W sobotę Bayern Monachium stanął przed szansą wywalczenia dziewiętnastego Pucharu Niemiec w historii klubu. Swoje miał do zrobienia również "Lewy", który mógł zapisać na swoim koncie trzecie trofeum w swojej karierze - pierwsze zdobył reprezentując jeszcze barwy Borussii Dortmund (2012), a drugie dołożył już w Bayernie (2016). Ponadto Polak stał przed szansą, by po raz czwarty zostać królem strzelców tych rozgrywek. Do meczu na Olympiastadion w Berlinie przystępował z dorobkiem pięciu trafień i o jedno więcej miał tylko Pierre-Michel Lasogga z Hamburger SV.

 

Lewandowski stał również przed szansą, by wysunąć się na prowadzenie w rywalizacji strzelców wszech czasów w meczach finałowych niemieckich rozgrywek pucharowych

 

Co więcej, stawką spotkania, zdaniem niemieckich mediów, miała być również posada szkoleniowca "Bawarczyków" Niko Kovaca, którego akcje po odpadnięciu z 1/8 finału Ligi Mistrzów kosztem Liverpool FC znacznie spadły.

 

Pierwszą klarowną sytuację wypracowali sobie piłkarze z Lipska - w 11. minucie Yussuf Poulsen wyskoczył do dokładnego dośrodkowania z rzutu rożnego i celnie skierował piłkę w światło bramki, jednak Manuel Neuer intuicyjnie sparował piłkę na poprzeczkę.

 

Wynik został otwarty w 29. minucie, gdy David Alaba posłał piłkę głęboko w pole karne, a "RL9" w sobie tylko znany sposób skierował piłkę do bramki z iście niewygodnej pozycji. Wystarczy powiedzieć, że znajdował się on w odległości około jedenastu metrów od celu i w momencie uderzenia poruszał się w stronę środka boiska! Lewandowski został tym samym liderem, jeśli chodzi o gole strzelone w finałach Pucharu Niemiec - obecnie ma na koncie sześć trafień, a za jego plecami znajdują się Uwe Seeler i Gerd Müller (obaj po cztery gole w finałach).

 

W 41. minucie powinno być 2:0 dla Bayernu, jednak Kingsley Coman mając przed sobą tylko bramkę i nadbiegającego Ibrahima Konate uderzył w taki sposób, że dysponujący niesamowitym refleksem Francuz zdołał wybić głową piłkę na rzut rożny.

 

W drugiej połowie śmiało poczynali sobie piłkarze RB Lipsk, w tym Timo Werner, który w 49. minucie sprawdził refleks Neuera, jednak tym razem górą był bramkarz. Siedem minut później swoją szansę miał "Lewy", jednak uderzył w interweniującego Petera Gulacsiego i piłka wyszła tylko na rzut rożny. Drugi raz na listę strzelców Polak mógł się również wpisać w 68. minucie, jednak piłka po jego uderzeniu głową poleciała obok lewego słupka bramki strzeżonej przez Węgra.

 

W 78. minucie swego dopiął również Coman, który w niesamowity sposób przyjął piłkę w polu karnym RB Lipsk i mocnym strzałem w kierunku bliższego słupka podwyższył prowadzenie. W 85. minucie na listę strzelców ponownie wpisał się Lewandowski. Polak ruszył do długiego podania, pokonał w fizycznej walce jednego z obrońców rywali i w efektowny sposób przerzucił piłkę nad Gulacsim.

 

 

RB Lipsk - Bayern Monachium 0:3 (0:1)
Bramki: Lewandowski 29, 85, Coman 78

 

RB Lipsk: Peter Gulacsi - Lukas Klostermann, Ibrahima Konate (82' Amadou Haidara), Willi Orban (70' Dayot Upamecano), Marcel Halstenberg - Tyler Adams (54' Konrad Laimer), Kevin Kampl - Marcel Sabitzer, Emil Forsberg - Timo Werner, Yussuf Poulsen.

 

Bayern Monachium: Manuel Neuer - Joshua Kimmich, Niklas Sule, Mats Hummels, David Alaba - Thiago Alcantara, Javi Martinez (65' Corentin Tolisso) - Serge Gnabry (74' Arjen Robben), Thomas Mueller, Kingsley Coman (88' Franck Ribery) - Robert Lewandowski.

 

Żółte kartki: Upamecano - Lewandowski.

 

Sędzia: Tobias Stieler.