Od 2014 roku trudno znaleźć nazwisko Bartman na najszerszej nawet liście reprezentantów Polski. Dlaczego kolejni selekcjonerzy  "zapomnieli" o istnieniu tego zawodnika? 
 
– Nie było mnie nawet w grupie 68 siatkarzy. Okazało się, że jestem 69. siatkarzem Polski. Teraz w Rzeszowie myślę o koszulce z numerem 69. – powiedział siatkarz, nawiązując do bardzo długiej listy zawodników, którą ogłosił w marcu 2017 roku ówczesny selekcjoner biało-czerwonych Ferdinando De Giorgi. – Widocznie albo jestem za słaby, albo jestem "siatkarską dżumą" – dodał. 
 
– Doszedłem do własnych wniosków w tym temacie. Był taki okres, bodajże dwóch pierwszych lat, gdy mnie to bolało. Grałem w dobrych ligach i sportowo broniłem się za każdym razem, a jednak nie znajdowałem się na żadnej liście. Teraz myślę, że na siatkówce życie się nie kończy. Teraz mam trzy miesiące wakacji. Mogę pojechać z rodziną na wakacje i poświęcić czas na sprawy, na które nie miałbym czasu... Mam naprawdę dużo rzeczy do zrobienia – przyznał Bartman. 
 
Siatkarz wrócił wspomnieniami do okresu, gdy grał w drużynie narodowej. Występował w niej w latach 2008–13 i wywalczył złoto mistrzostw Europy (2009), srebro Pucharu Świata (2011) oraz złoto (2012) i brąz (2011) Ligi Światowej. 
 
–  Miałem piękną przygodę z reprezentacją. Udało się zdobyć cztery medale, z czego dwa złote. Trafiła mi się nawet indywidualna nagroda dla najlepszego atakującego na Lidze Światowej. Miałem więc ten swój piękny moment, który przeżyłem i który sprawił, że to życie sporowca nabrało rumieńców. Co innego jest być sportowcem i nigdy nie zagrać w reprezentacji, albo być w niej epizodycznie. Grałem w tej reprezentacji przez sześć sezonów, wygrywaliśmy, a ja przez pewien czas byłem w tej drużynie pierwszoplanową postacią. 
 
– Gdy przestałem być powoływany do kadry, myślałem, że moje życie stało się puste, że czegoś zabrakło. Myślałem, że to, co najpiękniejsze dla każdego sportowca, czyli reprezentowanie barw narodowych, już mnie omija. Czułem się pusty. Dzięki wsparciu żony udało mi się przemyśleć pewne tematy i przewartościować parę rzeczy w głowie. Teraz patrzę na to z innej perspektywy. Super, że to się wydarzyło w moim życiu, bo to był piękny okres i mam z niego praktycznie same dobre wspomnienia. Teraz jest inny okres w moim życiu i też mam z niego mnóstwo bardzo dobrych wspomnień – przyznał siatkarz.
 
Szczyt swej reprezentacyjnej kariery osiągnął Bartman za kadencji trenera Andrei Anastasiego.
 
– Anastasi dostał mnie w odpowiednim momencie. Byłem zawodnikiem młodym, ale już ogranym. Dobrze wyglądałem fizycznie i sportowo. Postawił na mnie i dał mi możliwość zbudowania pewności w reprezentacji. Nie raz to nie wychodzi, w tym przypadku to się jednak udało i wypaliło. Wydaje mi się, że taki był pomysł Anastasiego na mnie – powiedział siatkarz.
 
Bartman był jedną z czołowych postaci tej kadry. To, co wydarzyło się na początku września 2013 roku uznano więc za ogromną sensację. Anastasi skreślił Bartmana ze składu na mistrzostwa Europy, które rozgrywano wówczas w Polsce i Danii. Selekcjoner postawił na dwóch innych atakujących: Jakuba Jarosza i Grzegorza Boćka. Jak tamtą decyzję wspomina sam zawodnik?
 
– Co się stało z Anastasim? Nie wiem. Było to dla mnie zaskoczeniem, że on podjął taką decyzję. Nigdy na ten temat z nim nie rozmawiałem. Kiedy spotykałem się z nim regularnie, grając we Włoszech, nie byłem gotowy na tę rozmowę. Myślę, że on też nie chciał poruszać tego tematu – stwierdził Bartman i dodał: – Bardzo duży wpływ na tę decyzję miała grupa zawodników z reprezentacji, którzy po prostu nie chcieli ze mną grać i rozmawiali na ten temat z Anastasim.
 
Rozmowa w załączonym materiale wideo. Cały odcinak na kanale "Prawda Siatki".