W serii półfinałowej Polskiego Cukru (drugie miejsce w rundzie zasadniczej) ze Stelmetem (trzecie) stawiałem co prawda 3:0 dla torunian, ale nawet ja jestem zaskoczony, jak łatwo to ostateczne 3:0 temu zespołowi przyszło. Często używa się ciągle w sporcie mocno wyświechtanego zwrotu, że ktoś gra „pod czyjeś dyktando”. Termin mocno przestarzały, a ponadto rzadko adekwatny, ale jednak wpadł mi ponownie do głowy, kiedy myślałem o tym, jak torunianie w półfinale rozprawili się do zera z czterokrotnym mistrzem Polski. Rzeczywiście, wiele rzeczy zielonogórzanom podyktowali.

 

Widać to było na boisku w meczu 3 w Zielonej Górze w środę (torunianie wygrali 86:81), zwłaszcza kiedy uważnie obejrzało się poprzednie dwa mecze. Podstawowe elementy planu trenera Dejana Mihevca były znakomicie widoczne. Tak zwane „atakowanie”, czyli głównie gra jeden na jednego, Przemysława Zamojskiego i Łukasza Koszarka, weteranów Stelmetu, było wykonywane znakomicie. To właśnie po takich akcjach Łukasz Wiśniewski zdobył w pierwszej kwarcie 10 punktów, a Rob Lowery czy Michael Umeh tworzyli przewagi dla siebie czy kolegów. Stelmet nie zmieniał obrony na strefową, a kiedy próbował chować tych obrońców przy kolejnych zawodnikach, ci także nękali zielonogórzan.

 

Do tego dochodziła ponownie kluczowa cecha toruńskiej drużyny - każdy z tych 10 grających ma swoje 5-10 minut, w których jest pierwszoplanową gwiazdą. Tak było i w środę, kiedy i w ataku, i w obronie pokazał się każdy, a najmniej akurat tego dnia jeden z liderów zespołu, pierwszopiątkowy reprezentant Polski Aaron Cel. Wszyscy pozostali zdobyli co najmniej cztery punkty, a nikt więcej niż 17. Wszyscy wyszli z hali zadowoleni, czego nie można było powiedzieć o żadnym z zawodników Stelmetu, nawet po trzeciej kwarcie, kiedy jeszcze sprawa wyniku była otwarta.

 

Pozostanie pytaniem bez odpowiedzi, czy Stelmet - w tym składzie personalnym - w tej rywalizacji mógł zrobić więcej. Trzeba przypomnieć, że ponownie - jak rok temu, kiedy zajął dopiero czwarte miejsce - w tej serii nie mógł liczyć na ważnych kontuzjowanych graczy. Tym razem chodzi głównie o Kodiego Justice’a, a w dużo mniejszym stopniu Jarosława Mokrosa, którego trener i tak nie widział w rotacji. Co więcej, nie udało się wzmocnić drużyny przed końcem okna transferowego, bo dołączył tylko Thomas Kelati, który z powodu kontuzji i spraw osobistych praktycznie nie zagrał w ogóle.

 

To wszystko oczywiście nie były główne przyczyny, ale trzeba o tym pamiętać. Bo według mnie zielonogórzanie, marzący w tym sezonie o powrocie na tron, w play-off po prostu nie mieli sportowych atutów. Nie byli nimi już mający 33-35 lat dawni wielcy mistrzowie Polski, nie byli nowi zawodnicy-weterani, ani młodzi obcokrajowcy. Nie był tym dodatkowym atutem także najlepszy Polak w lidze Michał Sokołowski. Z pewnością nie był nim także sztab trenerski z Igorem Jovoviciem na czele, mający za sobą medale w Lidze Adriatyckiej i awans do Bundesligi. Nie udało mu się wprowadzić do tego półfinału żadnego zaskoczenia dla rywali. Wyglądało na to, że w każdym z trzech dni, kiedy były mecze, oni pisali dyktando, cedzone spokojnie do ucha przez toruńskich trenerów i koszykarzy…

 

Obrazek dnia: Darko w dwóch czapkach

 

W drugiej połowie meczu 3 tego półfinału torunianie mieli spore kłopoty z trafianiem do kosza, mimo wielu dobrych pozycji na obwodzie. Wydawało się, że Stelmet jest w stanie ten mecz odwrócić w drugiej połowie. Nie mógł tego zrobić jednak bez swojego centra Darko Planinicia, który wiele razy podczas tego sezonu był nie do zatrzymania, ale w play-off - poza pierwszym meczem ćwierćfinału - grał pasywnie.

 

Jednak w czwartej minucie trzeciej kwarty Planinić w zasadzie się skończył. Został w sensie dosłownym zablokowany. Po dobrej akcji dostał piłkę pod koszem, ale poruszając się bardzo wolno najpierw dostał „czapę” od Damiana Kuliga, a kiedy złapał piłkę ponownie - od mierzącego 25 cm wzrostu mniej rozgrywającego torunian Roba Lowerego. Od tego momentu Planinić - reprezentant Chorwacji, były gracz klubów Euroligi - w tym meczu się już nie liczył.

 

Środa w półfinale play-off Energa Basket Ligi:

 

Stelmet Enea BC Zielona Góra - Polski Cukier Toruń 81:86, stan rywalizacji 0:3, Polski Cukier Toruń awansował do finału

 

W czwartek grają:

 

Anwil Włocławek - Arka Gdynia, stan rywalizacji 1:2, transmisja w Polsacie Sport Extra o godz. 17.30

 

WYNIKI I TERMINARZ EBL