Liverpool ponad Joshuą

 

„Nie ma aż tak wielkiego rozgłosu medialnego jakiego się spodziewaliśmy, ale może dlatego, że tutaj nie ma żadnych złośliwości między pięściarzami – jest szacunek. No i mamy finał Ligi Mistrzów” – mówił po piątkowym ważeniu promujący od dwunastu lat Joshuę Eddie Hearn, szef „Matchroom Boxing”. To prawda. Kilka tysięcy Anglików (i nie tylko ich bo znam wielu Polaków, którzy przylecieli do Nowego Jorku na walkę z Anglii), zrobiło znakomitą atmosferę na ważeniu, ale w mediach królowała potyczka Liverpoolu z Tottenhamem. Walka z Ruizem, synem meksykańskiego kontraktora, była przecież z góry przesądzona, miała być dodatkiem do świętowania piłki nożnej. Na ulicach Wielkiego Jabłka królowały koszulki piłkarskie, a tych z napisem „AJBXNG” było niewiele. „Prosta sprawa: balujemy najpierw w barach oglądając mecz, a później przy ringu” - mówił mi jeden z fanów Liverpoolu, oglądający mecz w „Carragher’s Pub”, może 10 minut od Madison Square Garden. Joshua kontra Ruiz Jr to nie było pytanie czy, tylko jak szybko AJ wygra z „tym meksykańskim grubaskiem”.

 

Rewanż? Jaki rewanż?

 

Nie będę opisywał walki, bo zrobił to świetnie Janusz Pindera. Spróbuję opisać konferencję prasową po gali, która zamieniła się w teatr jednego aktora. Były mistrz świata WBA, IBF i WBO się na niej nie pojawił. „Wszystko jest z Anthonym w porządku, ale musimy czekać na wynik testów wstrząśnienia mózgu” – mówił Eddie Hearn. Czekaliśmy, prawie do drugiej w nocy, ale Joshua nie przyszedł, a jego promotor przyznawał co kilka minut , że „jesteśmy wszyscy w stanie szoku”.

 

Ruiz dał sobie na konferencji znakomicie radę bez rywala, bo przed soba miał wszystkie jego pasy. Mówił o tym, że zawsze chciał walczyć z Joshuą, bo jego uważał za najłatwiejszego do pokonania, śmiał się razem z trenerem Manny Roblesem, opowiadając o tym, ile błędów Anglika widzieli oglądając taśmy z jego walk. „Nikt nie wierzył, we mnie. Pewnie także nikt z was. My wierzyliśmy od początku”. Mówił o mamie, której będzie mógł zapewnić lepsze życie, ale nigdy Hearnowi nie udało się wydobyć z niego najważniejszego - że da teraz rewanż.

Eddie Hearn trzykrotnie próbował, sugerując, że jest niejako zobowiązany to zrobić, bo „Anthony dał mu szansę”, ale odpowiedź zawsze była taka sama: „usiądziemy i porozmawiamy na ten temat z moim teamem”. Najważniejszy członek tego zespołu, Sam Watson siedział przy stole i się tylko uśmiechał. Watson to prawa ręka opiekującego się karierą nowego championa Ala Haymona, bo Ruiz nie ma kontraktu z DAZN czy Matchroom Boxing tylko walczy dla Premier Boxing Champions. Tych samych ludzi, którzy dbają o interesy pięściarza, który ma jedyny brakujący Ruizowi pas wagi ciężkiej – mistrza WBC, Deontay’a Wildera.

 

Hearn chciałby rewanżu w Londynie, ale to może DAZN kosztować olbrzymie pieniądze. W kontrakcie nie ma bowiem klauzuli o rewanżu natychmiastowym, nie ma też wyznaczonej sumy za ile ma walczyć Ruiz – bo nikt nie przypuszczał, ,że to będzie konieczne. Nie ma przepisu, który zmusza Ruiza by już teraz po raz kolejny wyszedł na ring bić się z Joshuą – teraz to on i Al Haymon trzymają wszystkie karty w ręku. To sportowe trzęsienie ziemi, które było w sobotnią noc w Madison Square Garden to dopiero początek.