W mogącym pomieścić 3700 kibiców obiekcie po raz pierwszy biało-czerwone zagrały w październiku 2015 roku pokonując Finlandię 29:13 w eliminacji Euro 2016, a niemal równo dwa lata później - również w kwalifikacjach do mistrzostw Europy - rozgromiły Włochy 40:13. - To jest moja hala i można mnie posądzić o stronniczość, ale rozmawiałem z dziewczynami z reprezentacji i wiem, że im się dobrze gra w Lubinie. Nie tylko gra, ale też trenuje, bo wszystko jest na miejscu, hotel też dobry. Nic tylko tu grać i wygrywać - powiedziała Kinga Grzyb, była reprezentantka Polski, a aktualnie zawodniczka miejscowego Metraco Zagłębia.

 

W czwartek rywal będzie bardziej wymagający, ale wygrana musi być równie okazała, jeżeli Polska chce pojechać na mistrzostwa świata. W pierwszym meczu w Zrenjaninie zespół trenera Leszka Krowickiego przegrał aż 19:33. W Lubinie będzie się toczyć walka nie tylko o awans na mundial, który na przełomie listopada i grudnia odbędzie się w Japonii, ale też o przedłużenie szans na przyszłoroczne igrzyska olimpijskie.

 

"Sytuacja dziewczyn jest bardzo, bardzo trudna, ale dopóki piłka w grze, to ja wierzę w awans. Liczę, że trybuny w hali się zapełnią i doping poniesie nasz zespół. Wygrywałyśmy tu wysoko z Finlandią i Włochami, to może teraz znowu się uda. Ja na pewno będę na trybunach i będę mocno wspierać dziewczyny" - dodała Grzyb.

 

Polki do Lubina przyjechały już w sobotę, a w niedzielę miały pierwszy lekki trening na hali RCS. Początek meczu w czwartek o godz. 19.