Jędrzejczyk zapowiada zmiany? "Nie wykluczam powrotu"

Sporty walki

Joanna Jędrzejczyk (15-3, 4 KO, 1 SUB) w 2019 roku jeszcze w oktagonie największej organizacji MMA na świecie się nie pojawiła. Ostatnie miesiące świadomie postanowiła poświęcić na "naładowanie baterii" i odzyskanie głodu do walki. Była mistrzyni UFC odwiedziła także ludzi, którzy pomagali kształtować jej sportowy charakter. - Wszystko zależy od mojej kolejnej walki, ale nie wykluczam, że być może wrócę do Holandii, do Ernesto Hoosta - zdradziła Jędrzejczyk w rozmowie z Polsatsport.pl.

Maciej Turski: Asiu, widzimy się w Polsce, a w ostatnim czasie to sytuacja nie taka wcale oczywista. Ile kontynentów, ile krajów zdołałaś zwiedzić przez te pięć miesięcy, kiedy nie widzieliśmy Cię w klatce? Da się zliczyć?

 

Joanna Jędrzejczyk: Oczywiście, że się da! Ja liczę to naprawdę dokładnie. Z każdego dnia, z każdego miejsca czerpię jak najwięcej pozytywnej energii. W tym roku odwiedziłam siedem krajów na pięciu kontynentach. I za kilka tygodni ponownie wyruszam do Stanów Zjednoczonych na salę treningową. Teraz jest czas, aby przypilnować sprawy na miejscu, w Polsce. W mieszkaniu w Olsztynie spędzę jednak tylko kilka dni. Możecie sobie wyobrazić, ile mam obowiązków.

 

Możemy mówić o ciągłej pracy, czy też starasz się czerpać pozytywną energię z tych chwil?

 

Żyję swoim amerykańskim snem, ale realizuję się w Polsce. Tu jest mój dom. Uwielbiam spotkania z fanami, spotkania z mediami. Wydałam niedawno swoją nową książkę - o diecie i troszkę o motywacji. O tym, że świat może walić mi się każdego dnia, ale każdy może wyjść z kryzysu. Ale nie zapominałam przecież o treningach. W ostatnim czasie złapałam fajną formę. Stany Zjednoczone czy też Holandia i łącznie osiem tygodni ciągłości treningowej. Jestem gotowa, aby rozpocząć przygotowania, ale czekam na odpowiednią datę i odpowiednią walkę.

 

Odwiedziłaś również Pawła Słowińskiego w Australii, odwiedziłaś Ernesto Hoosta w Holandii. To były osoby, które pomagały Ci budować pozycję w sportach uderzanych, kiedy byłaś na topie sportowym w muay thai. Chciałaś poszukać również pasji i radości sprzed lat?

 

Po przegranej walce z Walentyną Szewczenko pod koniec ubiegłego roku świadomie podjęłam decyzję o przerwie. Chciałam zregenerować ciało i umysł, aby nabrać świeżości. Nabrać również głodu do treningu i walki. Możesz uwierzyć mi na słowo, że drzemię we mnie mały demon, który chce już wyjść do oktagonu. Przerwa mi pomogła, ale moje założenia się sprawdzają. Chciałam wrócić na salę do Ernesto Hoosta. Spędziłam tam trzy tygodnie i nie było łatwo. Fajnie jednak było ponownie czerpać wiedzę od legendy sportów uderzanych. Czas American Top Team też był owocny. Wcześniej byłam w ciągłym okresie przygotowawczym, a teraz mogłam na spokojnie skupić się na rozwoju i nauce. Popycham ciało do granic możliwości i idzie to w dobrą stronę. Nie mogę doczekać się powrotu.

 

Czy poszukiwanie innych miejsc niż mata w klubie American Top Team to próba szukania nowego otoczenie? A może po prostu potrzebowałaś chwilowej zmiany?

 

Wszystko zależy od mojej kolejnej walki, ale nie wykluczam, że wrócę do Holandii. Wtedy będę myślała, w jaki sposób połączyć treningi MMA z muay thai. Nadal jednak moim klubem jest i będzie American Top Team. Nadal się tam doskonale odnajduję, choć może wyniki sportowe na to nie wskazują. To nie jest wina klubu i trenerów. Wiem, jakie były tego przyczyny i staram się wyciągać wnioski. Ludzie mogą przekonywać, ale uwierzcie mi, że nadal pragnę sportowego rozwoju. Na początku lipca pojawię się w Las Vegas na International
Week UFC i od razu wrócę na salę ATT, gdzie ponownie rozpoczniemy ciężką pracę. Głód jest ogromny.

 

Wybiegasz w przyszłość, ale zahaczmy nieco o przeszłość. Na ostatniej numerowanej gali UFC 237 zmierzyły się dwie Twoje byłe rywalki. Jessica Andrade odebrała pas mistrzowski Rose Namajunas. Spodziewałaś się takiego rozstrzygnięcia?

 

Nigdy nie lubię przewidywać rozstrzygnięć. W UFC nie ma słabych zawodników, a jeśli są, to szybko zostają weryfikowani. Niektórzy po podpisaniu kontraktu spoczywają na laurach i zapominają o tym, że prawdziwa zabawa i ciężka praca dopiero się zaczyna. Obserwowałam tę walkę i galę bardzo czujnie... Dawałam obu zawodniczkom równe szanse. Jessica przyjmuje sporo ciosów, idzie do przodu jak czołg, wynosi rywalki z niesamowitą łatwością, ale koniec końców zrealizowała swój plan. Rose miała świetną rundę, świetnie boksowała, rozcięła rywalkę w pierwszych minutach walki. Mam wrażenie, że nie do końca jednak wyciągnęła wnioski z poprzednich występów Andrade i nie wiedziała, w jaki sposób ma bronić wyniesienia. Pamiętam dokładnie swoją walkę z Brazylijką. Nogi mnie bardzo bolały, sporo musiałam pracować do tyłu, na dystansie i korzystać z pełnego zasięgu. To nie są łatwe pojedynki, ale chciałabym stawić jej czoła ponownie. W ostatnich walkach tylko ja ją pokonałam. Była to być może moja najlepsza walka MMA w karierze. I co najważniejsze, cieszę się, że Rose jest cała i zdrowa, bo wyglądało to naprawdę niebezpiecznie. Być może fani myślą, że mocno za sobą nie przepadamy, ale tu chodzi tylko o sport. Ja chcę walczyć o najwyższe cele i mistrzostwo kategorii słomkowej. Mistrzynią była Rose, teraz jest Jessica. Zobaczymy, kto będzie posiadaczem pasa po następnej walce.

 

Po walce wysłałaś gratulacje do Andrade załączając zdjęcie z Waszego pojedynku. To był swojego rodzaju pstryczek wysłany w kierunku Brazylijki? Chciałaś pokazać, że chcesz się bić tylko o pas i tej narracji nie zmieniasz? 

 

Jak najbardziej, chcę bić się o pas. Wielu ludzi otwiera oczy ze zdumienia, ale ocenia mnie przez pryzmat moich ostatnich walk. Nie zapominajmy, że ostatnio biłam się w wyższej kategorii z doskonałą Walentyną Szewczenko. Wcześniej przecież wygrałam z Tecią Torres. Wiem, ile jestem warta, jak przebiegają moje rozmowy z UFC i co było mi obiecane. Dlaczego mam rezygnować tak łatwo z tego, co zostało już powiedziane? Jeżeli Jessica Andrade stoczy kolejną walkę, to ja uzbroję się w cierpliwość i będę czekała na swoją szansę. Nie ukrywam, że dla mnie ostatnie rozstrzygnięcie było korzystne.

 

Nie ma mowy o pojedynku, który mogłabyś stoczyć przed walką mistrzowską? Często padały nazwiska Weili Zhang oraz Michelle Waterson. To są w obecnej sytuacji nazwiska wolne na rynku.

 

Jeśli są wolne i chętne do walki, to mogą zmierzyć się ze sobą. Wiem, kim jestem i na co zasługuję. Mylne jest ocenianie mojej kariery przez pryzmat ostatnich walk. Mam mocną pozycję i czekam na walkę mistrzowską. Niektóre zawodniczki chcą się ze mną zmierzyć i mówią o wyzwaniach sportowych. Chcą się ze mną zmierzyć, ale przede wszystkim im chodzi o promocję. W przypadku porażki najwyżej powiedzą, że przegrały z byłą mistrzynią, która trzymała pas przez trzy lata, a nie przez rok. Obroniła tytuł sześć razy, a nie tylko raz.

 

Widać i da się odczuć, że czujesz się ponownie naładowana i gotowa, aby powrócić do oktagonu.

 

Tak, plan po ostatniej walce wykonałam. Do następnego pojedynku przystąpię jak do debiutu w organizacji UFC. Nie muszę nic nikomu udowadniać, ale jest kilka rzeczy, które muszę zrobić sama dla siebie. Czuję się zdecydowanie silniejszym człowiekiem i będę chciała pokazać, kim tak naprawdę jestem.

 

Życzymy cierpliwości, spokoju i powodzenia w negocjacjach. Jako rodacy na pewno chcielibyśmy zobaczyć Cię w kolejnej walce o tytuł mistrzowski.

 

Dziękuję mocno, ale muszę dodać, że czuję ogromne wsparcie, pomimo krążących negatywnych opinii. Znajdujemy się na targach Go Active Show, gdzie kibice dają mi naprawdę sporo pozytywnej energii. Często ludzie oceniają mnie na podstawie artykułów, które mijają się z prawdą. Korzystają z nieprawdziwych informacji, które są powielane. Pamiętajcie, nie wszystko musi ujrzeć światło dzienne. To ja negocjuję kolejną walkę i poczekajcie na dobrego newsa. Nawet jeśli miałoby trwać to kilka długich tygodni.

Maciej Turski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze