Marcin Feddek: Czy kiedykolwiek trener przeżył coś takiego jak w Częstochowie?

 

Mirosław Smyła: Trzeba będzie zrobić echo serca... Tak całkiem szczerze to ten rok obfituje w takie szalone wydarzenia w piłce nożnej, patrząc od samej góry, czyli Ligi Mistrzów. Futbol znowu wraca do łask. Mamy często narzekania na poziom, na inne składowe, a tu nagle jest tyle pięknych emocji i telewizja to pokazuje. To jest naprawdę lepsze niż filmy hollywoodzkie. Na koniec trzeba jednak uważać na serce, bo pięćdziesiątka się zbliża. Nie przeżyłem czegoś takiego, emocje były ogromne.

 

(...)

 

Tomasz Łapiński: Dla mnie najbardziej kuriozalne w całym dwumeczu GKS - Bytovia i Raków - Wigry było to, że gdyby Wigry strzeliły gola na 2:1 np. w 70. minucie, to Witan nie szedłby w Katowicach w pole karne. Prawdopodobieństwo zaistnienia tych zdarzeń w jednym czasie było niezwykle małe, ale tak się jednak stało.

 

Mirosław Smyła: Ja pójdę jeszcze dalej. W ostatnich szesciu spotkaniach przeciwko nam były dyktowane rzuty karne. I powiedziałem przed meczem, że ciekawe jest czy z Rakowem także będzie jedenastka. Sędzia Jarzębak miał okazję, żeby podyktować karnego... dla nas, który mógł nam dać prowadzenie 2:0 i ja mówiłem, że to jest niemożliwe, żeby szczęście tak nie sprzyjało. Okazuje się, że w perspektywie całego meczu, gdybyśmy prowadzili 2:0 czy 3:0 i mecz by się kończył, to nie wierzę, że bramkarzowi Bytovii chciałoby się iść w pole karne, żeby strzelić gola. To się tak samo ułożyło.

 

Cała dyskusja w załączonym materiale wideo.