Po dwóch meczach finału Energa Basket Ligi rozegranych w Toruniu jest remis 1:1, a mecz 2 w sobotę wygrał Anwil Włocławek 89:78. Teraz dwa mecze tej serii - toczącej się do czterech wygranych - odbędą się we Włocławku (we wtorek i czwartek).


Dwaj Amerykanie z drużyny Polskiego Cukru Toruń, Rob Lowery i Michael Umeh (ten drugi z racji korzeni reprezentuje Nigerię, ale urodził się i wychował w Houston w Teksasie), nie mają na razie dobrego finału. Po meczu 1, w którym zdobyli w sumie 10, w sobotnim meczu 2 było chyba nawet jeszcze gorzej, choć tym razem licznik zatrzymał się na 11 punktach (Lowery 8, Umeh 3).Obaj w sumie trafili 4 z 17 rzutów z gry, a w obu meczach łącznie mają 0/15 za trzy punkty! We własnej hali!


W sobotę w studiu wokół meczu w Polsacie Sport Extra gościliśmy nowego trenera Stali Ostrów Jacka Winnickiego, który kilka razy podkreślał, że bez lepszej gry liderów z USA Polski Cukier Toruń nie ma szans w tym finale. Także koszykarz Spójni Stargard Piotr Pamuła, który był naszym gościem w #StudioAdRom Max na YouTube po meczu, nie miał wątpliwości, że Lowery i Umeh mogą i powinni zagrać lepiej. Ale tak naprawdę nikt nie był na gorąco po meczu powiedzieć, dlaczego ci dwaj grają poniżej oczekiwań. Wszyscy byli nawet zdziwieni, że rzuty specjalistów od rzucania często nie były nawet blisko wpadnięcia do kosza.


Nie chodzi tu jednak w żadnym stopniu o piętnowanie koszykarzy, rzucenie ich na pożarcie opinii publicznej czy kibicom. Moim zdaniem nie ma też mowy o złym podejściu do gry w finale. Jest dla mnie oczywiste, że w finale poziom rywali bardzo wzrósł, że Anwil gra wymagającą obronę. Bardziej liczy się to, że - jak się wydaje - mimo ogłaszanej wszędzie przewagi pod koszem torunian, nie mogą oni tak przegrywać rywalizacji na obwodzie. Nie mogą też liczyć na to, że zostaną mistrzem, jeśli najlepsi dwaj koszykarze, którzy dostarczali średnio na mecz w sezonie 26 punktów, będą rzucali średnio 10.


W historii rywalizacji o mistrzostwo takie historie już były. Nawet w zeszłym sezonie, kiedy ani Aaron Johnson, ani Marc Carter ze Stali Ostrów nie grali dobrze przeciwko Anwilowi (a Johnson dodatkowo uderzył rywala i został zdyskwalifikowany) - więc Stal przegrała mistrzostwo. Tak też było choćby w 2016 roku, kiedy w finale Stelmet Zielona Góra ograł 4:0 Rosę Radom, a ciągnący grę Rosy przez cały sezon Amerykanin Torey Thomas nie mógł nic zrobić, a w ostatnim meczu nie zdobył nawet punktu.


To oczywiście wtedy sprawiła obrona rywali, świetnie przygotowana przez trenerów (w Stelmecie Saso Filipovski, w Anwilu Igor Milicić). To obrona także nie daje wiele szans teraz Lowery’emu i Umehowi. Włocławianie przy zasłonach świetnie podwajają rozgrywających rywala, także zawodników z pozycji rzucającego (takich jak Umeh), zmuszając ich do pozbywania się piłki lub wjeżdżania pod kosz. To chyba powoduje frustracje u Amerykanów, bo później ich rzuty, nawet z dogodnych pozycji, były mocno nerwowe. Ale to, że taka będzie obrona Anwilu, było wiadomo od tygodni, a może nawet miesięcy. Cała sztuka - jak zawsze na wysokim poziomie - w przełamaniu jej i samego siebie.


Po sobotnim meczu mimo zwycięstwa w obozie Anwilu szczęśliwych ludzi nie było. Sprawiła to kontuzja powszechnie lubianego i świetnie grającego od czasu powrotu do koszykówki Michała Ignerskiego. 39-letni weteran wykonał świetną akcję z wsadem, ale niestety kiedy spadł na parkiet całym ciężarem na jedną nogę, uciekło mu kolano. Pierwsze rokowania są kiepskie. Podszedłem po meczu do Michała, i na pytanie „jak jest?” odpowiedział tylko „bywało lepiej”. Anwil najprawdopodobniej będzie musiał sobie radzić w tym finale bez niego. Niebywale ważne i ciekawe, jak w tej sytuacji (a kontuzjowany jest także ciągle podstawowy środkowy Josip Sobin, szanse na powrót do gry są znikome) poradzi sobie trener Anwilu Igor Milicić. Na razie ze wszystkim radził sobie znakomicie.


Obrazek dnia: Trójką w syrenę

 

Determinacja obu zespołów w finale jest niesamowita. Koszykarze walczą do ostatnich sekund kwart, co świetnie pokazali właśnie w sobotnim meczu 2. Najpierw tuż przed końcem drugiej kwarty torunianie, którzy chwilę wcześniej przegrywali nawet różnicą 15 punktów, gonili rywali z Włocławka. Ostatnim aktem tego gonienia był rzut środkowego Polskiego Cukru Krzysztofa Sulimy z dziewięciu metrów. Celny, mimo że wszyscy koledzy na boisku wyciągali ręce po piłkę w kierunku zawodnika, który nie jest znany z trafiania za trzy. To był jego szósty celny rzut z dystansu w sezonie.


Po tej akcji było tylko 42:46, ale na koniec kolejnej, trzeciej kwarty z kolei Anwil Włocławek budował przewagę. To było kilka świetnych minut rezerwowego mistrzów Polski Jarosława Zyskowskiego. I to on właśnie trafił za trzy równo z syreną, zdobywając w ten sposób w kwarcie 13 punktów. Anwil prowadził 75:60 i wyraźnego prowadzenia już do końca meczu nie oddał.

Sobota w finale play-off Energa Basket Ligi:


Polski Cukier Toruń - Anwil Włocławek 78:89, stan rywalizacji (do czterech wygranych) 1:1, mecz 3 we Włocławku we wtorek, transmisja w Polsacie Sport Extra o 17.30.

 

W niedzielę dzień przerwy w play-off EBL. W poniedziałek grają:

 

O trzecie miejsce: Arka Gdynia - Stelmet Enea BC Zielona Góra, pierwszy mecz 77:95, transmisja rewanżu w Polsacie Sport o 20.00.

 

Cały terminarz finału (do czterech zwycięstw)

 

Mecz 3: 4 czerwca (wtorek), Anwil Włocławek - Polski Cukier Toruń, Polsat Sport Extra, godz. 17.30
Mecz 4: 6 czerwca (czwartek), Anwil Włocławek - Polski Cukier Toruń, Polsat Sport Extra, godz. 17.00
Mecz 5: 9 czerwca (niedziela), Polski Cukier Toruń - Anwil Włocławek, Polsat Sport, godz. 17.00
Mecz 6: 12 czerwca (środa), Anwil Włocławek - Polski Cukier Toruń, Polsat Sport, godz. 17.00
Mecz 7: 14 czerwca (piątek), Polski Cukier Toruń - Anwil Włocławek, Polsat Sport, godz. 19.30

 

Terminarz rywalizacji o trzecie miejsce (mecz i rewanż)

 

Mecz 2: 3 czerwca (poniedziałek), Arka Gdynia - Stelmet Enea BC Zielona Góra, Polsat Sport, godz. 20.00.

 

WYNIKI I TERMINARZ ENERGA BASKET LIGI