To może brzmieć jak nierealny sen, a jednak. 31-letni Gikiewicz został powołany awaryjnie do kadry, po tym jak Wojciech Szczęsny przeszedł operację kontuzjowanego kolana.

 

- Za mną szalone 24 godziny. Warto jednak marzyć i spełniać swoje cele. Jestem tego dobrym przykładem - powiedział. - Obecnie skupiam się na każdym dniu i treningu, żeby z niego jak najwięcej wyciągnąć. Przy okazji podpatruje lepszych do siebie zawodników i taki mam cel na to zgrupowanie reprezentacji Polski - dodał.

 

Za bramkarzem Unionu niesamowicie wyczerpujący rok. Czy wychowanek Warmii Olsztyn odczuwa już trudy zakończonej kampanii?

 

- Zagrałem w tym sezonie 36 meczów. Po dwóch latach spędzonych na ławce w SC Freiburg mam zmęczony organizm. Moja głowa też musi odpocząć, bo ostatnie osiem dni było niezwykle intensywnych. Za mną dwa mecze barażowe, w których dawali Unionowi Berlin dziesięć procent szans na awans. Przez ostatnie siedem lat żadnemu klubowi się to nie udało. Dopiero teraz mój zespół po raz pierwszy w historii zagra w Bundeslidze - przyznał Gikiewicz. - Z pewnością psychicznie jestem zmęczony, ale dziesięć dni z kadrą spędzę z przyjemnością. Czuje się jak nastolatek, więc nie ma mowy o wyczerpaniu - zadeklarował.


Co bardziej ucieszyło byłego piłkarza Eintrachtu Brunszwik? Awans do najwyższej ligi rozgrywkowej w Niemczech czy powołanie do reprezentacji Polski?


- Oba te fakty cieszą, choć na ten historyczny awans pracowałem cały rok. Na powołanie tak samo, ale nie spodziewałem się tego. Kiedy czytałem listę kadrowiczów nie znalazłem tam swojego nazwiska. Byłem nastawiony, że się tu nie pojawię. To było wielkie zaskoczenie po promocji do Bundesligi. To były szalone 24 godziny, ale smakuje to wyśmienicie - podsumował.

 

Cała rozmowa z Rafałem Gikiewiczem w załączonym materiale wideo.