2 lipca 1939 na szczycie Nanda Devi East stanęli dwaj z czterech uczestników pierwszej polskiej wyprawy w Himalaje - 34-letni Jakub Bujak oraz 29-letni, najmłodszy w grupie Janusz Klarner. Był to wówczas szósty pod względem wysokości zdobyty szczyt oraz rekord wysokości polskich wspinaczy.

 

Wejście miało charakter pionierski, bo na wierzchołku wschodnim nigdy wcześniej nie stanął człowiek. Główny szczyt Nanda Devi zdobyli w 1936 r. Brytyjczycy, którzy zarządzali wówczas terytorium Indii.

 

W Himalaje Garhwalu pojechali także 42-letni Adam Karpiński, kierownik wyprawy mający największe doświadczenie wysokogórskie (wspinał się m.in. w Andach), lotnik i konstruktor, oraz 32-letni Stefan Bernadzikiewicz, taternik, uczestnik ekspedycji na Spitsbergen, Grenlandię i Kaukaz. Obydwaj zginęli 18 lipca w lawinie na pobliskim szczycie Tirsuli (7074 m). Ich ciał nigdy nie odnaleziono.

 

Losy Bujaka i Klarnera też były tragiczne. W trakcie powrotu z Indii statkiem do Polski dowiedzieli się o wybuchu II wojny światowej. Bujak jako żołnierz polskiej armii, przez Rumunię, trafił do Anglii. Jako konstruktor silników odrzutowych został zatrudniony w tajnym, doświadczalnym dziale Rolls-Royce'a. Gór nie porzucił i każdą wolną chwilę spędzał na wspinaczce.

 

Zawsze chciał wrócić do Polski, gdzie zostały i przeżyły wojnę żona oraz córka. 5 lipca 1945 r. w przeddzień wyjazdu zginął wraz z wspinaczkową partnerką w nadmorskich skałach Kornwalii. Ciał nie odnaleziono. Przyjaciele nie wykluczali, że za jego śmiercią stała wielka polityka – był cennym "źródłem" dla wywiadu brytyjskiego, jak i radzieckiego.

 

Klarner walczył w powstaniu warszawskim i działał w konspiracji. Po wojnie prowadził warsztat samochodowy w Warszawie. 17 września 1949 r. wyszedł z mieszkania i ślad po nim zaginął. Ze względu na działalność w czasie wojny interesował się nim Urząd Bezpieczeństwa PRL. Jego dzienniki z wyprawy ujrzały światło dzienne dopiero w 1956 r.

 

Ze względu na tragiczne losy uczestników wyprawy z 1939 r. oraz nazwę góry mówi się w środowisku alpinistycznym o klątwie Nanda Devi. Nanda jest jednym z przydomków hinduistycznej bogini śmierci Kali, żony Siwy (Devi to po angielsku bogini).

 

Zdaniem kierownika obecnej wyprawy Jarosława Gawrysiaka, członka kadry narodowej i uczestnika programu Polski Himalaizm Zimowy im. Artura Hajzera, Nanda Devi East to nadal wymagający szczyt, na który wspinaczka jest sama w sobie celem sportowym, niezależnie od rocznicowego charakteru zaplanowanej z blisko dwuletnim wyprzedzeniem ekspedycji.

 

 - Nanda Devi East jest nadal wyzwaniem sportowym, mimo że od pierwszego wejścia na ten wówczas dziewiczy wierzchołek mija właśnie 80 lat. Bardzo wiele zależy od warunków pogodowych i śnieżnych. Na razie nie wiemy, jak sprawa wyglądać będzie w tym roku. Sami się przekonamy już za chwilę. Czasami grań, po małych opadach śniegu zimą, jest odsłonięta, przez co wspinaczka staje się jeszcze trudniejsza, bo skała jest bardzo krucha. Przy dużych opadach śniegu nie widać natomiast bardzo trudnych progów. Wyzwaniem jest też sama wielokilometrowa grań na wysokości 6000 m. Uważam, że przed planowanym na sezon 2020 zimowym K2 to bardzo dobry trening i właśnie po to zabieramy dwóch wspinaczy młodego pokolenia - tłumaczył Gawrysiak.

 

Uczestnik zimowej wyprawy na Broad Peak z 2013 roku (pierwsze wejście Adam Bielecki, Artur Małek, Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski; dwaj ostatni pozostali na szczycie na zawsze) będzie się wspinał m.in. z doświadczonymi himalaistami Rafałem Fronią, Dariuszem Załuskim oraz... wnukiem pierwszego zdobywcy Jakuba Bujaka - Janem Lenczowskim.

 

 - Na walkę z górą przeznaczamy cały czerwiec, choć nie jest to najlepsza pora. Będziemy na granicy przyjścia monsunu, ale tak się ułożyły możliwości realizacji wyprawy. Jak monsun przyjdzie wcześniej, to będziemy mieć kłopoty jak chłopaki w 1939 roku, gdy już po jego nadejściu wchodzili na szczyt przy wielkich opadach śniegu. Każdy ma z tyłu głowy opowieść o klątwie Nanda Devi. Zrobimy jednak wszystko, by było skutecznie i bezpiecznie. Ta wyprawa to pomysł Stanisława Pisarka, właściciela praw do wydanych wspomnień Klarnera. Przygotowywaliśmy się do niej od dwóch lat. Od roku intensywnie, gdy wykupiliśmy zezwolenie. Ostatnie dwa miesiące prace organizacyjne szły pełna parą – dodał.

 

Lenczowski, syn Magdaleny Bujak-Lenczowskeij, narciarki, medalistki mistrzostw Polski i zimowej Uniwersjady (1962), 10 lat temu zorganizował pierwszą rocznicową wyprawę na Nanda Devi East, w 70. rocznicę wejścia dziadka i Klarnera. Jej uczestnicy dotarli do wysokości 6900 m.

 

 - Byłem pomysłodawcą tamtej próby, w której uczestniczył m.in. Marcin Miotk, pierwszy polski zdobywca Everestu samotnie i bez tlenu (2005 - PAP). Było krucho na grani i bardzo mało miejsca na postawienie namiotu. Mieliśmy też trudności w asekuracji, a wejście przekreśliły także choroby. Pozostał niedosyt i stąd ponowna wyprawa. Towarzyszą jej inne emocje, ale to nadal przeżycie. Mam więcej doświadczenia wspinaczkowego w górach wysokich, Pamirze, Hindukuszu, choć może forma fizyczna będzie inna niż 10 lat temu, gdy miałem 32 lata. Atutem obecnej ekspedycji jest silna, duża ekipa - zaznaczył Lenczowski.

 

Jak wskazał, jego przygoda z górami trwa od dzieciństwa.

 

 - Babcia mieszkała w Zakopanem, gdzie spędzałem wszystkie ferie i wakacje. Słyszałem w rozmowach rodzinnych o dziadku, ale zainteresowałem się Nanda Devi już jako dorosły. Pamiętam, że jak byłem mały to... nie chciałem chodzić po Tatrach, ale rodzice mnie "katowali" - powiedział wnuk Bujaka.

 

Wyprawa z 1939 r. stała się też inspiracją dla reżyserki, operatorki i dokumentalistki Anny T. Pietraszak, autorki ponad 190 filmów. Wszystko za sprawą jednej informacji z pamiętników Klarnera - o znalezieniu w lawinisku pod Tirsuli, gdzie zginęli Bernadzikiewicz i Karpiński, buta i pokrywy od kamery.

 

W 1989 r., pół wieku po zdobyciu szczytu, powstał w telewizji polskiej pierwszy film o Nanda Devi East. Przed 80. rocznicą kolejny - "Orłem być", w którym Pietraszak wykorzystała archiwalny, 11-minutowy zapis z 1939 r. Filmu szukała w Wielkiej Brytanii przez kilkanaście lat, bo ślady po nagraniu wiodły do Bujaka, który tam spędził wojnę.

 

 - Pomyślałam, że jeśli była pokrywa kamery, to musiał być jakiś ruchomy obraz. Dzięki pomocy filmologa, mieszkającego w Szwecji pana Kwiatkowskiego dowiedziałam się, że w British Film Institute znajduje się jakaś puszka zatytułowana Himalaya 1939. Okazało się, że pudełko było puste, ale trafiłam na wspaniałych archiwistów, pasjonatów, którzy przez blisko 17 lat szukali nagrania. To był czarno-biały negatyw 35 mm. Przegrano go na zapis cyfrowy. Bernadzikiewicz był fotografikiem i filmowcem, więc to zapewne jego pomysł, by jechać z kamerą. Zdjęcia są unikatowe, bardzo dynamiczne, piękne, szczególnie spod grani. Ciekawe są także te dokumentujące drogę do bazy, ówczesnych ludzi i środowisko geograficzne – powiedziała Pietraszak, która podkreśliła, że jej zdaniem nagranie trafiło do brytyjskich służb specjalnych Secret Service po tajemniczej śmierci Bujaka w Kornwalii, a stamtąd właśnie do Brytyjskiego Instytutu Filmowego.