Wilder czy Tyson? Kto większym puncherem? A może Foreman?

Sporty walki
Wilder czy Tyson? Kto większym puncherem? A może Foreman?
Fot. PAP

Deontay Wilder już w pierwszej rundzie znokautował w Nowym Jorku Dominicka Breazeale’a i znów zaczęto szukać bijących równie mocno jak on. Żeby takiego znaleźć trzeba jednak sięgnąć wstecz. Bo dziś nikt z czołówki wagi ciężkiej nie ma takiej bomby, jak mistrz organizacji WBC. Z kim zatem może się równać Wilder? Czy miałby szansę z Mike'em Tysonem?

Anthony Joshua, posiadacz trzech mistrzowskich pasów (WBA, IBF, WBO) jest wprawdzie wielkim atletą, silnym i sprawnym, ale takiego pojedynczego uderzenia jak Wilder nie ma. Nie mówiąc już o Tysonie Furym, który w ubiegłym roku był przecież bliski pokonania króla nokautu z Alabamy. Co więcej, Fury dwukrotnie leżał na deskach, za drugim razem wydawało się, że się nie podniesie, ale on nie tylko wstał, ale ruszył jeszcze do ataku. Tyle, że pojedynczej bomby, a la Wilder, też nie ma.

 

Mike Tyson miał, co do tego nie ma wątpliwości, choć najczęściej bił ciosy w kombinacji.

 

George Foreman też miał, wystarczy przypomnieć jego pojedynek z 1994 roku, gdy jednym prawym znokautował w Las Vegas Michaela Moorera i odebrał mu mistrzowskie pasy, zostając najstarszym mistrzem wagi ciężkiej w historii zawodowego boksu. Miał prawie 46 lat.


Ale jeszcze większe wrażenie zrobił na mnie młody, 24-letni wtedy Foreman, gdy masakrował w Kingston na Jamajce wielkiego Joe Fraziera. Po prostu ciosy Foremana wyrywały Fraziera z butów. Wyglądało to nierealnie, ale tak było. Frazier sześć razy padał na deski, walkę przerwano w drugiej rundzie.


No i jeszcze Sonny Liston. Przypomina mi się rozmowa sprzed lat z Angelo Dundee na Florydzie. Dundee powiedział dosłownie, że Liston udusiłby Evandera Holyfielda jak kota. Nie uściśliłem co miał dokładnie na myśli, domyślam się, że chodziło o siłę Listona, który bił faktycznie bardzo mocno, ale Alemu w obu walkach krzywdy nie zrobił, a w rewanżu sam przegrał przed czasem. Podobnie zresztą jak Foreman, znokautowany w Kinszasie przez Alego.


I myślę, że jeśli dojdzie do walki Wilder- Joshua, to będzie podobnie. Wilder nie zrobi krzywdy Anglikowi, i przegra pojedynek, kto wie, może nawet przed czasem.


Co do siły ciosów, bardzo mocno bili też bracia Kliczko. Jedni mówili, że mocniej młodszy Władimir, inni wyżej cenili Witalija. Przemek Saleta, który z nimi sparował powiedział mi, że z młodszym może sparować codziennie, ale ze starszym nie ma ochoty.- Gdzie uderzy, tam boli –mówił mi przed laty, i wiem że nie żartował.


Pytałem kiedyś Larry’ego Holmesa, czy Earnie Shavers był najmocniej bijącym z jego rywali i tylko się uśmiechnął. – Nie mógł mnie trafić – odpowiedział z uśmiechem. Pierwszą walkę w 1978 roku Holmes wygrał na punkty, drugą, rok później, przed czasem. O Tysona już nie zapytałem, wystarczy obejrzeć ich walkę z 1988 roku, skończyła się w czwartej rundzie.

 

Dziś królem nokautu w wadze ciężkiej bez dwóch zdań jest Wilder, i tu nie chodzi nawet o jego rekord (41-0-1, 40 KO). Po prostu gasi rywali jak świeczki. Jest inny niż wszyscy znani puncherzy. Tyson i Rocky Marciano byli krępi, niewysocy, mieli krótkie ręce.


Foreman był siłaczem, podobnie jak Liston, który miał przy tym niesamowity zasięg i znakomity lewy prosty. Młodszy Kliczko z kolei był modelowym atletą, starszy twardzielem z tytanu, no i mają po dwa metry.


Bardzo mocno bił też Lennox Lewis, wielka, czarna pantera. Poruszał się jak kot. Pozornie ospały, w ułamku sekundy wyrzucał z siebie skumulowaną energię. Kiedy przyjechał pod koniec 1987 roku na Turniej F. Stamma do Warszawy stoczył kilka rund sparingowych z naszymi pięściarzami. Po kilku uderzeniach zdejmowali rękawice: kopie jak koń – mówili.


Wilder też jest atletą. 201 cm wzrostu, 211 cm zasięgu, a przy tym niesamowita motoryka. Ma bardzo szczupłe nogi i szerokie bary. Jest cierpliwy i potrafi czekać na okazję. Ustawi dystans lewym prostym, namierzy laserem i wyrzuca rakietę z prawej. I jak trzeba pójdzie za ciosem, ma instynkt zabójcy.

 

Te cechy sprawiają, że jest bardzo niebezpieczny, ale gdyby spotkał się z Tysonem z drugiej połowy lat 80 –tych nie postawiłbym na niego. Foreman też by go pokonał, myślę że Lewis również. Ale to tylko gdybanie, tak samo jak dyskusja, kto bił najmocniej.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze