To będzie powrót roku w polskiej siatkówce?

Siatkówka

Szalony, niepokorny, z niewyparzonym językiem. Na boisku wulkan energii, lider, który ciągnie drużynę. Nie zawsze potrafi się dogadać z kolegami lub trenerem. Zmienia kluby jak rękawiczki. O kim mowa – to „łatka”, jaką już wiele lat temu przypięto Zbigniewowi Bartmanowi. Niepokorny siatkarz po latach gry za granicą wraca do polskiej ligi. Czy się zmienił? Co i komu chce udpowodnić? O to m.in. zapytał "Zibiego B" Jerzy Mielewski w najnowszym odcinku "Prawdy Siatki".

Bartman zawsze potrafił mówić ładnie i z sensem. Wywiad, jakiego udzielił dziennikarzowi Polsatu w programie "Prawda Siatki" to absolutny hit. Polecam wszystkim fanom siatkówki. Kilka fragmentów już cytowaliśmy – m.in. o konflikcie z Michałem Kubiakiem (znajdziesz TUTAJ), o tym, że z kadry musiał odejść głównie dlatego, że nie chcieli go koledzy z drużyny (znajdziesz TUTAJ).

 

Mielewski zapytał też Bartmana, czy się zmienił, czy wyciągnął wnioski i czym sam widzi, że popełniał błędy. 

 

- Ja zdaję sobie sprawę, że mój sposób bycia może nie każdemu odpowiadać. Jak byłem młodszy, to zrobiłem dużo różnych głupot. Chociażby, gdy wróciłem do Polski i grałem w Częstochowie, myślałem, że jestem panem świata. Wtedy chciałem konfrontacji, szukałem jej. Uważałem, że jak się w tym garnku miesza, jak jest wrzenie, to lepiej dla dyscypliny. Rozumiem, że wtedy wiele osób mogło sobie o mnie wyrobić jakąś błędną opinię - przyznaje Bartman. 

 

- Czy Ty się zmieniłeś, czy nadal jesteś pochodnią, która płonie na boisku - zapytał Mielewski o postawę boiskową.  

 

- To jak, przy pytaniu o poziom sportowy (Bartman twierdzi, że fizycznie jest lepszy niż był, a lata gry za granicą wiele mu dały, ale wszystko ocenią kibice - przyp.red). Nie chcę za wiele mówić, ludzie sami ocenią, gdy mnie zobaczą. Wiem kim jestem, co potrafię. Przychodzę z bardzo dużym bagażem doświadczeń. Nowych, złych, dobrych. Jestem przekonany, że to procentuje nie tylko na boisku, ale też w życiu osobistym. Już niebawem wszyscy się przekonają, jaki teraz jestem - dodaje Bartman, który przyznaje, że od prezesa Resovii, swego kolegi z reprezentacji i klubu Krzysztofa Ignaczaka, dostał zadanie, by ten ogień, z którego jest znany, wskrzesić w rzeszowskim zespole. 

 

- To będzie duże brzemię do udźwignięcia, zwłaszcza po takich trzech sezonach, jakie miała ostatnio Resovia. Oczekiwania kibiców będą ogromne - przyznaje Bartman. - Ale to jest część sportu, trzeba sobie umieć z tym poradzić. Będę chciał zrobić w tym temacie maksa, ale też muszę uważać, bo bardzo łatwo przesadzić. Trzeba będzie to ładnie wyważyć, by wszystko miało ręce i nogi - zapowiada atakujący. 

 

- Czy mam coś do udowodnienia? Ja mam 32 lata. W siatkówkę zagrałem pewnie ponad 1000 meczów, gram od ponad 20 lat. Występowałem na wszystkich kontynentach, na których są profesjonalne ligi. Co ja mam udowaniać? Że wciąż umieć grać w siatkówkę? Jeśli to - pokażę, że nadal umiem. Że nie jestem jeszcze stary? Tak nie jestem stary - to będzie widać. Czy mi na tym etapie kariery jest potrzebne czyjeś uznanie? Nie. Co najwyżej syna, czy jestem dobrym ojcem i żony, czy jestem dobrym mężem - dodaje Bartman, który bardzo dojrzale odpowiada na pytania o to, jak rozwiąże kwestię znajomości z boiska z prezesem i trenerem Resovii.  

 

- Na pewno nie możemy być na stopie koleżeńskiej. W momencie, gdy mam na sobie jakąkolwiek koszulkę z logiem Resovii to jest dla mnie Pan prezes Krzysztof Ignaczak i Pan trener Piotr Gruszka. Nasze relacje muszą być zawodowe, bo inaczej bardzo łatwo się pogubić. Z "Gruchą" i "Igłą", jak mogę się oczywiście spotkać, ale tylko na stopie prywatnej, gdy nie jesteśmy w pracy. Ale do momentu, gdy będziemy współpracować, dystans musi być utrzymany i ja ten dystans będę się starał utrzymać - mówi Bartman (TUTAJ znajdziecie tę wypowiedź, a także opinię Zibiego na temat drużyny, jaką Gruszka i Ignaczak budują w Rzeszowie).  

 

- Kiedyś dla mnie życie zaczynało się i kończyło na siatkówce. Teraz wiem, że są dużo ważniejsze sprawy. Oczywiście proszę źle mnie nie zrozumieć. Siatkówka to praca, ale nie traktuję tego, jak pójścia do fabryki. Gdyby tak było, nie mógłbym już grać. Bo w sporcie musisz mieć tę pasję i ogień w sobie, by walczyć o kolejny, lepszy wynik. Ale ważne, by sobie uświadomić, że jak przydarzy się jakieś niepowodzenie, to nie jest koniec świata, bo ja mam do kogo wracać - mówi Bartman. 

 

Ładne? Pewnie. Dojrzałe? Na 100%. A ogień wciąż jest? Aż nadto. Nie wiem, jak Wy, ale ja już czekam z wypiekami na twarzy na pierwszy mecz Bartmana. Takie postaci to sól sportu, sól rywalizacji, koloryt ligi. 

 

A może Zibi, choć mówi, że to rozdział zamknięty, powalczy jeszcze o powrót do kadry. To byłaby historia. 

 

Cały odcinek "Prawdy siatki" znajdziecie TUTAJ

Robert Małolepszy, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze