Kariera 22-latka przebiegała bardzo spokojnie. Jego rywale, przynajmniej na papierze, nie byli wymagający. Pięciu z sześciu z nich miało ujemny rekord w trakcie walki z Bennem, który dopisywał kolejne zwycięstwa - głównie na punkty. Podobnie miało być w sobotę, kiedy po drugiej stronie ringu stanął Hallett.

 

Mało kto stawiał na tego "journeymana", który stoczył 15 zawodowych walk, przegrywając każdą z nich. W Stevenage doszło jednak do sensacji i sporego szoku. W czterorundowym starciu triumfował właśnie Hallett. Sędzią ringowym, a zarazem punktowym, był Kieran McCann, który wypunktował 39:37 dla 31-latka.

 

Dla Benna, syna byłego mistrza świata, była to pierwsza porażka w karierze.

 

Nigel Benn walczył na przełomie lat 80' i 90'. W 1990 roku sięgnął po tytuł mistrza świata WBO w wadze średniej, pokonując przez techniczny nokaut Douga Dewitta. Obronił go tylko raz, a później przegrał przez TKO z Chrisem Eubankiem, co było dla niego sygnałem, by szukać szczęścia w innej dywizji. W 1992 roku stanął przed szansą sięgnięcia po pas mistrzowski WBC w wadze superśredniej. Skorzystał z niej, pokonując Mauro Galvano. Tytuł stracił dopiero 4 lata później, a po trzech porażkach z rzędu zakończył karierę.

 

Na zawodowych ringach walczy także drugi syn Nigela - Conor (14-0, 9 KO).