I nie mam tu na myśli jedynie zdobyczy punktowych. Wydaje się, że po takim czasie, meczach eliminacyjnych, Ligi Narodów i towarzyskich można już oczekiwać jakiegoś stylu, poczuć rękę szkoleniowca, zrozumieć o co mu konkretnie chodzi w tej zabawie, przekonać się jak ta kadra ma grać.

 

To oczywiste, że Brzęczek, który wcale nie ma aż tak dużego doświadczenia trenerskiego, uczy się swojej roli, popełnia błędy, próbuje, czasem w porę się z nietrafionych decyzji wycofuje. Jak ostatnio w przypadku zawodników kadry U-21, których bez sensu zabrał na pierwsze dni zgrupowania kadrze Czesława Michniewicza, przygotowującej się do Euro. Albo wówczas, gdy deklaruje, że już dla jakiegoś zawodnika nie ma u niego miejsca, bo nie pasuje do stylu (Thiago Cionek), a później jednak go powołuje. Można też się oczywiście było zżymać na taktyczne eksperymenty z grą bez klasycznego skrzydłowego lub na klucz do pewnych nominacji, który był absolutnie zagadkowy. Wcale nie jest wykluczone, że powołania nie wynikały z ustalonej hierarchii, ale być może rodziły się na zasadzie loterii: "no dobra, to może tym razem spróbujemy tego gracza, może się sprawdzi?"

 

Nie ma co się na to obrażać, taka jest specyfika pracy na tym stanowisku. Zwłaszcza w pierwszych jej miesiącach. Poprzednicy Brzęczka też tak robili, też błądzili. Rozumiem, że prezes PZPN dokonując akurat takiego wyboru na stanowisko selekcjonera, kombinował, że będzie on rósł razem z tą reprezentacją. Że uda się tego solidnego zaledwie ligowego trenera wykreować. Jak wcześniej Adama Nawałkę. I wbrew dość mocnej krytyce, wcale nie wykluczam, że tak właśnie może jeszcze zdarzyć.

 

Przecież na dobrą sprawę to Brzęczek niczego jeszcze nie przegrał. Ligę Narodów, gdzie na dzień dobry został wsadzony na minę z odbudowującymi się Włochami i potężną Portugalią? Nie żartujmy, że powinno się go z całą stanowczością za to rozliczać. Tak, jak nie powinno się nosić na rękach i polewać szampanem po zakładanym awansie z tej ultra słabej grupy, do której trafiliśmy. Chodzi raczej o to, aby ten zespół zaczął grać na miarę swoich możliwości, aby z tych zawodników, którzy naprawdę dobrze grają w bardzo dobrych albo przyzwoitych europejskich klubach, wycisnąć co się da. Czytam to tak: systematycznie i efektownie ogrywać słabeuszy, wyrywać punkty równym nam zespołom i raz na jakiś czas ogrywać kogoś z pierwszej dziesiątki. A jeśli nie, to przynajmniej godnie z takimi przeciwnikami rywalizować. Grać odważnie i efektownie, aby dawać radość kibicom.

 

To nie jest modlitwa o cud, ale absolutnie realne oczekiwanie od tej grupy zawodników i od tego trenera. Dlatego panowie piłkarze i panie trenerze nie wciskajcie nam kitu o "zawsze mocnej Macedonii, zwłaszcza na własnym trudnym terenie" albo o tym, że nie ma już słabych drużyn. Nie kupujemy tego i czekamy na efektowne zwycięstwo. Może być 3:0.

 

Transmisja meczu Macedonia Północna - Polska w Polsacie Sport w piątek o godz. 20:35. Przedmeczowe studio od godz. 18:00.

 

WYNIKI I TABELE EL. EURO 2020