38-letni Nigeryjczyk ma bez porównania większe doświadczenie od młodszego o osiem lat Michała Cieślaka, ale nie ma już tego co Polak - zdrowia, energii, głodu boksu.

 

– Już w pierwszej rundzie po lewym prostym, gdy stanął na piętach wiedziałem, że go skończę – powie później pięściarz z Radomia. W drugiej rundzie było po wszystkim. Teoretycznie sędzia ringowy Robert Gortat mógł liczyć, kiedy Durodola zawisł na linach (trzeci punkt podparcia), mógł też przerwać walkę. Wybrał to drugie, i słusznie, czym zaoszczędził Nigeryjczykowi sporo zdrowia, bo Cieślak z pewnością by nie wypuścił szansy z rąk


Najważniejsze, że Polak walczył mądrze, pamiętał o lewym prostym, zmieniał też pozycję na odwrotną i wtedy zaczynał akcje prawym prostym. Fizycznie prezentował się znakomicie, jest silny, szybki i bije mocniej niż kiedyś. A to dobrze rokuje na przyszłość.


Po walce powiedział, że nie nastawiał się na nokaut. - Wiedziałem co Durodola potrafi, że ma nokautujące uderzenie, więc musiałem uważać. W tej wadze jeden celny cios może przesądzić o wszystkim, a on wciąż jest niebezpieczny. Nie ukrywam, że marzę o wielkich walkach, najlepiej o mistrzostwo świata, myślę że to kwestia czasu, ale to już rola moich promotorów. Chciałbym też solidnie potrenować w USA lub Wielkiej Brytanii – powiedział w Pruszkowie po ogłoszeniu werdyktu.


Wygrane przed czasem z Yourim Kalengą i teraz, z Durodolą, dają Cieślakowi przepustkę do szerokiej czołówki kategorii junior ciężkiej. Zbyt daleko idących wniosków po tych zwycięstwach bym jednak nie wyciągał, bo Kalenga, i Durodola najlepsze lata mają za sobą. Ale wygrane te potwierdzają, że pięściarz z Radomia ma mocne argumenty. I sądzę, że już niedługo pokaże je w starciach z najlepszymi cruiserami.


Tym bardziej, że w wadze junior ciężkiej robi się trochę luźniej. Nie ma już Ołeksandra Usyka, który przechodzi do kategorii ciężkiej, ale wciąż trzyma swoje trzy mistrzowskie pasy (WBC, IBF, WBO), podobnie rzecz się ma z Muratem Gassijewem idącym w ślad za Usykiem.

 

Denis Lebiediew, mistrz WBA, też ma swoje lata i ciężkie wojny za sobą, więc zapewne wkrótce ogłosi, że udaje się na zasłużoną emeryturę.
Przed nami jeszcze finałowa faza turnieju WBSS (World Boxing Super Series). W półfinale jest Krzysztof Głowacki (mistrz interim WBO) , który zmierzy się w Rydze z Łotyszem Mairisem Briedisem, a Kubańczyk Yunier Dorticos z Amerykaninem Andrew Tabitim. Powoli robi się więc miejsce dla takich jak Michał Cieślak.  Oby tylko tej szansy nie zmarnować.