Oprócz Bagińskiego, w ME w wadze 94 kg wystąpi Bartosz Zawadzki, a w innych kategoriach zgłoszeni są: 52 kg - Anna Augustyn-Mitkowska, 57 kg - Karolina Chłobuszewska, 63 kg - Klaudia Mitko, Sandra Pniak, 70 kg - Magdalena Loska, +70 kg - Justyna Sitko, Magdalena Zaszczudłowicz oraz 57 kg - Wojciech Gryz, 62 kg - Tomasz Paczka, 69 kg - Maciej Polok, 77 kg - Robert Henek, Adrian Kozicz, 85 kg - Paweł Bańczyk, Maciej Kozak i +94 kg - Michał Piwowarski.

 

- Wystawiamy bardzo mocny skład z wieloma szansami medalowymi. Nie ukrywam, że moim indywidualnym celem jest obrona tytułu mistrzowskiego wywalczonego przed rokiem w Gliwicach. Niestety, regulamin jest tak skonstruowany, że nie ma szans abyśmy z Bartkiem doszli do finału. W jednej połówce drabinki losowani są zawodnicy z tego samego kraju, dlatego - podobnie jak w ubiegłorocznych mistrzostwach świata - możemy spotkać się na przykład w półfinale. W Malmoe Zawadzki zajął drugie miejsce, a ja czwarte – stwierdził szkoleniowiec na co dzień pracujący w Berserkers Team Szczecin.

 

Między Bagińskim a Zawadzkim (ur. 4 grudnia 1996 roku) jest prawie 25 lat różnicy. Jeśli szczecinianina będą omijać poważne kontuzje, prawdopodobnie jeszcze przez kilka sezonów będzie bronił barw biało-czerwonych w imprezach międzynarodowych.

 

- Wszystko zależy od zdrowia, raz jest lepiej, a innego dnia gorzej, chociaż generalnie trzymam się nieźle. Od lat powtarzam, że ustąpię dopiero wtedy, gdy w kadrze pojawi się co najmniej dwóch wysokiej klasy zawodników, po prostu muszą być lepsi ode mnie. Od trzech sezonów w seniorach z sukcesami startuje Zawadzki, ale potrzeba jeszcze kolejnych wartościowych młodych zawodników, a póki co ich nie widać. Dlatego może wytrwam do 50. urodzin w ju-jitsu, chociaż niczego nie będę deklarował, nic na siłę – przyznał Bagiński.

 

W tym sezonie wygrał on Puchar Polski w ju-jitsu i zdobył brąz podczas ME w grapplingu w Bukareszcie. Właśnie tam będzie rywalizował o krążek mistrzostw kontynentu w ju-jitsu.

 

- Jestem w światowej czołówce i to cieszy. W grapplingu mogło być jeszcze lepiej, ale w jednej z walk doznałem kontuzji mięśnia dwugłowego i musiałem zmienić taktykę na dalszą część turnieju. Z tego co wiem zamieszkamy w tym samym hotelu, hala również się nie zmieni, liczę tylko na medal z cenniejszego kruszcu. W ogóle uważam, że naszą złotą reprezentację, w której jest wielu mistrzów świata i kontynentu, stać na duży sukces w rumuńskiej stolicy. Swoje pozycje powinni obronić medaliści MŚ w Szwecji, gdzie był bardzo wysokim poziom, a ponadto wierzę, że jeszcze ktoś pozytywnie zaskoczy – podkreślił trener reprezentacji ne-waza.

 

Turniej w Rumuniii potrwa od 31 maja do 2 czerwca. Polacy startować będą jeszcze w fightingu i duo. W 2018 roku w Gliwicach wywalczyli 19 medali - siedem złotych, pięć srebrnych i siedem brązowych – i znów okazali się najlepsi w klasyfikacji drużynowej.