Maciej Turski: W ostatniej walce nie wszystko poszło po jego myśli. Jak nastawienie mentalne?

 

Roman Szymański: Jestem na siebie wkurzony. Muszę pracować dalej i wrócić po swoje, bo jest to w zasięgu roku.

 

Był czas na analizę tego pojedynku? Wiesz gdzie popełniłeś błędy? Wiele osób zwracało uwagę na zbijanie wagi.

 

Zbijanie wagi nie miało takiego wpływu. Zawsze jest ciężkie, ale raczej nie miało wpływu. Wnioski? Następnym razem nie mogę dać sędziemu argumentu do przerwania walki. Poza tym nic się nie stało.

 

Masz pretensje i żal do sędziego, że ten pojedynek został przerwany?

 

Oczywiście były podstawy do przerwania. Na początku byłem zdenerwowany, ale na spokojnie to sobie przemyślałem i mogę być wkurzony tylko na siebie, bo dałem sędziemu podstawy do przerwania zgodnie z przepisami, które znamy. Później mogę sobie gadać. To nie jest ważne, bo on ma dbać o nasze zdrowie.

 

Celujesz w powrót na KSW 50?

 

Konkretnych rozmów nie było. Na pewno chciałbym wrócić albo w Londynie, albo na kolejnej gali. Wszystko zależy od właścicieli. Na pewno nie chciałbym czekać do końca roku.

 

Jacyś rywale pojawiają się w głowie?

 

Pierwsza, a w zasadzie jedyna, osoba, która przychodzi mi do głowy to Filip Pejic. Znokautował Filipa Wolańskiego, zaliczył mocne wejście do organizacji. To fajna osoba do zbicia. Jeśli byłaby taka propozycja, to oczywiście z wielką przyjemnością.

 

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.