Frasunkiewicz: Więcej "brudnych" zagrań w życiu nie widziałem

Koszykówka

Koszykarze Anwilu pokonali we Włocławku Arkę 90:85 w czwartym meczu półfinałowym ekstraklasy i wyrównali stan serii play off na 2-2. - Więcej "brudnych" zagrań w życiu nie widziałem - ocenił trener gości Przemysław Frasunkiewicz. Decydujące spotkanie w niedzielę w Gdyni.

Zawodnik gdynian James Florence robił co mógł, żeby to jego drużyna zagrała w finale, ale nawet jego 38 punktów nie wystarczyło do przechylenia szali zwycięstwa na korzyść Arki. Niesieni dopingiem czterech tysięcy kibiców obrońcy tytułu byli w najważniejszych momentach pewniejsi, wybierali lepsze rozwiązania, grali bardziej przemyślanie. Florence chciał momentami wygrać spotkanie sam – czasami rzucając prawie z połowy boiska. To on jednak utrzymywał przez długi czas swój zespół w grze.

 

Wyraźnie rozgoryczony szkoleniowiec gdynian zwracał uwagę na brutalne - jego zdaniem - zagrania zawodników Anwilu.

 

- Nie wiem, co mam powiedzieć. Może dam jakiś wywiad, żeby cała Polska go wzięła? Wskakiwanie na plecy, wystawianie kolan. Nie jesteśmy w stanie wygrać, gdy dzieją się takie rzeczy. Rewelacja - ironizował były reprezentant Polski, a po chwili dodał: "Bez sensu".

 

Dopytywany przez dziennikarzy, czy w tym ostatnim stwierdzeniu miał na myśli pracę sędziów, nie potwierdził takiego przypuszczenia, ale jego słowa brzmiały dość jednoznacznie.

 

- Trener Igor Milicic przed tą serią mówił, że gramy fizycznie, itd. A co jest na boisku? To widać. Co robi Szymon Szewczyk, gdy wystawia kolana co mecz? Nie będę tego wyliczał, bo to nie ma sensu - podkreślił Frasunkiewicz.

 

Dodał, że jeżeli jego zespół jest oceniany jako grający "brudno", to wydarzenia w hali we Włocławku pozwalają na stwierdzenie, że to żart.

 

- Jeżeli Joshua Bostic dostaje trzy razy łokciem w twarz, to nie wiem na czym mamy się skupić w piątym meczu. Zagraliśmy to, co mogliśmy. Mi się podoba jak gramy, bo gramy dobrze. Jesteśmy zaangażowani w mecz na sto procent - dodał.

 

Jego koszykarz Jakub Garbacz podsumował mecz we Włocławku jednym zdaniem. - Skupiamy się na meczu niedzielnym, dziękuję bardzo - powiedział do dziennikarzy.

 

W zdecydowanie odmiennych humorach byli przedstawiciele Anwilu, który u siebie z 0-2 doprowadził do 2-2.

 

- Mieliśmy dziś wzloty i upadki, ale jest 2-2. W całym sezonie jest jednak nadal 5-2 dla Arki. Szkoda, że nie gramy ostatniego meczu u siebie. Do niedzieli wszystko może się zdarzyć. Kto wie, co się stanie. Nasi kibice nawet na wyjeździe mogą nam pomóc - wskazał trener Milicic.

 

W zespole włocławian kolejny świetny mecz w półfinale rozegrał Aaron Broussard, który uzyskał 25 punktów, a przede wszystkim raz po raz rajdami rozrywał obronę gości.

 

Jarosław Zyskowski ocenił, że jego zespół po przegranej 10 punktami pierwszej połowie "wrócił do meczu charakterem".

 

- Jest 2-2 i jedziemy na piąty mecz do Gdyni. Rok temu też było 2-1 dla Stelmetu i też nas wszyscy skreślali, jak w tej serii przy 2-0 dla Arki. Mam nadzieję, że po raz kolejny pokażemy na co nas stać - zaznaczył Zyskowski.

 

Na zwycięzcę tej pary w finale czeka już Polski Cukier, który w drugim półfinale ograł zielonogórski Stelmet 3-0.

 

WYNIKI I TERMINARZ EBL

MC, PAP
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze

Przeczytaj koniecznie