojdzie  - powtarza Wilder. Być może ma rację, bo gdy w sobotę, w Barclays Center pokona Dominicka Breazeale’a, gdy 1 czerwca w nowojorskiej Madison Square Garden Joshua upora się z Andy Ruizem Jr, a dwa tygodnie później w Las Vegas Tyson Fury sprowadzi na ziemię nieznanego Niemca Toma Schwarza, ktoś  pójdzie wreszcie po rozum do głowy i zrozumie, że  już najwyższy czas na naprawdę wielkie walki. Dopiero wtedy poznamy prawdziwego króla wagi ciężkiej.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze