Starcie z Perez zapowiadało się na najtrudniejszy sprawdzian Brodnickiej w obronie tytułu mistrzyni świata. W zeszłym roku polska pięściarka pokonała Sarah Pucek i Nozipho Bell. - Moja rywalka wygląda bardzo niewinnie, ale jest szalenie groźna. To meksykański czołg - powiedziała przed walką "Kleo", spodziewając się ciężkiego pojedynku.
 
Jak to już ma w swoim zwyczaju, Brodnicka zaskoczyła na ceremonii ważenia, przebierając się za "Wonder Woman".
 
Pierwsza runda była materiałem badawczym dla obu zawodniczek. Meksykanka wywierała presję, atakowała obszernymi sierpowymi, ale to nie robiło wrażenia na Polce, która bez problemu kontrolowała dystans. Na początku walki "Kleo" potrafiła wykorzystać przesadny respekt ze strony rywalki i spokojnie punktowała ją w pierwszych rundach. Możliwe, że był to najlepszy technicznie występ 34-latki w karierze.
 
Meksykanka poszła odważniej do przodu w piątej rundzie z nutką desperacji, jednak Brodnicka nie dawała się zaskoczyć. - To najlepszy pojedynek w jej wykonaniu, jaki widziałem - powiedział komentujący walkę Grzegorz Proksa.
 
Zdesperowana rywalka rzuciła się do ataków w ostatniej rundzie, jednak jej pozbawione ładu ataki nie miały szans w zestawieniu ze świetną pracą nóg Brodnickiej. Polka wygrała na punkty niejednogłośnie z niewielką przewagą (97:93, 95:95, 96:94).

- Jestem zaskoczony taką punktacją. To jest jedna runda różnicy, a wydawało się, że Ewa wygrała zdecydowanie - komentowali Proksa i Janusz Pindera.