Porażka Joshuy: komedia wymówek?

 

Sensacyjna przegrana mistrza świata WBA, IBF i WBO Anthony’ego Joshuy (22-1, 21 KO) z Andy Ruizem Jr (33-1, 22 KO) ciągle przyciąga uwagę pięściarskiego świata. Zaraz po walce w Madison Square Garden, szok był tak wielki, że ta wygrana przyćmiła w wyszukiwarce Google nawet finał Ligi Mistrzów, a dziś wszyscy zastanawiają się nad przyczyną porażki. Królują - jak zwykle w takich przypadkach - teorie spiskowe. Te najbardziej popularne to: choroba Joshuy, problemy z treningami w Miami, atak paniki w szatni i ten najczęściej powtarzany - znokautowanie Anthony’ego na sparingu zaledwie osiem dni przed wyjściem na ring w Madison Square Garden. Jest w tym coś, czy to tylko plotki?

 

Teoria “choroby” i “ataku paniki szatni” wynikała z tego, że niektórzy z obserwatorów zauważyli jak szybko, praktycznie po drugiej rundzie, Joshua wyglądał na zmęczonego i spoconego podczas przerw w narożniku. “Złe treningi w Miami” to opinia powstała dlatego, że Miami, gdzie przygotowywał się przez prawie miesiąc Anglik, to miejsce znane z wielu pokus, więc “pewnie AJ myślał o wszystkim, tylko nie o walce”. I wreszcie ostatnia - Joey Dawejko, jeden z czterech sparingpartnerów Joshuy podczas obozu w USA, miał go ciężko znokautować w ostatnim teście przed walką z Ruizem. Która z nich jest prawdziwa? Chyba żadna.

 

Zakładanie, że mistrz świata nie umie się skoncentrować na treningach bo wokół niego są ekskluzywne bary i rozebrane panie na plaży, jest śmieszna. Anthony nie był na wakacjach z kumplami, ale miał ze sobą pięcioosobowy team i trenera, która pracuje z nim od czasów amatorskich i doskonale zna swojego pięściarza. “Atak paniki” to już zupełnie bez sensu, bo jeśli Joshua dostaje ataku paniki, bo po raz pierwszy walczy w Madison Square Garden i się wystraszył Andy Ruiza, to natychmiast powinien zakończyć karierę.

 

I wreszcie ostatnia: mistrz świata wagi ciężkiej został znokautowany przez journeymana i przez tydzień nie odzyskał pełnej sprawności do walki. Co wiemy na pewno, to tylko to, że Joey Dawejko, wcale nie tak potężnie bijący zawodnik, był sparingpartnerem Joshuy. To wszystko. Eddie Hearn zaprzeczył każdej z tych plotek, a ja będąc trzy dni w Nowym Jorku, nie widziałem niepewnego siebie Joshuy. Jeśli już, to wprost przeciwnie - mistrz trzech pasów sprawiał wrażenie nawet zbyt pewnego siebie. Poświęcał więcej czasu na mówienie o tym, z kim będzie walczył po Ruizie Juniorze, sprawiał wrażenie kogoś, kto walkę już wygrał.

 

Prawda jest z pewnością bardziej prozaiczna i ma wszystko wspólnego z tym, co działo na ringu, a nic z tym, co było poza nim. Manny Robles, trener Ruiza Jr, widział to, co widzieli wszyscy, łącznie z byłym rywalem Joshuy, Dillianem Whyte: mistrz zbyt nisko opuszcza prawą rękę i łatwo go trafić lewym sierpowym. Dokładnie to w połowie trzeciej rundy zrobił to Andy Ruiz, Anthony jeszcze się podniósł, ale zniszczenie zostało zrobione. W siódmej rundzie Anglik już nie chciał walczyć, przegrał ją w głowie kilka rund wcześniej.

 

Cieślak chce pas!

 

Kiedy Joshua i Ruiz mieli ceremonię ważenia w Nowym Jorku, Michał Cieślak (19-0, 13 KO) nie tracił czasu, szybko nokautując Olanrewaju Durodolę (29-7, 27 KO) w Pruszkowie. Chciał to zrobić, mówił o tym w wywiadach przed walką, a rywal mu w tym specjalnie nie przeszkadzał. Przed tym pojedynkiem wiedzieliśmy, że Durodola jest waleczny, ale też to, że jest pięściarzem przewidywalnym, który dobrze się czuje tylko atakując.

 

Cieślak od razu wybił mu to z głowy i szybko zauważył dwie rzeczy: że rywala łatwo trafić i że ciosy robią na nim wrażenie. Są tacy, którzy to widzą, ale nie potrafią z tym nic zrobić. Cieślak, co jest w boksie chyba nie wyuczenia - to się ma lub nie - umie wykorzystywać takie okazje. Przeciwnik zraniony, to przeciwnik, który przeciwko Michałowi rywal z małymi szansami na przetrwanie.

 

Tak było z Durodolą - nie przetrwał drugiej rundy, a decyzja sędziego Gortata zakończenia walki była uzasadniona - tutaj już nic (poza ciężkim nokautem) nie mogło się dla Durodoli zdarzyć. Co dalej? Tomasz Babiloński, promotor Cieślaka, ma go ustawionego na tryb przyspieszony. Kolejna walka, także w Polsce, jest planowana na drugą połowę września, a jej stawką ma być jeden z mniejszych pasów WBA. Mniejszych, ale w obecnych układach zwiększających szansę dostania się do walki o te duże pasy - często niezbędnych.