"Najpierw te odważne i waleczne "lwy" pożarły w ćwierćfinale broniących tytułu Szwedów, a następnie z zimną krwią i bez żadnego respektu unicestwiły i doprowadziły do łez rozpaczy faworytów z Rosji" - skomentowały media w Finlandii i Szwecji.

 

"Mecz ten był pięknym pokazem hokeja, lecz też niesłychanie zażartym i wyrównanym spotkaniem, co odzwierciedla "piłkarski" wynik 1:0" - skomentował kanał fińskiej telewizji YLE.

 

Na kanale MTV3 - transmitującym mecz - stwierdzono, że chyba padł rekord oglądalności, chociaż wyniki nadejdą dopiero za dwa dni – w czwartek ćwierćfinał ze Szwecją oglądało 2,5 mln widzów, czyli prawie połowa mieszkańców Finlandii. "Półfinał wywołał z pewnością jeszcze większe zainteresowanie, a o rezultatach finału boimy się nawet pomyśleć" - mówili dziennikarze.

 

"Nasze "lwy" sprawiły gigantyczną sensację i wbrew jakimkolwiek typowaniom zagrają o złoty medal. Przed MŚ nikt nie dawał im szans, lecz w czasie turnieju obserwowaliśmy uszlachetnianie się półfabrykatu, który wysłaliśmy na Słowację. Mieliśmy być chłopcami do bicia, a teraz zagramy w finale ... Brak słów" - skomentował dziennik "Iltalehti".

 

W "Ilta Sanomat" podkreślono, że "to był kolejny show Finów, których ofiarą tym razem okazali się Rosjanie". Gazeta napisała, że "Finowie kompletnie zignorowali kandydata do złota, a także mylących się na korzyść Rosjan sędziów i wbrew wszystkim przeciwnościom wygrali".

 

"Przed rozpoczęciem MŚ - po masowych odmowach zawodników NHL - drużyna nazwana została przez nas "skuterem na autostradzie", lecz teraz już nie wiadomo jak określić ten zespół" - napisano.

 

"Ale numer! Finlandia w finale" - wykrzyczał "Hufvudstadbladet". Gazeta oceniła, że "idąca jak burza rosyjska maszyna doznała awarii, kiedy fińskie kije zablokowały szprychy".

 

W sąsiedniej Szwecji rozpacz po ćwierćfinałowej porażce z odwiecznymi rywalami przerodziła się teraz w zachwyt nad "fińskimi katami" niczym - jak ironizują media - syndrom sztokholmski.

 

Dziennik "Aftonbladet" zaznaczył, że pokonanie Rosji, pewnego wydawałoby się kandydata do złotego medalu - to naprawdę wielkie i szczególne osiągniecie. "Fińska saga o wiejskiej, półamatorskiej drużynie, która robi zamieszanie na wielkim turnieju trwa i wszystkim nam imponuje, a jej krytykowany przed MŚ za skład szef Jukka Jalonen okazał się jednak geniuszem" - oceniono.

 

W "Expressen" stwierdzono z kolei, że należy pozostawić urażoną dumę w szafie i czas uczyć się od Finów, bo "naprawdę zazdrościmy im łez szczęścia".

 

Komentatorzy kanału szwedzkiej telewizji SVT po syrenie kończącej mecz prawie się zakrztusili gratulując "zaszokowania Rosjan" i zasugerowali postawienie pomnika selekcjonerowi.

 

"Kiedy my wrzeszczeliśmy, włosy stawały nam dęba i dostawaliśmy gęsiej skórki, Jalonen stał nieruchomo pokazując lodowaty mózg szachisty, który pokonał naród mistrzów tej gry" - relacjonowali.