Bożydar Iwanow: W Katowicach też tak pada, jak w Warszawie? Od późnych godzin wieczornych mamy tu na przemian burzę albo ulewę…

 

Tadeusz Bartnik: Nie! W tej części, w której mieszkam jest słonecznie, niebo błękitne…

 

To jakiś znak? Dobry omen?

 

Chciałbym…

 

Próbowałem się do ciebie dodzwonić wczoraj, ale pracę skończyłeś krótko przed 22. Dlatego, że dziś czeka was mecz, który ma tak duże znaczenie? Czy to kwestia funkcji jaką pełnisz? Pracuje się praktycznie 24 godziny na dobę z przerwą nas sen.

 

To nie jest nic nadzwyczajnego. Często wychodzimy z klubu bardzo późno. To taki nasz znak firmowy. Nasza niezwykle sympatyczna i przemiła pani sprzątaczka zawsze pyta, czy znów będziemy siedzieć ta długo. Tak samo było wczoraj. Taka specyfika pracy, każdy dyrektor ma podobnie.

 

Zespół jest od wczoraj na przedmeczowym zgrupowaniu, co nie jest normą na tym poziomie przed spotkaniami u siebie.

 

Wprowadziliśmy pewne standardy. W drugiej części sezony robimy zgrupowania, w różnej formie. Czasem tylko z rozruchem, wspólnym obiadem i odpoczynkiem w hotelu. Akurat przed tym meczem również z noclegiem. Próbujemy szukać nowych rozwiązań, różnych bodźców, żeby maksymalizować szansę na dobry wynik.

 

Patrząc realnie na składy GKS-u i Bytovii, na jakość piłkarzy po jednej i drugiej stronie nie sposób nie wierzyć, że nie będziecie w stanie co najmniej zremisować tego meczu. Nawet patrząc na waszą fatalną statystykę spotkań u siebie (tylko 1 zwycięstwo – przyp. BI). I nawet mając świadomość, że w piłce 2 razy 2 to nie zawsze 4.

 

To kwestia jednego meczu, scenariusz może być najróżniejszy. Nie można patrzeć na to, że nasz klub ma taką kadrą i takich piłkarzy, a drugi ma swoje inne problemy i dysponuje określoną klasą zawodników. Na boisko wyjdzie 11 ludzi z jednej i 11 z drugiej strony.

 

Bytowianie będą chcieli ratować nie tylko swój los ale pewnie i byt całego klubu. O „Gieksie” panuje opinia, że to dobre miejsce do zarobienia świetnych pieniędzy, a część piłkarzy cierpi na syndrom „nasyconych kotów”. Pomysł na zatrudnienie wielu doświadczonych i nie tanich zawodników się nie sprawdził? Płacicie za dużo patrząc także w kontekście tego, jaki osiągnęliście wynik?

 

Nasze wynagrodzenia nie odbiegają od norm w 1.lidze. Na pewno nie są najniższe, ale też nie są najwyższe. Przyjęta polityka finansowa nie pozwala przekraczać odgórnie narzuconych norm. A przy doborze zawodników patrzyliśmy również na inne kwestie. Gen odpowiedniego charakteru, waleczności, sportowej ambicji. Oni nie grają tu tylko dla pieniędzy.

 

Optymizm i pozytywna energia, jaką emanuje trener Dariusz Dudek wpływa na cały klub?

 

Zachowujemy równowagę. Choć cieszę się, ze trener tryska optymizmem. On w trudnych momentach jest potrzebny. Myślimy pozytywnie, pracujemy nad głową, bo strona mentalna jest bardzo istotnym elementem. Ja wiem, że utrzymanie powinniśmy sobie zapewnić wcześniej. Ale mamy stabilność w wynikach, na boisku prezentujemy się ostatnio dobrze, więc możemy czuć się dość pewnie, na tym budować swoją nadzieję. Ostatnie 10 meczów to tylko jedna porażka. To pokazuje, że z dyspozycją zespołu nie jest źle. Zrobiliśmy wszystko na co mamy wpływ, aby dobrze przygotować się do tego meczu.

 

Żałujesz dziś, że w tamtym sezonie powierzyliście drużynę Jackowi Paszulewiczowi? Patrząc również na jego nieudaną misję w Widzewie?

 

Nie. Każdy nasz wybór miał swoje uzasadnienie. Gdyby było inaczej, mógłbym sobie coś zarzucać. Taki był plan i absolutnie nie mam do niego żadnych zastrzeżeń. Bez względu na ostatnie wydarzenia uważam, że Jacek to będzie w przyszłości bardzo wartościowym trenerem.

 

Cokolwiek się nie wydarzy, opinia publiczna będzie pewnie wymagać od was transferów. Ale przecież tych ostatnio było dużo. W mojej opinii za dużo. A zatem? W którą stronę pójdziecie?

 

Stabilizacji. To dla tego klubu będzie najważniejsze. Chcemy jak najmniejszej liczby zmian. To w tej chwili GKS-owi jest najbardziej potrzebne.

 

WYNIKI I TABELA FORTUNA 1 LIGI